PAŹDZIERNIK 2008

28 października 2008

 

Pomówienia, kłamstwa, poniżanie.....

Często piszecie do nas Państwo, że mamy gdzieś jechać i odebrać zwierzęta, które przetrzymywane są w złych warunkach. Kiedy tłumaczymy w jaki sposób można to przeprowadzić, albo z jakimi trudnościami możemy się spotkać słuchacie z niedowierzaniem albo nawet nam nie wierzycie. Z pewnością wszystkim z Państwa wydaje się to o wiele łatwiejsze, ale rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej. Przykładem może być walka o prawo do życia dla zagłodzonych koni z Nałęczowa koło Końskich, będących własnością Anglika Stephena D. oraz Polki Ewy K. Przedstawialiśmy Państwu tą sprawę w marcu 2006 r.- relacjonowała ją także telewizja i prasa. Ze stada około 30 koni zostało przy życiu zaledwie 15, w tym ciężarne klacze- reszta padła lub została dobita przez właściciela. Konie te wypasane były na poletkach filtracyjnych oczyszczalni ścieków, jednak przy ostrej wtedy zimie i zalegającym długo śniegu o grubej powłoce, nie były dokarmiane ani pojone przez ich właścicieli, dodatkowo nie zapewniono im tez żadnego schronienia przed zimnem. Wiele z nich padło, a stan reszty był zatrważająco zły- co obrazują zdjęcia. Wychudzone końskie szkielety, słaniające się z wycieńczenia, z głodu ledwo trzymające się na nogach, z trudem poruszające się- do takiego stanu doprowadzili je ich właściciele. Wiele osób pisało do nas wtedy i dzwoniło po obejrzeniu programu telewizyjnego lub zdjęć w gazecie- pytaliście sami ze łzami w oczach- jakim trzeba być człowiekiem, żeby te zwierzęta doprowadzić do takiego stanu, żeby nie mieć litości nawet dla ciężarnych klaczy..... Konie pozostałe przy życiu zostały czasowo odebrane i sprawę skierowano do sądu. Od początku pomagaliśmy w ratowaniu pozostałych przy życiu koni, zawoziliśmy dobrej jakości specjalistyczną paszę, opłaciliśmy pomoc weterynarzy, którzy dzięki kroplówkom, lekarstwom, środkom wzmacniającym dali większości szansę życia.... wspólnym wysiłkiem uratowaliśmy im życie...

     

Jakim trzeba być człowiekiem żeby doprowadzić do takiej sytuacji- przekonaliśmy się dopiero na rozprawach sądowych, kiedy właściciele stada rozpoczęli nagonkę na oskarżycieli posiłkowych tzn. na nas oraz drugiego oskarżyciela posiłkowego Karinę S. Za pomoc tym zwierzętom, za poświecenie aby uratować te, które jeszcze żyły- nie spodziewaliśmy się podziękowania ze strony właścicieli- ale takiej kampanii poniżania nas, niszczenia naszego dobrego imienia, też się nie spodziewaliśmy…. Od początku w sądzie byliśmy obrażani, poniżani, wyzywani, łącznie z groźbami pod adresem malutkiego dziecka oskarżycielki posiłkowej Kariny S.- jakim trzeba być człowiekiem, żeby grozić kobiecie i jej malutkiemu dziecku???

       Zostały na nas złożone z najróżniejszych  powodów doniesienia do prokuratury, które oczywiście umorzono lub odmówiono w ogóle wszczęcia postępowania z braku znamion przestępstwa. Jednak wszystkie te działania prokuratury, policji i nawet sądu traktowane i są opisywane przez oskarżonych jako przejaw skorumpowania tych organów, łamanie praw obywatelskich itp. co skutkuje kolejnymi doniesieniami i przeciąga w nieskończoność proces. Jednocześnie do wszystkich możliwych organów kontrolnych, przez osoby oskarżone w tym procesie- zostały skierowane doniesienia, w których jesteśmy pomawiani i  szkalowani. Chcemy zamieścić tutaj fragment wypowiedzi Stephena D. zamieszczonej na jednym z forów:

"Dostałem dziś pismo z Urzędu Skarbowego w Tychach, z podziękowaniem za informacje odnośnie Komitetu Pomocy dla Zwierząt i informacją, "iż nadesłane materiały zostaną wykorzystane w postępowaniu wyjaśniającym oraz ewentualnej kontroli podatkowej i postępowaniu podatkowym".

