|
Historia, o której chcę opowiedzieć jest tragiczna. Jest w niej
coś, co jest w stanie poruszyć nawet nieczułe serca, ale w tej chwili
już nie o to chodzi. Zło już się wydarzyło. Jest jednak światełko w
tunelu, jest nim człowiek, który zachował się wspaniale. Bez wielkich
słów i gestów, zrobił to co mu dyktowało serce. Nie wierzyłam już,
że w naszym okrutnym świecie można spotkać takich ludzi.
A było to tak. Człowiek potrzebował konia do pracy w niewielkim
gospodarstwie. Nie miał wiele pieniędzy, ale udało mu się wykupić
źrebaka przeznaczonego na rzeź. Źrebak wyrósł na przepięknego konia. Był
tak wielki, a właściwie ogromny, że wzbudzał zdumienie i podziw.
Gospodarz dbał o niego, koń pracował i tak upłynęło pięć lat. W ostatnie
Boże Ciało człowiek i koń znaleźli się na drodze. W obliczu wypadku
nieostrożny kierowca świadomie skierował samochód prosto na konia, bo
bał się uderzyć w wóz. Koń runął ze strzaskaną nogą. Wielu ludzi szukało
pomocy dla niego, ale było święto - koń może przecież poczekać. W końcu
znalazła się jednak litościwa dusza, ale werdykt lekarza był okrutny.
Noga była tak uszkodzona, że szanse na ratunek były minimalne. Może
gdyby przewieźć olbrzyma do specjalistycznej kliniki do dalekiego
miasta? Już sam transport stanowił jednak zbyt wielkie wyzwanie,
także finansowe. Właściciel leżał na drodze przy cierpiącym zwierzęciu i
płakał z rozpaczy.
Wieść o wypadku zwabiła na jego miejsce handlarza skupującego konie na
rzeź. Handlarz wietrząc zysk, z miejsca zaproponował 6 tys. zł. On nie
musiał przejmować się warunkami transportu, dla niego był to tylko
towar, a nie żywa istota. Dla niezamożnego właściciela propozycja
handlarza była nęcąca. Miał jednak świadomość, że odda swojego
przyjaciela na rzeź. Wiedział także, że zanim to nastąpi, ciężko ranny
koń będzie musiał przeżyć gehennę podczas transportu. Wiedział, że skaże
go na niewyobrażalne cierpienia, ale sam został także w tragicznej
sytuacji, bez środków do życia. W tej sytuacji wielu nie miałoby oporów
przed sprzedażą. W opisywanym przypadku stało się inaczej, gdyż
właściciel był CZŁOWIEKIEM. Człowiek powiedział więc ”... ja pieniędzy
nigdy nie miałem, to i teraz nie muszę. Całe życie w biedzie, to nie
będę się na koniu dorabiał...”. Czy te słowa wymagają komentarza?
Dzięki pomocy ludzi dobrej woli z Komitetu Pomocy dla Zwierząt w Tychach
koń został uśpiony na miejscu wypadku. Odszedł z tego świata w sposób
godny, bez tych straszliwych cierpień, jakie są udziałem tysięcy jego
współbraci jadących w transportach śmierci, bitych i poniewieranych. Koń
olbrzym miał to szczęście, że spotkał na swej drodze CZŁOWIEKA.
Aleksandra Krzeszewska |