PSIE CMENTARZE

.

Każdy, kto stracił ukochanego pupila, wie jaki problem stanowił jego pochówek. Szczególnie, gdy chciało się zapewnić przyjacielowi jakieś miejsce na tej ziemi po śmierci. Praktycznie uczynienie tego w sposób legalny jest właściwie niemożliwe. Dlaczego nie można pochować godnie zwłok zwierzęcia, które przez lata było członkiem rodziny? Zamyka się na tę sprawę oczy i udaje, że nie ma problemu. Jeżeli natomiast ludzie sami próbują uczynić coś w tej mierze, podnosi się krzyk oburzenia iprotestu. Jako swoistą sensację przedstawia się w mediach fakt powstawania cmentarzy dla zwierząt. Jakby godne pochowanie najwierniejszego przyjaciela już samo w sobie zasługiwało na potępienie. Fakt istnienia miejsc pochówku dla zwierząt jest traktowany jako coś sprzecznego z normalnością i w najlepszym wypadku traktowany z przymrużeniem oka jako co najmniej dziwactwo starszych pań i panów.

 Niedawno mogliśmy usłyszeć informację o powstałych psich cmentarzach na dwóch prywatnych działkach. Oczywiście, wszyscy oprócz bezpośrednio zainteresowanych czyli właścicieli działek i byłych  właścicieli pochowanych na niej zwierząt, strasznie się przejęli samym faktem powstawania takich miejsc. Nie było mowy o spokojnym  rozwiązaniu sprawy, ale o istnieniu konfliktu. Właściwie o jaki konflikt tu chodzi? Chyba nadużywa się tego określenia? Komu przeszkadza, że człowiek pragnie godnie pochować swego psa czy kota. Komu przeszkadza, że wieloletni przyjaciel, najwierniejszy z wiernych, nie zostanie wyrzucony po śmierci na śmietnik czy poddany utylizacji. Dziwne właśnie jest to, że wyrzucenie na wysypisko nikogo jakoś nie gorszy. Nie ma dyskusji, że taka postawa zasługuje na potępienie, kiedy ciało towarzysza naszego życia, wyrzucamy cichcem do pojemnika jak zwykłe śmieci. A ci, którzy chcą odwdzięczyć się za wierność i  bezinteresowną miłość, jaką otrzymywali od swego ulubieńca, muszą ukradkiem zakopywać jego zwłoki w przypadkowym miejscu. To właśnie wtedy powstaje problem. Przecież chyba chodzi o ucywilizowanie całej sprawy. O wyznaczenie miejsc, gdzie właściciel mógłby ze spokojem, bez obawy o napiętnowanie czy ukaranie, pochować swego ukochanego zwierzaka. To właśnie ukradkowe pochówki mogą stanowić zagrożenie. Lokalne władze, zamiast grozić restrykcjami, powinny spojrzeć na sprawę bez zbędnych emocji. Przecież sam fakt powstawania miejsc pochówku dla zwierząt nie rani niczyich uczuć. Przecież to są nasi bracia mniejsi. Właściciel prywatnej działki ma pełne prawo do decydowania o jej przeznaczeniu. To jego sprawa, jeżeli wykorzystuje zapotrzebowanie na miejsca pochówku dla małych zwierząt. 

Jakie właściwie zagrożenie stanowi miejsce pochówku kilkudziesięciu nawet zwierząt? Jeżeli w niektórych wypadkach występuje, to trzeba je określić adekwatnie do rzeczywistości. Czy tak naprawdę bada się zagrożenie, jakie stanowią ogromne ludzkie cmentarze? Czy z podobną zaciętością tropi się afery związane z wyrzucaniem odpadków przez ubojnie czy wielkie fermy hodowlane? Oczywiście, że nie. Czasem pojawi się przelotna informacja o zatruciu strumienia czy rzeki, o zanieczyszczeniu okolicy, o protestach mieszkańców i na tym koniec. Sprawcy tych przewinień czy przestępstw przeważnie pozostają bezkarni. Czują się mocni, dysponują odpowiednimi środkami.

 W jaki sposób może natomiast postąpić przeciętny człowiek, który nie chce  wyrzucić zwłok swego przyjaciela na śmietnik. Chce przyjść od czasu do czasu na cmentarz, posiedzieć, powspominać. Jest to ważne dla każdego, ale szczególnie dla starszych samotnych schorowanych osób, dla których ukochany zwierzak był jedynym bliskim na tej ziemi. Swoją drogą to dziwne, bo w naszym kraju tak wiele osób posiada jakieś zwierzę w domu. Tak wiele osób deklaruje się miłośnikami psów i kotów. W rzeczywistości fakt ten nie przekłada się jednak na odpowiednie ich traktowanie. Okrucieństwo wobec zwierząt jest u nas zjawiskiem tak częstym, że prawie normalnym.  Nawet po śmierci zwierzę nie ma prawa do spokojnego miejsca w ziemi, a ludzie którzy próbują to zmienić traktowani są prawie jak przestępcy zagrażający ogółowi społeczeństwa. Trzeba wreszcie rozwiązać ten problem.

 Aleksandra Krzeszewska