No cóż, zobaczymy czy organizacje non profit mają dobre układy ze skarbówką, które pomogą im wyjść bez problemów z tej sytuacji."

- sami Państwo widzicie jaki jest tok myślenia oskarżonego. Z tej wypowiedzi wynika, że On już wyrok wydał, a każdy inny niż zgodny z jego myślą będzie efektem układów. Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden fragment:

"utrzymanie konia, przez non profit organisation, czyli bez czerpania zysku i bez opłacania pracownika kosztuje ok. 8 zł dziennie. Utrzymanie średniej wielkości psa kosztuje ok. 1 zł. dziennie". "Nie zapominajmy, że do organizacji wpływają także dary rzeczowe - jedzenie dla zwierząt, koce itp. Od osób prowadzących działalność charytatywną oczekiwałbym większego rozsądku i nieco operatywności w zdobywaniu jedzenia dla podopiecznych. Nie przyszłoby mi do głowy, że zaopatrują sie w karmę w zwykłych sklepikach. Liczyłbym, że kupują ilości hurtowe w rzeźniach i hurtowniach. I tak np. kilo wątroby wieprzowej kosztuje 2,5 zł, nóżki wieprzowe po 0,50 zł za kilo, w wielu miejscach są dostępne za darmo, szyje indycze 2 zł za kg, szyje z kurcząt 1,20 zł. Darmowe są tez kości i odpady. Do tego trochę ryżu, mrożonych warzyw, niekoniecznie z "Hortexu" lecz "na wagę" z hipermarketów. Nie kosztuje to dużo. Co do kosztów wody, to nie bądźmy śmieszni: 1000 l na wsi (bez odprowadzenia ścieków) kosztuje ok. 3 zł, więc 10 l. kosztuje 3 gr."

Nie wiemy w jaki sposób Stephen D, który na forum występował pod nickiem Justice, a później zamieścił kopie listów wysyłanych do różnych urzędów podpisany imieniem i nazwiskiem, wyliczył stawkę dziennego utrzymania psa na 1 zł a konia na 8 zł, ale chyba sam w odniesieniu do swego stada do tych wyliczeń się nie stosował. Ten człowiek oczekuje, że schorowane, wyrwane z różnych często tragicznych miejsc, głodzone, wyniszczone eksploatacją i chorobami zwierzęta, będziemy karmić w taki sposób jak opisał, żeby zaspokoić jego zrozumienie działalności organizacji pomagającej zwierzętom? Nasi podopieczni często potrzebują specjalnej dietetycznej karmy, lekarstw podawanych codziennie, suplementów diety, i dlatego o tym, w jaki sposób są żywione decydować będziemy my i osoby, które sponsorują ich utrzymanie. Ten ktoś chce decydować o tym, że Misiu- pies, który w instytucie badawczym odsłużył swoim zdrowiem i życiem prawie 7 lat miał być żywiony szyjami indyczymi, żeby mu kości poszarpały jelita?, albo Węgielka, Odrusię, Lalunię, Galę i wiele innych mieliśmy lub mamy pozbawić dobrej karmy, i preparatów poprawiających ich stan zdrowia?  

Wszystko to prowadzi do tego, że zamiast dbać o życie i zdrowie naszych podopiecznych, których jest około 200- w większości potrzebujących stałej, codziennej, specjalistycznej pielęgnacji, ze względu na starość i choroby- będziemy zmuszeni przesiadywać w różnego rodzaju urzędach, na trwających miesiącami kontrolach. Właściciele stada przypuścili otwarty atak na nas oraz drugiego oskarżyciela posiłkowego- prawdopodobnie chcą zniszczyć nasze dobre imię, pozbawić nas zaufania społecznego, a tym samym doprowadzić do tego, że nasze zwierzęta będą głodowały...... 

