Komitet Pomocy dla Zwierząt
 

Bank Śląski S.A. O/Tychy
91 1050 1399 1000 0022 0998 2426

Dla wpłat z zagranicy:

 Nr IBAN: PL 91 10501399 1000002209982426

Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW

nr KRS 0000015352
skrytka pocztowa 79
43-100 Tychy

 


AKTUALNOŚCI:

ARCHIWUM - KLIKNIJ TU!!!

10 paźzdiernika 2008

 

Borutka, miała jednak szczęście …

 
Dziennikarze potrafili dostrzec uczucia jakimi kierowała się Borutka, kiedy desperacko uciekała, aby uniknąć śmierci. Powiatowy Weterynarz w Suwałkach, który za wszelką cenę dążył do zabicia krowy, nie widział w jej zachowaniu niczego niezwykłego. W jego opinii, Borutką nie kierował strach przed rzezią, ale "nagrzanie od słońca w transporcie" i "sportowa sylwetka". Przykre jest, że człowiek, który spędził większość swojego zawodowego życia ze zwierzętami, nie wie o tym, że potrafią bać się, być przerażone, odczuwać ból i… w ogóle czuć. Napawa nadzieją, że wiedzą o tym np. dziennikarze, ale czy my wszyscy o tym wiemy?.... Prosimy, przeczytajcie Państwo artykuł z gazety ekologicznej "Zielone Brygady". Po tym sami proszę oceńcie, czy zwierzęta czują zbliżającą się śmierć i dlaczego w wielkiej desperacji próbują ratować swoje życie. Historia zwierząt przywiezionych do jednej z rzeźni porusza do łez.... tam też uciekały byki, ale nie miały tyle szczęścia co Borutka.... Takie próby ucieczki zdarzają się podobno często, chociaż 'linia ubojowa' jest bardzo "szczelna". Pamiętajmy o tym, że tylko my jesteśmy w stanie zmienić ich los, ale nie zmienimy niczego, gdy nie otworzymy naszej świadomości na fakty, które maja miejsce każdego dnia.....

 

link do artykułu w Zielonych Brygadach http://www.zb.eco.pl/zb/173/zwierze.htm#rzeznia

 

23 września 2008

"Darowanie życia pokonanemu jest zaszczytem dla zwycięzcy"

 

 

