|
LIPIEC 2010 |
|
27 lipca 2010GROSIK ZAMIAST KWIATKA
Kochani nowożeńcy napisali:
25 lipca 2010Dramatyczna walka o życie Jakona
Życie Jakona było bardzo trudne... mieszkał i pracował w jednym z najpiękniejszych
zakątków naszego kraju, wiele osób mogło go spotkać i korzystać z jego ciężkiej pracy
ponieważ woził ludzi drogą do Morskiego Oka... tam też my go spotkaliśmy w zeszłym
roku po znanej zapewne większości Państwa sytuacji, gdy jeden z koni padł podczas pracy
na tej pięknej, górskiej trasie. Z dalszej eksploatacji Jakona wykluczyła kontuzja nogi i
jego los był przesądzony - przestał się nadawać do pracy, więc miał skończyć w rzeźni .
Dzięki Państwa pomocy udało się go wykupić i trafił do Przystani. Przez kilka miesięcy
wszystko było dobrze, jednak w piątek pojawiły się objawy kolki, wizyta weterynarza i
decyzja o konieczności przewiezienia do kliniki na operację, która odbyła się jeszcze tego
samego dnia, jednak jelita nadal nie zaczęły prawidłowo pracować, pojawiły się komplikacje,
wczoraj w nocy odbyła się powtórna operacja, a teraz trwa walka o jego życie... prosimy
Was o pomoc, raz podarowane życie wisi na włosku, prosimy o trzymanie kciuków, ale
nie ukrywamy - prosimy z całego serca o pomoc materialną!!! Jesteśmy w bardzo trudnej
sytuacji finansowej, co ma związek z oczekiwaniem na przekazanie przez Urzędy Skarbowe
1% Państwa podatku, ale w sytuacji, gdy trzeba ratować życie, nie można było podjąć
innej decyzji. Ciężką pracą dla dobra ludzi Jakon zasłużył sobie na dobre, spokojne
życie - i to chcieliśmy mu dać. W tej chwili musimy drugi raz go ratować - z powodu bardzo
ciężko przebiegającej kolki! Z całego serca błagamy - nie zostawiajcie go bez pomocy!!! Za
wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem - Dla Jakona - serdecznie dziękujemy!!!
15 lipca 2009 ……Odejść wśród swoich
KOCHANI PRZYJACIELE! Z całego serca pragniemy podziękować za pomoc finansową na leczenie dla naszego BRANDUSIA. Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu, gdyż pisaliśmy że koń jest bardzo chory. Dziękujemy za to, że pomogliście kolejny raz w trudnej sytuacji choroby jednego z mieszkańców Przystani, a my przekonaliśmy się, że w trudnych sytuacjach nie jesteśmy sami, że mamy Was. JAK zwykle z pomocą przyszli nam nasi kochani przyjaciele Ania i Marek RYMUSZKO oraz wspaniali czytelnicy NIEZNANEGO ŚWIATA - za co z całego serca Wam wszystkim dziękujemy . Bardzo wierzyliśmy, że BRANDUŚ wyzdrowieje, zresztą wielu z Państwa którzy do nas dzwoniliście, utwierdzaliście nas w tej nadziei. Nikt z nas nie dopuszczał do świadomości tego najgorszego, że może być inaczej ……tymczasem los napisał zupełnie inny scenariusz, z którym ciężko się nam wszystkim pogodzić. Dzisiaj -kiedy właściwie leczenie zostało zakończone- możemy powiedzieć, że nie udało się, że choroba, która zbiera śmiertelne żniwo wśród nas ludzi zabiera też naszych zwierzęcych przyjaciół… Trudno z nią wygrać w leczeniu ludzi i jak się okazało w leczeniu zwierząt to również niemożliwe. W tym tygodniu BRANDUŚ zostanie przewieziony z kliniki do Przystani. Tu jest jego dom. Przystań była jego pierwszym domem, choć urodził się na rozlewiskach Warty, tam też spędził swój źrebięcy czas, a w wieku ok. 1,5 roku został jako dziki koń złapany i przeznaczony do sprzedania na rzeź….. wtedy udało mu