My jednak się nie poddamy w tej trudnej i nierównej walce, bo przecież oskarżeni nie mają nic do stracenia. Stawimy czoła wszystkim postawionym zarzutom i wytrwamy w tym trudnym okresie. Z pewnością nie pozwolimy, aby obecna sytuacja w jakikolwiek sposób wpłynęła na pogorszenie się losu naszych podopiecznych. Takie poczynania oskarżonych dodają nam tylko sił i motywują do dalszego niestrudzonego działania. Zdecydowanie będziemy dążyć do tego, aby krzywdy wyrządzone zwierzętom przez parę ich właścicieli- Stephena D. i Ewę K.- zostały sprawiedliwie osądzone w myśl polskiego prawa.

W ostatnim czasie ktoś próbował włamać się na naszą stronę internetową i serwer, na którym jest umieszczona powołując się na znajomość z nami.... sprawa ta została zgłoszona odpowiednim organom....

Jako podsumowanie chcemy zacytować jeszcze jeden fragment wypowiedzi zamieszczony na forum. Jest to swoisty manifest Stephena D.

"Dla mnie już od jakiegoś czasu sprawa w sądzie przestała być sprawą dotyczącą moich koni. W tej chwili jest to już sprawa dotycząca korupcji w koneckiej policji i prokuraturze, policji, która zamieszana jest w kradzież mojego konia, która odmawia wszczynania postępowań w niewygodnych dla niej sprawach, która kryje policjanta, żądającego ode mnie pieniędzy, prokuratury, która nie pozwala, aby prawdziwe wydarzenia wyszły na jaw, aby postępowania były przeprowadzone odpowiednio, która za cenę kłamstwa ukrywa popełnienie przestępstwa przez policję. Sprawa dotyczy sędziów, którzy nie zapewniają uczciwego procesu, którzy odmawiają oskarżonemu możliwości zapoznawania się z dokumentami sprawy, którzy pozwalają na akty przemocy na terenie sądu, którzy faworyzują jedną ze stron procesu i pozwalają na zachowanie, które nie powinno mieć miejsca na sali sądowej (obrażanie prawnika, krzyki, głośne komentarze), którzy w momencie zagrożenia współdziałają i tworzą prawo na własne potrzeby. To także sprawa dotycząca stacji tv, które nie wypełniają podstawowego zapisu prawa prasowego odnośnie obiektywizmu w przedstawianiu wydarzeń, które nie są zainteresowane prezentowaniem prawdziwych historii lecz zyskami i oglądalnością. Sprawa dotyczy także organizacji zajmujących się ochroną zwierząt, które pod płaszczykiem dbania o dobro zwierząt, realizują prywatne cele i czerpią z tego finansowe korzyści. Do organizacji tych należą ludzie, którzy są tak bardzo niezadowoleni ze swojego życia, że pragną odwetu na innych za swoje niepowodzenia. Dlatego nie zależy im na kompromisach, rozmowach, wspólnym rozwiązywaniu problemów. Rozwiązania są kategoryczne: odbieramy zwierzęta a ludzi wsadzamy do więzień. My jesteśmy dobrzy wy (inni) jesteście źli.
Z moich obserwacji jako osoby z zewnątrz, która ma doświadczenie z innymi systemami politycznymi, to co widzę w Polsce, to sytuacja, w której czynni uczestnicy poprzedniego systemu, skrzętnie kryjący sie po upadku komunizmu, zaczynają wychodzić z cienia. Polityczna pustka w tym kraju sprawia, że mają teraz możliwość powrotu i przejęcia władzy w takim systemie w jakim trwały wiele lat. Dzieci osób z poprzedniego systemu wkraczają teraz w wiek, w którym mogą przejąć kontrole i wiedzą jak ubrać zachowania rodziców w nowoczesna terminologię"

