|
|
Przytulisko Przystań Ocalenie nie użycza, nie wymienia i
nie oddaje koni. Konie zostają u nas do końca swoich dni.

Komitet
Pomocy dla Zwierząt
Jak przekazać 1% podatku


Pobierz darmowy program do wypełniania rocznej deklaracji PIT


27
sierpnia 2010
NIEWIDOMY ŹREBAK I JEGO MATKA PROSZĄ O POMOC….. CZEKAJĄ W
KOLEJCE NA ŚMIERĆ
Kochani Nasi Darczyńcy,
pomimo, że mamy trudności finansowe oraz brak możliwości
przetrzymania w przytulisku dodatkowych koni (w ostatnim
czasie przejęliśmy od właścicieli dwa chore konie), nie
możemy pozostać obojętni na kolejną tragedię.
Niniejszy apel skierowała do nas Dorota z zaprzyjaźnionej z
nami fundacji. Proszę przeczytajcie jej słowa:
„…Potężna siwa klacz kupiona na Litwie od lat rodzi źrebięta
w brudnej ciasnej polskiej stajni, walcząc o miejsce dla
siebie i swojego dziecka z pięcioma innymi klaczami. Pod
nogami gnój, matki na łańcuchach, źrebaki plączą się im pod
nogami nie oglądając świata Bożego. Po odsadzeniu źrebaki
wędrują na wychów do prac leśnych, matki rodzą znów, i znów,
i znów....
Jedna z klaczy przechodzi ciężką grypę, omal nie pada,
oczywiście nie ma żadnych szczepień a i do leczenia
właściciel słabo się przykłada, izoluje ja tylko na czas
choroby.
Przeżywa jednak ,i znów zostaje pokryta... rodzi jednak
chore źrebię. Następne też jest słabowite, a ostatnie rodzi
się ... bez oczu. To wyrok dla obu....
Przyjeżdżam do stajni, zastaję sporą smutną klacz na uwiązie,
i piękne duże 4-miesięczne źrebię wylegujące się na brudnej
ściółce u handlarza. Tu wreszcie może się położyć. Brzuszek
oklejony, brudne i śmierdzące, podnosi się na dźwięk mojego
głosu. Wstaje i podchodzi wolno, węsząc. W pięknej dużej
główce jest tylko ślad i miejsce tam, gdzie normalnie są
oczy. Klaczka jest jednak żwawa, węszy, liże po ręce, daje
się drapać, głaskać, ociera się i bawi jak normalny
źrebaczek, matka stoi obok i patrzy smutno.. w oczach ma
zgodę na śmierć
mała kręci się koło mamy, ssie mleko....
Obie są duże, matka waży z 800 kg jak nic, córeczka widać,
że jest po wielkim ogierze. Są sporo warte, cena mięsa za
matkę 4000, za małą - 1600...
Wielokrotnie widzieliśmy dramat koni, również tych
niewidomych oraz kalekich ładowanych i wywożonych do rzeźni.
To jest wstrząsający widok, dlatego też podjęliśmy decyzje o
pomocy w ich ocaleniu. Oba konie stoją już u handlarza skąd,
jak pisze Dorota, czeka je transport w jednym
kierunku. Źrebak ma zaledwie 4. miesiące- to jeszcze końskie
dziecko. Do tego niewidome, dlatego z całego serca prosimy
Państwa o pomoc. Zdajemy sobie sprawę, że proponowana przez
handlarza kwota jest wysoka. Ale spróbujemy podjąć się tego
zadania wspólnie z druga organizacją. Z miejsca, z którego
chcemy ocalić matkę i źrebaka uratowaliśmy już naszego
kochanego konika Ingo. Ingo nie ma już z nami, odszedł
godnie wśród nas i swoich końskich przyjaciół, ale dzięki
Wam Kochani, został otoczony miłością i cieszył się życiem,
uwolniony od ciężkiej pracy.
Czasu na uratowanie klaczy oraz jej źrebaka mamy niewiele.
Ale często rzeczy niemożliwe stają się z Państwem możliwe,
więc zróbmy wszystko, aby matka nie oglądała w kolejce w
rzeźni śmierci swojego dziecka. Za wszelkie wpłaty z
dopiskiem „Siwka i źrebak” z całego serca dziękujemy.