się i trafił do Przystani. Przeżył z nami 6 lat, znalazł sobie swoją końską miłość- Nadzieję, a kiedy odeszła został sam, nie zaprzyjaźnił się już tak z żadnym koniem. Teraz kiedy był chory w klinice, odwiedzając go zauważyliśmy, że kogoś wypatruje……. on tęskni za swoim domem, dlatego też postanowiliśmy, że na te ostatnie tygodnie, a może i dni zabierzemy go do nas, do domu. Jest przekochanym i przesympatycznym koniem, wiemy że to pożegnanie będzie bardzo trudne, jest taki młody….. na samą myśl…….. W Przystani mieszka jego mama Figa i młodszy brat, gdyż okazało się, że Figa była źrebna gdy ją wykupywaliśmy i urodziła w Przystani źrebaka. Najtrudniejsza w tym wszystkim jest świadomość, że przegraliśmy z chorobą i kończy się życie pięknego, młodego konia…. A mogło być tak pięknie…. Pragniemy podziękować klinice XLVET w Tyńcu,a szczególnie wspaniałym weterynarzom Basi i Andrzejowi Golachowskim, którzy sami dali z siebie wszystko, przeprowadzali konsultacje z zagranicznymi klinikami dla koni-niestety przypadek okazał się beznadziejny…. Pragniemy podziękować również kowalowi Panu Markowi,który tak bardzo się starał, aby mu pomoć .W Przystani poświęcimy mu każdą nasza wolną chwilę, będziemy z nim do końca…..
12 lipca 2010
Skrawek Ziemi dla naszych staruszków wykupiony!!! Z całego serca dziękujemy Wam kochani za Waszą życzliwą pomoc, dzięki której udało się nam spłacić w całości ten kawałek pastwiska, który jest tak ważny dla naszych staruszków- teraz są już na swoim!!! Dziękujemy wszystkim, którzy odpowiedzieli na nasz apel i wpłacali różne sumy, które w całości pozwoliły nam uzbierać potrzebną kwotę. Ten kolejny kawałek ziemi pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość, bo dzierżawa zawsze się kiedyś kończy, a to co jest wykupione jest ich domem na zawsze. Dziękujemy Wam wszystkim za serce i poświęcenie dla Przystani!!!
10 lipca 2010Prosimy o pomoc dla KAJA
KOCHANI PRZYJACIELE!!!
04 lipca 2010 Jakby nieszczęść było mało… Jamelka prosi o pomoc W naszym przypadku nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami…. o niektórych pisaliśmy w ostatnich dniach teraz jeszcze doszła kolka jednaj z naszych klaczy. Wszystkie konie jedzą to samo i wydaje się, że nic się nie powinno zdarzyć a tu jednak. Wczoraj zakolkowała jedna z klaczy, które kilka miesięcy temu wykupiliśmy jako wyrodzone matki hodowlane z jednej ze znanych stadnin. Szybka interwencja weterynarza, kroplówki, oprowadzanie, potem to samo w nocy i już wydawało się, że jest ok. jednak rano powtórka, no i decyzja, że jedziemy do kliniki. Pisaliśmy Państwu, że w ostatnim czasie spadło na nas wiele problemów, także finansowych, dlatego prosimy z serca o wsparcie na leczenie Jameli. Obie klaczki są bardzo spokojne i tak strasznie ze sobą zżyte- kiedy jedna wyjdzie z boksu to druga też musi, w nocy podczas oprowadzania budziły swoim żałosnym rżeniem całą okolicę, bo co chwila się wzajemnie nawoływały. Mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze i uda się uratować jej życie. Prosimy więc Państwa o pomoc- wsparcie w myślach i dobrych słowach oraz o wsparcie w spłacie rachunku za jej leczenie. Z góry dziękujemy za każdą złotówkę, która pomoże nam w tej trudnej sytuacji….. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „na leczenie Jamelki” z serca dziękujemy.