Zdjęcia DRASTYCZNE

 

27 października 2008

 

Nowości z życia Przystani

 

Czas biegnie tak szybko, wokół nas dzieje się tak wiele spraw, i często brak wolnej chwili, żeby nadrobić zaległości dotyczące umieszczenia na stronie informacji o naszych nowych mieszkańcach. Zarówno wiosną jak i obecnie odwiedza nas mnóstwo wycieczek ze szkół i przedszkoli, co przynosi wiele radości, ale również sprawia, że brakuje wolnej chwili. Dzieci i młodzież cieszą się widząc naszych podopiecznych w dobrej kondycji- grubszych i zdrowszych niż na zdjęciach, które przedstawiają je po przybyciu do Przystani. Podziwiają ich zachowanie mimo starości, chorób i różnego rodzaju niepełnosprawności. Wyjeżdżają w przekonaniu, że pies bez łapki może być najweselszym i najwierniejszym przyjacielem człowieka, pełnym chęci do życia i ciągłej zabawy, że niewidomy koń też może żyć, że potrafi tak chodzić po swoim boksie, aby nie obijać się o ściany…. Jesteśmy przekonani, że mając takie doświadczenie będą miały więcej szacunku dla zwierząt, nie będą postępowały wobec nich okrutnie i będą walczyły z wszelkimi przejawami okrucieństwa. W tym miejscu niejako zbiorowo chcemy Państwa zapoznać z naszymi nowymi podopiecznymi. We wrześniu 2007 roku zostały nam przekazane- będące wcześniej pod opieka Fundacji Centaurus 2 konie- Dyzio i Angela. Dyzio to hucuł z mocno zaawansowanym, przewlekłym ochwatem, miał i nadal ma problemy z chodzeniem, jest pod stałą opieką weterynaryjną i kowalską. Angela to bardzo stara, około 30- letnia klacz, która około 20 lat przepracowała w rekreacji w WPKiW w Chorzowie. Gdy do nas trafiła była w bardzo złym stanie-wychudzona, z bardzo silną i rozległą grzybicą. Długo ją leczyliśmy i w tej chwili jak na swój wiek wygląda i czuje się całkiem dobrze. Oba te konie polecamy Państwa życzliwej pamięci. W marcu trafiły do nas 2 „wielkanocne baranki”, a właściwie parka– owieczka i baranek. Pochodzą z Podhala, ze skupu kontraktowego do Włoch, gdzie sprawdzaliśmy warunki załadunku. Miały jechać w transporcie na święta Wielkanocne, ale okazały się zbyt lekkie, dlatego trafiłyby na polskie wielkanocne stoły. Wykupiliśmy je, aby uratować im życie. Ich losem zainteresowały się Panie: Ania Pabisiak z Warszawy i Hania z Łazisk. Otrzymały imiona Hanusia i Jasiek. Na początku były bardzo wystraszone, nie pozwalały do siebie podchodzić o dotykaniu w ogóle nie było mowy. Z czasem troszkę się oswoiły, ale sytuacja zmieniła się całkowicie w lipcu, gdy dołączyły do nich Piciu i Sofia- capek i kózka. Zostały wykupione z targowiska zwierząt rzeźnych przez pewnego Pana- obywatela Niemiec- i przekazane do nas. Od samego początku były całkowicie oswojone i ufne. Gdy tylko kogoś zobaczyły zaraz nawoływały, chciały być głaskane, przytulane, gdy się od nich odchodziło to dopiero był płacz. Dzięki nim Hanusia stała się bardziej ciekawa ludzi, ona też zaczęła podchodzić, aby zobaczyć co się dzieje, z czego tak się cieszą kozy i o co tak wołają- i tak oto kozy zresocjalizowały baranki. Obecnie– w ramach działań edukacyjnych- chwilowo przebywają w Skansenie Pszczyńskim, a my dowozimy dla nich specjalną karmę oraz smakołyki. Niedawno- we wrześniu– trafiły do Przystani Debi, Delfa i Bodzio- 3 konie, które zostały wykupione za symboliczna kwotę z bardzo dużej stadniny. Osoby, które się nimi opiekowały poszukiwały dla nich miejsca i bardzo proszono nas o to, aby je uratować i pozwolić spokojnie dożyć. Wszystkie trzy to przypadki bardzo trudne. Bodzio to roczny źrebak, który ma przykurcze ścięgien, a więc problemy z chodzeniem. Był diagnozowany w klinice dla koni, potrzebuje stałej opieki kowala. 9-letnia Delfa jest bardzo wychudzona, ma chore jelita, została poddana leczeniu w Klinice dla Koni w Brnie, ale okazuje się że jest to sprawa nieoperacyjna. Konieczna jest specjalna dieta, ale rokowania są mniej niż ostrożne. Debi ma 3 lata i jest niewidoma i zamieszkała razem z naszym niewidomym Karmelem (Wotsonem)– „miłość od pierwszego wejrzenia”. Karmel bardzo się ucieszył z jej towarzystwa, przewiesza głowę, aby być jak najbliżej niej, razem chodzą po pastwisku. Debi i Bodzio żyją tylko dzięki Państwu Małgosi i Jerzemu Bodzioch, którzy wpadli na pomysł i podczas uroczystości z okazji 50-tych urodzin Pana Jerzego, zamiast kwiatów i prezentów zebrać środki finansowe, dzięki którym zostały wykupione te 2 koniki. Bardzo im za to dziękujemy.