12
lipca 2010
Skrawek Ziemi dla naszych staruszków wykupiony!!!
Z
całego serca dziękujemy Wam kochani za Waszą życzliwą pomoc, dzięki której udało
się nam spłacić w całości ten kawałek pastwiska, który jest tak ważny dla
naszych staruszków- teraz są już na swoim!!! Dziękujemy wszystkim, którzy
odpowiedzieli na nasz apel i wpłacali różne sumy, które w całości pozwoliły nam
uzbierać potrzebną kwotę. Ten kolejny kawałek ziemi pozwala z nadzieją patrzeć w
przyszłość, bo dzierżawa zawsze się kiedyś kończy, a to co jest wykupione jest
ich domem na zawsze. Dziękujemy Wam wszystkim za serce i poświęcenie dla
Przystani!!!

10
lipca 2010
Prosimy o pomoc dla KAJA

KOCHANI PRZYJACIELE!!!
Pisaliśmy już Wam ostatnio, że jesteśmy obecnie w trudnej sytuacji finansowej
(chyba najtrudniejszej od początku naszej działalności) jednak ten apel
spędzał nam sen z powiek, trudno przejść obojętnie… znowu tragedia starszego
człowieka i jego starego konia. Zadzwoniła do nas wnuczka, z prośbą o pomoc dla
konia jej dziadka. Koń przepracował u niego całe życie, niestety dziadek jest
starym człowiekiem i nie jest w stanie już zajmować się swoim koniem- brakuje mu
sił i zdrowia- dlatego prosi nas abyśmy przyjęli go do nas, niestety w
przeciwnym razie koń trafi do rzeźni, bo rodzina nie ma co z nim zrobić. Przez
pewien czas szukali pomocy w różnych fundacjach, my także obdzwoniliśmy
wszystkie możliwe miejsca, gdzie można szukać pomocy dla konia, jednak w każdej
fundacji brakuje obecnie miejsca, no i kiedy ze względu na zdrowie dziadka
przyszło podjąć ostateczną decyzję w sprawie konia… nigdy nie ukrywaliśmy, że
staramy się pomagać koniom starym, które przepracowały służąc człowiekowi całe
życie, aby mogły pocieszy ć się trochę życiem bez pracy zamiast skończyć w
rzeźni… postanowiliśmy przyjąć kolejnego staruszka na nasze utrzymanie. Niestety
z powodów finansowych nie mogliśmy pojechać po niego, dlatego z pomocą przyszła
nam fundacja Centaurus, która już przetransportowała konika w bezpieczne
miejsce. Pożegnanie starego konia i jego Pana było bardzo trudne, nie obeszło
się bez łez- obiecaliśmy wysłać zdjęcia konika w nowym miejscu, to trochę
uspokoiło starszego Pana.
W najbliższym czasie musimy KAJA zabrać do siebie, trzeba wezwać
weterynarza, aby ocenił jego stan zdrowotny i potrzeby, odrobaczyć, zaszczepić
i przede wszystkim przetransportować, a to dla nas w tej chwili duże koszty .
Czekamy nadal– jak wszystkie organizacje OPP- na pieniądze z 1%, ale nadal nie
przychodzą….Dlatego znowu Kochani ośmielamy się prosić was o pomoc dla 25-
letniego KAJA, na transport, lekarstwa, witaminy… może ktoś z Państwa chciałby
zostać wirtualnym opiekunem tego starego konika? ZA WSZELKIE WPŁATY Z
DOPISKIEM DLA KAJA SERDECZNIE DZIĘKUJEMY


