JEDEN PIES CZY DWA PSY

.

Zadziwiający jest fakt, z jaką determinacją urzędnicy usiłują wkraczać w nasze prywatne życie i zawsze lepiej wiedzą co jest dla nas dobre, a co złe. Administracja różnego szczebla, opłacana z naszych podatków, zamiast dbać o sprawy naprawdę ważne, zajmuje się radosną twórczością, pozorującą działania pożyteczne. Urzędnicy spółdzielni mieszkaniowych opracowują nowe regulaminy, radni nowe uchwały. Czy wszystkie są naprawdę potrzebne ? Czy jest w nich coś naprawdę rewelacyjnego, sensownego, co usprawiedliwiałoby zmarnowanie kolejnego hektara lasu na tony papieru. Częściowo na pewno tak, bo bez zmian stoimy w miejscu, ale...

Zajmę się tylko kilkoma przypadkami urzędniczej twórczości dotyczącej nas bezpośrednio, a właściwie skierowanymi przeciwko... zwierzętom. Szczególny przypadek stanowi tu informacja na temat działalności wrocławskich radnych zamieszczona w 14 nr tygodnika „Przegląd” z dnia 10 kwietnia br. Otóż to szacowne grono zajęło się ustaleniem ilości psów, które mogą posiadać obywatele miasta Wrocławia. Uchwalono, że posiadacz mieszkania może posiadać tylko jednego psa. W uprzywilejowanej sytuacji znaleźli się właściciele  domków jednorodzinnych, mogą oni bowiem posiadać aż dwa psy.  Radni nie wypowiedzieli się jeszcze na temat ilości posiadanych przez obywateli kotów, papug i innych drobnych zwierząt. Wszystko więc przed nami. Widocznie we Wrocławiu panuje tak wzorowy ład i porządek, że ważniejszych problemów nie ma. Straż miejska także chyba cierpi na brak zajęć. Bo to jej funkcjonariusze będą mieli za zadanie wytropić ponadnormatywne zwierzaki. Co się stanie z odebranymi czworonogami, jeszcze nie wiadomo. Wyjść jest kilka; powiększą grono bezpańskich, będą wegetować w schronisku, a może  zostanę uśpione.

Pewna spółdzielnia mieszkaniowa, a podejrzewam, że nie dotyczy to tylko tej jednej konkretnej spółdzielni, tak się troszczy o dobro mieszkańców, że zabrania im dokarmiania bezdomnych zwierząt. A nie daj Boże, aby kto ośmielił się udzielić schronienia bezdomnemu kotu na terenie przydomowego ogródka. Nie wolno także dokarmiać ptaków na balkonach i parapetach. Żadnych karmników ! Oczywiście wszystko w dobrze pojętym interesie tych mieszkańców, których nie obchodzi los zwierząt i nie są one im do niczego potrzebne. Nie wolno i koniec, nawet jeżeli lokator będzie dbał o czystość i porządek. W sumie wytwarza się bardzo nieprzychylną atmosferę wokół osób, które usiłują cokolwiek zrobić dla braci mniejszych.

 Ważne zajęcie dla urzędników stanowi także sprawa sprzątania „po psach”. Oczywiście, sprawa jest jasna w przypadku chodników, tzw. ciągów pieszych, parków, miejsc szczególnie eksponowanych itp. Ale  z drugiej strony nie wpadajmy w przesadę. Płacimy podatki za posiadanie psa i tak jak w innych cywilizowanych krajach, samorządy powinny zadbać o wydzielenie terenu, gdzie psy mogłyby swobodnie pobiegać i załatwić swoje potrzeby. Właścicieli psów obarcza się odpowiedzialnością za cały bałagan panujący w naszych miastach, miasteczkach i osiedlach. Papiery, plastykowe torby, puszki i butelki, różnego rodzaju śmieci królują wszędzie. Kto zapłacił za plucie na ulicy, za wyrzucenie niedopałka ? Lasy i przydrożne rowy także pełne są śmieci. A dzikie wysypiska ? Zadziwiająca jest niemożność ukarania winnych w tym aspekcie. Pewno trudniej jest wyśledzić ciężarówkę z gruzem pochodzącym z remontowanego domu niż ukarać właściciela psa. I co ważne, nie każdego. W sytuacji, gdy właściciel jest odpowiedniej postury a pies odpowiedniej rasy i bez kagańca, to oboje stają się niewidzialni dla straży miejskiej.

 Tak naprawdę, czy urzędnika powinno obchodzić ile obywatel posiada psów czy kotów, jeżeli ich obecność nie jest dla nikogo  uciążliwa i nie stanowi  zagrożenia a ich właściciel zachowuje się zgodnie z przyjętymi normami porządku społecznego. Często większym problemem jest sąsiad nadużywający alkoholu, wszczynający awantury o każdej porze dnia i nocy, który zakłóca nasz spokój. W takim przypadku uzyskanie skutecznej pomocy ze strony urzędników jest jednak praktycznie nierealne i nie bardzo kwapią się oni do uregulowania tej sfery naszej rzeczywistości. A jest tu sporo do zrobienia.

Aleksandra Krzeszewska