W Suwałkach trwała walka o życie Borutki, która postanowiła wziąć życie w swoje raciczki i uciekła z rzeźni. Sama ocaliła sobie życie, więc postanowiliśmy zrobić wszystko, aby jej pomóc i ocalić ją drugi raz. W Przystani w tym samym czasie trwała walka o życie Oskarka- niestety przegrana. Borutce się jednak udało- dobry duszek Oskarek przeprowadził ją przez bramę rzeźni do wolności..... I choć momentami już traciliśmy nadzieję, czy nasze wysiłki przyniosą skutek, to jednak ostatecznie ogromne poparcie społeczne, zaangażowanie się setek osób z całej Polski oraz z zagranicy, które dzwoniły do Powiatowego i Wojewódzkiego lekarza weterynarii, jak również zainteresowanie mediów sprawiły, że Borutka żyje. Bardzo serdecznie pragniemy podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego- szczególnie dziękujemy Wojewodzie Podlaskiemu Panu Maciejowi Żywno, który wykazał ogromne zainteresowanie i zrozumienie dla naszych działań, oraz Wojewódzkiemu Inspektorowi Weterynaryjnemu ds. ochrony zdrowia i zwalczania chorób zakaźnych zwierząt w Białymstoku Panu Mirosławowi Czech. To od ich współpracy zależało życie tego zwierzaka. Naszym przyjaciołom z Vivy dziękujemy za wspaniałą współpracę, determinację i wielkie zaangażowanie- mamy świadomość, że tylko dzięki temu, że byliśmy tam razem udało się podarować życie Borutce. Dziękujemy również mediom, które nagłośniły historię krowy uciekinierki- szczególnie TVN 24, Gazecie Wyborczej, oraz Gazecie Współczesnej- co spowodowało ogromny odzew społeczny. Dziękujemy Panu Jurkowi Owsiakowi za poparcie naszych działań na antenie TVN24. Nie sposób wymienić tutaj wszystkich mediów zainteresowanych losem i chęcią pomocy Borutce, gdyż w natłoku spraw i telefonów nie byliśmy w stanie zapamiętać i zapisać wszystkich, którzy dzwonili do nas w jej sprawie, dlatego składamy ogólne podziękowania za wszelką pomoc. Ogromne podziękowania należą się wszystkim Państwu, którzy dzwoniliście do wyżej wymienionych osób, pisali maile- podobno zablokowaliście całkowicie skrzynkę mailową zarówno powiatowego jak i wojewódzkiego inspektoratu weterynaryjnego. Dziękujemy naszym kochanym przyjaciołom- sponsorom, za reakcję na zasadzie łańcuszka, która pozwoliła w krótkim czasie zawiadomić wiele osób. Szczególne podziękowania naszym przyjaciołom Ani i Markowi Rymuszko za natychmiastowe zaangażowanie w sprawę jej ratowania. Za ogromną pomoc dziękujemy Kasi i Williemu Slósarczyk, oraz wspaniałej prawniczce Pani Kasi K., która koordynowała sprawę pomocy Borutce od strony prawnej (była do naszej dyspozycji do momentu ocalenia Borutki). Ogromnie przerażona, zestresowana Borutka przyjechała do Przystani późną nocą. Na jej przyjazd czekali już na miejscu przedstawiciele stacji TV Silesia. Początkowo wypuściliśmy ją na jedno z pastwisk, aby nie czuła się osaczona przez przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu. Noc była bardzo ciepła, więc została tam do rana. Przeniosła się w najdalszy kąt pastwiska, aby mieć jak najmniej kontaktu z człowiekiem- gdy podchodziliśmy do niej z wiadrem z wodą, wstawała i uciekała. Później na to samo pastwisko wypuściliśmy Milkę i Dorę co od razu poprawiło humor Borutce- podeszła do nich, lizała je, przytulała się. Od tej pory chodziła po pastwisku razem z nimi. Wieczorem udało nam się sprowadzić ją do przygotowanego wcześniej boksu- i przez prawie dwa tygodnie nie wychodziła stamtąd. Przez dwa kolejne dni Przystań zamieniła się w miejsce przebywania najsławniejszej krowy w Polsce, czuliśmy się jakbyśmy mieli w Przystani gwiazdę telewizyjną. Borutka cierpliwie znosiła te wpatrzone w nią obiektywy aparatów, ale tylko z pewnej odległości- w swoim boksie czuła się bezpiecznie. Ze względu na ogromny stres miała problemy oddechowe, nie chciała jeść, dużo leżała- jest jednak pod stałą kontrolą lekarza weterynarii. Zostawialiśmy otwarte drzwi boksu i zaczęła zwiedzać otoczenie, jednak zawsze na widok kogoś z ludzi uciekała do swojego boksu. Obecnie wychodzi na pastwisko z Milką i Dorą, ale nadal boi się ludzi (szczególnie w jasnych lub białych ubraniach)- wtedy chowa się za swoimi przyjaciółkami. Trzeba dużo cierpliwości i czasu, aby zapomniała i zaufała nam.....

 

 

10 lipca 2008

 

Przystaniowe pary-Franuś i Carmen-i spółka...



 

 

