|

SMUTNA HISTORIA LENKI i MURZYNKA... - prośba o pomoc
Spotykamy się z bezdomnością na każdym kroku. Niby każda ma wspólny mianownik - samotność...
Jednak wszystkie rodzaje bezdomności różnią się między sobą... Para psiaków, o której chcemy Wam opowiedzieć, ma za sobą bardzo smutną przeszłość. Marzy nam się, aby przyszłość była dla Nich łaskawsza... Jak złączymy nasze siły - damy radę - zróbmy to dla Nich...
Wszystko zaczęło się kilka lat temu...
Pewien bezdomny człowiek zakupił na targu za jedyne 10 zł pieska. Bezdomność dzielona na pół z przyjacielem - jest o połowę łatwiejsza... Brak domu, stałych posiłków, ciepła domowego ogniska, nie przeszkadzały Im we wspieraniu się nawzajem... Lato było przyjemne, zima trudna... Wiedziała, jak ciężko jest Jej Panu... Kochała Go i rozumiała bez słów!!
Gdy było bardzo źle - kładła się na Jego nogach, aby zabrać troszkę zimna na swoje barki, a oddać troszkę swojego ciepła... Kolejne lato, kolejna zima... Ich życie upływało w drewnianej szopie, która z każdym silniejszym wiatrem, z każdym mocniejszym deszczem, bardziej podupadała... Tak czas uciekał...
Oboje z Panem zaczęli się wspólnie starzeć - w ukochanym towarzystwie przecież nawet starość jest 'dobra'... Któregoś dnia dołączył do Nich Murzyn... Pies podrzucony przez kogoś... Był taki maleńki - mógł być Jej synem! Ona... Dzielna mama - musiała opiekować się teraz dwoma mężczyznami. Nie było Jej ciężko - była silna. W końcu bezdomność dzielona na trzech jest jeszcze łatwiejsza... Jednak jak to bywa - zły los odebrał sens życia... Pan bardzo mocno zachorował... W jednym momencie zawalił się świat tych trzech istot... Pan trafił do szpitala... Zabrakło jednego z Nich... Tego, co głaskał, przytulał, mówił coś miłego... Nie wróci już do czekających przyjaciół... Jednak Oni tam są... Gotowi przywitać zdrowego już Pana merdającymi ogonkami! Przecież przyjaciół się nie opuszcza... - myślą... On musi wrócić...
Tyle razem przeszli - będą razem do końca... Miłość i wiara trzyma te psy przy życiu... Czekają...
Jednak ta zima będzie dla Nich trudna... Zostali sami... Już nie młodzi... Jedynym domem jest nora jaką sobie wykopali, aby móc uciekać przed wiatrem, deszczem, śniegiem... Wszyscy wiemy jak trudno będzie tej suczce przeżyć 6 lub 7 zimę na polu... Jak była młoda, a Pan był jeszcze silny - zbudował Jej budę, w której mogła się chować, jednak na dzień dzisiejszy już się tam nie mieści... W końcu jest wielką, piękną suczką w typie owczarka niemieckiego! Oba psiaki są wspaniałe - należy się Im coś od życia...
Psy mieszkają same w szczerym polu w ok. Szczytna. Osoby, które je czasowo dokarmiały, wyjeżdżają. Sytuacja wydaje się więc beznadziejna, ale nie bez wyjścia. Postanowiliśmy pomóc kolejnym bezdomnym zwierzętom i sprowadzić je do hoteliku na
Śląsku. Przeszkodą są niestety wydatki związane z transportem, szczepieniami, sterylizacją suki, kosztami hotelu. Prosimy o kolejne wsparcie finansowe - bez Was Kochani Darczyńcy, psy nie dostaną szansy na nowe życie, a może ktoś z PAŃSTWA MOŻE PODAROWAĆ IM PRAWDZIWY DOM ,JAKIEGO NIGDY JESZCZE NIE WIDZIAŁY ,W JAKIM NIGDY JESZCZE NIE BYŁY., ZA WSZELKIE WPŁATY DLA LENKI I MURZYNA Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJEMY






7
września 2010
Siwka i jej niewidome źrebiątko już bezpieczne!!!
Kochani nasi Przyjaciele!!! Z całego serca pragniemy
Wam podziękować za piękne maile, smsy i telefony,
które świadczyły o Waszym współczuciu dla tych koników
oraz zaangażowaniu w pomoc dla nich - przesyłanie
wiadomości jeden drugiemu, zamieszczanie jej na różnych
forach. No i szczególnie za wsparcie finansowe -
kolejny raz wiemy, że w takich chwilach nie jesteśmy
sami! Ten wielki łańcuch dobrych serc sprawił, że to co
wydawało się niemożliwe stało się możliwe….. obie
klaczki zostały wykupione - dzięki Wam Dorota zdążyła w
ostatniej chwili, gdy już siwa klacz ładowana była na
przyczepę….. Teraz obie zamieszkały w fundacyjnej stajni
Doroty. Bardzo się cieszymy, że jest kolejna fundacja,
która podjęła się tak trudnego zadania jakim jest
ratowanie koni i z którą mogliśmy wspólnie działając
uratować kolejne dwa życia. Dzięki Dorotko, że
jesteś!!! Tego dnia zapadły jej w serce oczy innego
konika, który stał w tym samym miejscu co klacze i
czekał na swoją kolej…Dorota prosiła nas o życie dla
niego i dzięki Waszemu wielkiemu sercu został
uratowany Jasper - o nim napiszemy w najbliższym czasie!
Jeszcze raz serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy
okazali serce i pomogli uratować te konie!!!
|