01
lipca 2010
OCALIC ODRUSI SKRAWEK NIEBA
Kochani Nasi!!!
Ośmielamy się prosić Was jeszcze raz o pomoc w zakupie
skrawka ziemi, o którym pisaliśmy już wcześniej. Pozostała
nam jeszcze jedna rata, ponieważ 25 czerwca podpisaliśmy
końcowy akt notarialny na zakup "skrawka ziemi", tym samym
otrzymaliśmy termin 14 dni na spłatę reszty kwoty tj. 13
000,00 zł. Niestety w chwili obecnej borykamy się z dużymi
problemami finansowymi. Musieliśmy już zakupić pierwsze
siano, bo nie wiadomo jak będą wyglądały możliwości jego
zakupu w późniejszym terminie, ze względu na powódź i
podtopienia w okolicy, które zniszczyły większość upraw. Do
dnia dzisiejszego urzędy skarbowe przeciągają przekazywanie
wpłat z tytułu 1% podatku, dodatkowo niespodziewanie wpadło
nam na utrzymanie stado 19 koni, odebrane poprzedniemu
właścicielowi, gdyż do momentu wykonania orzecznictwa w tym
zakresie sąd wskazał nas jako opiekunów koni, tym samym
zostaliśmy zmuszeni do dodatkowych kosztów związanych z ich
utrzymaniem. Ostatnio jeszcze te 7 sztuk bydła, którym
chcieliśmy pomóc wydostać się z tej podsufitowej hodowli, i
jak się okazuje też musieliśmy je wziąć na swoje utrzymanie.
Wiemy Kochani, że okres wakacyjny nie sprzyja takim
wydatkom, jak to o co prosimy- jednak ośmielamy się zwrócić
do Was z błaganiem o pomoc. Strasznie trudne i smutne są dla
nas te ostatnie tygodnie, juz trudno unieść ciężar
wszystkich problemów i nieszczęść, które na nas spadają.
Jednak ufamy, że nie zostawicie nas samych, że wspomożecie
nasze zwierzaki, bo ten kawałek ziemi to ważne miejsce dla
naszych „dziadków”- naszych najstarszych koników. Tam często
wędrowała Odrusia, gdy szła na pastwisko, tam Elian
wpatrywał się w niebo, tam żegnał się z ziemią Allegro,
Kostuś… tam do dzisiaj codziennie wędrują nasze staruszki na
spacer i na trawę. Bez tego kawałka ziemi i nieba ich dom
będzie zbyt mały, żeby je pomieścić... prosimy dla nich o
ten kawałek ziemi, każda złotówka się liczy... kilka lat
temu otrzymywaliśmy regularnie co jakiś czas list, a w
liście owinięte w chusteczki higieniczne i rozłożone w
kopercie tak, żeby nie można było zobaczyć co to jest... 3
złotówki... posyłał je starszy Pan, człowiek ubogi, ale
dawał z serca pisząc, że przeprasza, ale tylko tyle może i
że to jest jego wielkie szczęście, gdy ogląda zdjęcia
naszych koników, które mu posyłaliśmy, bo wie, że mają taki
dom i szczęśliwą emeryturę troszeczkę dzięki niemu..., że to
jest jego wkład w ten skrawek ziemi dla nich… pewnego razu
wysłana do niego na święta kartka z życzeniami oraz
kalendarz ze zdjęciami naszych zwierzaków wróciły z
dopiskiem- „adresat nie żyje”... Przystań istnieje dzięki
takim ludziom, którzy przez lata wspomagają nas bo wiedzą,
że dla naszych podopiecznych to jest jedyny ratunek, jedyny
kawałek ziemi i nieba, które jest ich własne… prosimy
pomóżcie nam teraz w tej trudnej sytuacji..... Za wszelki
wpłaty na konto z dopiskiem na „skrawek ziemi” z całego
serca serdecznie dziękujemy.