Kochani! Często dzwonicie do nas z zapytaniem o to, jak się czuje Franuś- górski, spracowany konik, przyjaciel naszego ukochanego Kostusia. Dlatego pragniemy Wam jeszcze raz podziękować za pomoc dla Frania- za wszystkie emaile, telefony oraz za pomoc finansową jaką otrzymaliśmy aby go uratować. Wiele serc poruszył ten konik, a najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nadal o nim pamiętacie. Franuś znalazł w Przystani swoją wielką, końską miłość- Carmen. Kiedy dołączył do starszych koni na pastwisku zaczął adorować Carmen- chodził za nią nieustannie, lizał, podgryzał, kładł głowę na niej, nie odstępował jej ani na krok. Ona początkowo uciekała przed nim, a gdy udało jej się uciec do boksu, to już żadną siłą nie dało jej się stamtąd wyciągnąć. Jednak od kiedy Franio został przeniesiony do sąsiedniego boksu, Carmen przyzwyczaiła się do tego natrętnego adoratora. Odtąd spędza z nią każdą chwilę na pastwisku, pilnuje jej gdy konie wracają z pastwiska do boksów. Bardzo się cieszymy, że koń, który tyle lat przeżył sam, ma teraz swojego wielkiego przyjaciela. Pisaliśmy Państwu już kilkakrotnie jak bardzo ważne są te przyjaźnie dla naszych koni, a zwłaszcza w momencie, kiedy jedno z nich choruje, wtedy stara się jeszcze żyć jakby dla tego drugiego..... ale kiedy jedno z pary odchodzi, wtedy to prawdziwy dramat dla tego, który pozostaje.... Mamy kolejny tego dowód- niedawno odeszła nasza Balbinka, a jej wierna przyjaciółka Gala codziennie jej szuka- obchodzi pastwiska, boksy, woła, nasłuchuje, wypatruje, czeka, tęskni, chudnie.... nie umie się zaprzyjaźnić z żadnym innym koniem. To najtrudniejsze chwile w tej końskiej przyjaźni….. tęsknota i czekanie na przyjaciela, który już nie wróci, no i dla nas, bo nie możemy w żaden sposób pomóc. A wracając do Frania- to musimy Państwu napisać, że nie lubi ludzi, stara się nas straszyć na wszelkie możliwe sposoby- np. ma taki ciekawy sposób nabierania wody i opluwania odwiedzających Gości, którzy podchodzą zbyt blisko do Carmen. Jest nadopiekuńczy- pilnuje jej przed wszystkimi, nawet ostatnio przeganiał od niej kowala i weterynarza. Mimo wszystko bardzo kochamy tego łobuza i bardzo się cieszymy, że trafił dzięki Państwu do naszego przytuliska. Wiadomość z ostatniej chwili: Franuś ma konkurencję..... Carmen jako partnerkę życiową upatrzyli sobie jeszcze Figaro i staruszek Kacperek- więc jest ich już trzech. Trudno się im dziwić, bo Carmen to przepiękna i niezwykle spokojna klacz. Trochę denerwuje ją to zbyt wielkie zainteresowanie ze strony końskich mężczyzn..... a i oni patrzą na siebie spod byka..... to się porobiło.....

 

Czy tak musi być...... Skaryszew 2006 rok

Panie zechciej ukoić nasz ból,
patrząc na to wszystko bardzo cierpimy,
Panie zechciej ukoić ich lęk,
wiedzą gdzie jadą................
Rozpoczynają drogę na śmierć.

Dla jednych to wspaniała impreza ludowa, dla innych to tradycja czyli Wstępy 2006, a dla nas to wielka tragedia tych pięknych i wspaniałych zwierząt, które wyruszają stamtąd w swoją ostatnią drogę na śmierć. Byliśmy tam, przeżyliśmy to bardzo, znowu spośród kilkuset koni udało nam się ocalić tylko dwa...... lub aż dwa. Pozostał żal, brak łez, ogromna bezsilność i proszenie Czterokopytnego Boga koni....., aby umieranie nie bolało. To jeszcze dla nas bardzo bolesny temat, aby coś więcej Państwu napisać, ale myślę, że zdjęcia zamieszczone poniżej odzwierciedlą to co pewnie czułby każdy z Państwa. To walka tych zwierząt i ich obrona przed załadunkiem w ostatnią drogę na śmierć. Jak trudno pogodzić się z tym, że spośród końskich skazańców patrzących błagalnym wzrokiem udało się uratować tylko dwa...




 


 
 
Księga Gości

   

 

 

 
  

 

 ©Copyright 05.2004. Site by sssmok®. Wszelkie prawa zastrzeżone.