01 lipca 2010OCALIC ODRUSI SKRAWEK NIEBA Kochani Nasi!!! Ośmielamy się prosić Was jeszcze raz o pomoc w zakupie skrawka ziemi, o którym pisaliśmy już wcześniej. Pozostała nam jeszcze jedna rata, ponieważ 25 czerwca podpisaliśmy końcowy akt notarialny na zakup "skrawka ziemi", tym samym otrzymaliśmy termin 14 dni na spłatę reszty kwoty tj. 13 000,00 zł. Niestety w chwili obecnej borykamy się z dużymi problemami finansowymi. Musieliśmy już zakupić pierwsze siano, bo nie wiadomo jak będą wyglądały możliwości jego zakupu w późniejszym terminie, ze względu na powódź i podtopienia w okolicy, które zniszczyły większość upraw. Do dnia dzisiejszego urzędy skarbowe przeciągają przekazywanie wpłat z tytułu 1% podatku, dodatkowo niespodziewanie wpadło nam na utrzymanie stado 19 koni, odebrane poprzedniemu właścicielowi, gdyż do momentu wykonania orzecznictwa w tym zakresie sąd wskazał nas jako opiekunów koni, tym samym zostaliśmy zmuszeni do dodatkowych kosztów związanych z ich utrzymaniem. Ostatnio jeszcze te 7 sztuk bydła, którym chcieliśmy pomóc wydostać się z tej podsufitowej hodowli, i jak się okazuje też musieliśmy je wziąć na swoje utrzymanie. Wiemy Kochani, że okres wakacyjny nie sprzyja takim wydatkom, jak to o co prosimy- jednak ośmielamy się zwrócić do Was z błaganiem o pomoc. Strasznie trudne i smutne są dla nas te ostatnie tygodnie, juz trudno unieść ciężar wszystkich problemów i nieszczęść, które na nas spadają. Jednak ufamy, że nie zostawicie nas samych, że wspomożecie nasze zwierzaki, bo ten kawałek ziemi to ważne miejsce dla naszych „dziadków”- naszych najstarszych koników. Tam często wędrowała Odrusia, gdy szła na pastwisko, tam Elian wpatrywał się w niebo, tam żegnał się z ziemią Allegro, Kostuś… tam do dzisiaj codziennie wędrują nasze staruszki na spacer i na trawę. Bez tego kawałka ziemi i nieba ich dom będzie zbyt mały, żeby je pomieścić... prosimy dla nich o ten kawałek ziemi, każda złotówka się liczy... kilka lat temu otrzymywaliśmy regularnie co jakiś czas list, a w liście owinięte w chusteczki higieniczne i rozłożone w kopercie tak, żeby nie można było zobaczyć co to jest... 3 złotówki... posyłał je starszy Pan, człowiek ubogi, ale dawał z serca pisząc, że przeprasza, ale tylko tyle może i że to jest jego wielkie szczęście, gdy ogląda zdjęcia naszych koników, które mu posyłaliśmy, bo wie, że mają taki dom i szczęśliwą emeryturę troszeczkę dzięki niemu..., że to jest jego wkład w ten skrawek ziemi dla nich… pewnego razu wysłana do niego na święta kartka z życzeniami oraz kalendarz ze zdjęciami naszych zwierzaków wróciły z dopiskiem- „adresat nie żyje”... Przystań istnieje dzięki takim ludziom, którzy przez lata wspomagają nas bo wiedzą, że dla naszych podopiecznych to jest jedyny ratunek, jedyny kawałek ziemi i nieba, które jest ich własne… prosimy pomóżcie nam teraz w tej trudnej sytuacji..... Za wszelki wpłaty na konto z dopiskiem na „skrawek ziemi” z całego serca serdecznie dziękujemy.
|