22
czerwca 2010
O 2 godziny z późno....
W piątek 18.06.2010 na godz. 9 rano razem z
przedstawicielami Urzędu Gminy Pilchowice, przedstawicielami
Inspekcji Weterynaryjnej w Gliwicach, Policją oraz Strażą
Pożarną byliśmy umówieni na terenie jednego z gospodarstw w
celu odbioru stada bydła, które przez właściciela trzymane
było w stanie rażącego niechlujstwa. Wg opinii sąsiadów
zwierzęta od około 4 lat nie wychodziły na podwórko,
mieszkały na ogromnej stercie obornika o wysokości ok. 1,70
m, tak że leżały pod sufitem obory, bez możliwości
poruszania się- szczególnie wstawania- do tego często nawet
po nocach płakały z pragnienia, gdyż nie były dostatecznie
pojone…. nie miały tam łatwego życia, co zresztą możecie
zobaczyć Państwo na poniższych zdjęciach. Ta wizyta była
nasza drugą w tym gospodarstwie w przeciągu kilku dni.
Niestety kiedy dotarliśmy na miejsce, stada już nie było,
zostało zabrane przed nami- prawdopodobnie zostało
sprzedane. Po wykonaniu kilku telefonów dowiedzieliśmy się,
że bydło w ilości 7 sztuk jedzie już do rzeźni aż na
Podhale, że są już w drodze. Rozpoczynamy poszukiwanie
zwierząt i składamy doniesienie na policję, ponieważ decyzją
wójta zwierzęta były już odebrane i miały trafić pod naszą
opiekę. Składając na policji zeznania otrzymujemy
telefonicznie informację do jakiej ubojni bydło zostaje
wysłane…. wyruszamy tam, aby je ratować. Na Podhalu z
pomocą przychodzi nam Powiatowy Lekarz Weterynarii w Nowym
Targu oraz patrol Policji z Czarnego Dunajca . Według
telefonicznych zapewnień lekarza powiatowego, jeśli bydło
tutaj dojedzie to zostanie zatrzymane, my jednak sami
również postanawiamy na transport poczekać, a to co
przeżywamy pod bramą tej ogromnej rzeźni- to tylko możecie
sobie Państwo wyobrazić…. jak czuje się tam człowiek, który
nie postrzega zwierzęcia jako kawałka mięsa tylko jako
przyjaciela. Poszukiwane przez nas zwierzęta nie docierają
do tego miejsca i otrzymujemy informację, że kierowca,
który je wiezie jedzie z nimi z powrotem na Śląsk, dlatego i
my wracamy.
W sobotę od wczesnych godzin porannych jesteśmy pod bazą, w
której umieszczone jest bydło, w końcu razem z policją udaje
się nam około południa wejść i odebrać zwierzęta, które
stanowią materiał dowodowy. Z bazy zwierząt rzeźnych
zabieramy 3 byki- w tym jeden stary, schorowany ledwo
chodzący- oraz 3 krowy i jałówkę. Zwierzęta są brudne,
oklejone od gnoju, na ciele mają liczne odparzenia, otarcia
skóry od leżenia na tej wysokiej stercie gnoju– niektóre bez
możliwości wstawania. 3 sztuki mają problem z chodzeniem. Po
przewiezieniu do bezpiecznej stajni (wynajętym przez nas
transportem) wszystkie kładą się znów i jedzą- są po prostu
umęczone i bardzo głodne. Najstarszy z byków– wygląda na
schorowanego- jest przesympatycznym zwierzęciem, z resztą
wszystkie sztuki są bardzo spokojne.
Dotychczas spotkaliśmy się w tej sprawie z wielką
życzliwością i profesjonalnym podejściem ze strony policji-
przede wszystkim Komendy Miejskiej Policji w Knurowie,
Komendy Miejskiej Policji w Pszczynie, Posterunku Policji w
Woli oraz w Czarnym Dunajcu. Swą pomoc okazali nam również
Powiatowi Lekarze Weterynarii w Gliwicach, Pszczynie oraz
Nowym Targu- za to tym wszystkim osobom z serca
dziękujemy!!!
Sytuacja zwierząt w tej chwili jest bardzo skomplikowana,
gdyż właściciel bazy upiera się, że je kupił i jest nowym
właścicielem- więc prawdopodobni ich życie niedługo
dobiegnie końca w rzeźni. Jednak z całego serca prosimy
Państwa o pomoc i wsparcie nas w dalszej walce o ich
uratowanie. W tej chwili bardzo potrzebne jest nam wsparcie
finansowe na ich utrzymanie- mamy do opłacenia rachunki np.
za transport oraz chcielibyśmy, żeby– jeśli tylko można- w
ostatnich dniach życia dostały to wszystko co dla bydła
najlepsze. Wszelkie wpłaty prosimy kierować na nasze konto
zbiórkowe z dopiskiem „Dla bydła” .
Prosimy również o bardzo częste zaglądanie na naszą stronę
internetową– jeśli coś się w sprawie bydła wyjaśni będziemy
Państwa na bieżąco informować lub prosić o szybki odzew i
pomoc, bo tylko dzięki poparciu społecznemu udało się
uratować naszą Borutę. To setki ludzi dzwoniących i
piszących maile w jej sprawie sprawiło, że ostatecznie
podarowano jej życie i może mieszkać w Przystani. Może wśród
Państwa- nasi przyjaciele i sympatycy- są prawnicy lub osoby
znające się na prawie- potrzebna jest nam każda wskazówka i
sugestia dotycząca rozwiązania pozytywnego tej sprawy-
prosimy dzwonić pod nr- 0501-241-784.