 

10 paźdiernika 2008

 

Borutka, miała jednak szczęście Kochani,


We wrześniowym nr Nieznanego Świata można było przeczytać wzruszający artykuł o akcji ratowania Borutki z podsuwalskiej rzeźni. Także w październikowym numerze Zwierciadła jest bardzo poruszający artykuł o losie Borutki. Autorzy obu tych artykułów wykazali wiele zrozumienia dla losu nie tylko Borutki, ale zwierząt przeznaczonych na rzeź w ogóle……

Dziennikarze potrafili dostrzec uczucia jakimi kierowała się Borutka, kiedy desperacko uciekała, aby uniknąć śmierci. Powiatowy Weterynarz w Suwałkach, który za wszelką cenę dążył do zabicia krowy, nie widział w jej zachowaniu niczego niezwykłego. W jego opinii, Borutką nie kierował strach przed rzezią, ale "nagrzanie od słońca w transporcie" i "sportowa sylwetka". Przykre jest, że człowiek, który spędził większość swojego zawodowego życia ze zwierzętami, nie wie o tym, że potrafią bać się, być przerażone, odczuwać ból i… w ogóle czuć. Napawa nadzieją, że wiedzą o tym np. dziennikarze, ale czy my wszyscy o tym wiemy?.... Prosimy, przeczytajcie Państwo artykuł z gazety ekologicznej "Zielone Brygady". Po tym sami proszę oceńcie, czy zwierzęta czują zbliżającą się śmierć i dlaczego w wielkiej desperacji próbują ratować swoje życie. Historia zwierząt przywiezionych do jednej z rzeźni porusza do łez.... tam też uciekały byki, ale nie miały tyle szczęścia co Borutka.... Takie próby ucieczki zdarzają się podobno często, chociaż 'linia ubojowa' jest bardzo "szczelna". Pamiętajmy o tym, że tylko my jesteśmy w stanie zmienić ich los, ale nie zmienimy niczego, gdy nie otworzymy naszej świadomości na fakty, które maja miejsce każdego dnia.....

 

link do artykułu w Zielonych Brygadach http://www.zb.eco.pl/zb/173/zwierze.htm#rzeznia

8 października 2008

 

Pożegnanie z Zeribą.....

 

Byłaś Naszą zaledwie dwa dni, ale zdążyliśmy cię już poznać i pokochać. Biegnij do Wiatronogiego Boga Koni na zdrowych nogach i bądź za Tęczowym Mostem szczęśliwa, zasłużyłaś na to Zeribo...... a my tutaj tak bardzo za tobą tęsknimy....