20
czerwca 2010
Emisia prosi o pomoc
Nasza maleńka Emisia jest znowu chora, kiedy ją znaleźliśmy
w październiku 2009 roku miała ok. 4 tygodni. Od mieszkańców
jednego z tyskich osiedli otrzymaliśmy zgłoszenie o kocie
płaczącym w studzience kanalizacyjnej. Jednak do rury, w
której schował się kotek nie dało się wejść- pozostało
ustawić klatkę i czekać. Po 2 dniach wyczekiwań pod klatkę
przypełzło maleńkie, kulawe kociątko. Tylną łapkę wlokło za
sobą, a do tego jeszcze jedno oczko miało całkowicie
zamknięte i wypływała z niego ropa. Kocię było przemarznięte
i przemoczone - woda z rur podtapiała je cały czas, to cud,
że przeżyła. Jej stan był bardzo ciężki. Łapka została
poskładana, oczko wyczyszczone przez weterynarzy, ale
rokowania były ostrożne z powodu wyniszczenia organizmu,
długotrwałego stanu zapalnego w oku i złamanej kończynie
oraz testu na FIP z pozytywnym wynikiem. Dzięki dobrej
opiece weterynaryjnej oraz naszym staraniom łapka została
uratowana a i oczko jest w coraz lepszym stanie.
Podnosiliśmy odporność-dostała Virbagen, scanomune- jest
lepiej, ale po pewnym czasie będzie konieczna jeszcze
korekta w stawie biodrowym- w momencie znalezienia Emisia
była zbyt malutka. No i jeden niefortunny upadek
przyspieszył tę konieczność- Emisia znowu jest w gipsie–
mamy nadzieję, że wszystko się już dobrze zrośnie. Emisia
kocha wszystkich ludzi, lubi być głaskana, stale chce być na
kolanach. Jest ulubieńcem wszystkich jak Tofik. Pokochała
rudego Egona, którego znaleziono w Zakopanem na Krupówkach.
Ten maleńki około 4- tygodniowy kocurek chował się w dziurze
w jednej z kamienic razem ze swoją mamą i resztą kociej
rodzinki. Jednak reszta kociąt była bardzo dzika i uciekała,
a on wychodził na zewnątrz dziury, miauczał i ostatecznie
dał się złapać. Jest już wyleczony i stanowią z Emisią
wspaniałą parę, jakby byli rodzeństwem- razem jedzą, razem
śpią, wołają się, gdy któryś na chwilę zniknie. Zwracamy się
do Was kochani z prośbą o pomoc dla maleńkiej Emisi- to
przekochane stworzenie potrzebuje znowu szczególnego
traktowania, znowu konieczne jest podawanie preparatu na
podniesienie odporności, dobra karma, opłacenie rachunków za
operację. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem-
"Dla Emisi" z całego serca dziękujemy.


25 maja
2010
TO BYŁY CIĘŻKIE CHWILE, ale przetrwaliśmy….
KOCHANI z całego serca pragniemy podziękować Wam za troskę o
nas w czasie tych ciężkich i dramatycznych dni, przyznamy
się, że przychodziły chwile zwątpienia, stres, nerwy i obawa
o to co będzie. W sms- ach, które od Was otrzymywaliśmy
pisaliście nam: „Modlimy się za was, abyście przetrwali i
aby ten żywioł ominął Przystań”. DZIĘKUJEMY za tę modlitwę,
za troskę oraz za wszelkie dobro jakiego w tych dniach
doświadczaliśmy. Wiemy, że w tych trudnych chwilach nie
byliśmy sami i to dodawało nam sił na przetrwanie.
Obserwowaliśmy sytuację w okolicy, słuchaliśmy z niepokojem
informacji dotyczących zapowiadanej pogody z przerażeniem
przyjmowaliśmy wiadomości, że w pobliżu nas zalewa inne
gospodarstwa. Tak bardzo obawialiśmy się ewakuacji, nie
wyobrażaliśmy sobie tej chwili. Dla większości naszych
zwierząt transport i załadunek to ogromny stres, myśleliśmy
o naszym 32 letnim koniku Maksiu jak sobie poradzimy w razie
ewakuacji czy jego serduszko to wytrzyma, co będzie z krową
Borutą, która na widok każdego środka transportu ucieka w
kąt pastwiska, jakie to będzie traumatyczne przeżycie dla
niej , kiedy będziemy ją ładować i wywozić z jej domu w
którym odzyskała spokój i ponownie zaufała człowiekowi…. ale
udało się, obeszło się bez ewakuacji, pobliski staw wylał w
drugą stronę dlatego tylko, część wody spływała do nas,
zalewało końskie boksy, pastwiska, szczególnie zalane
zostało pastwisko naszych krów i baranków. W boksach
wyciskającą wodę zasypywaliśmy piaskiem i dościelaliśmy cały
czas suchą słomą, aby konie nie stały we wodzie. Pomagaliśmy
również w ewakuacji koni z pobliskiej stadniny, która
została w całości zalana…. interweniowaliśmy w przypadkach
psów pozostawianych w kojcach, dowoziliśmy jedzenie
zwierzętom z zalanych terenów, był to bardzo ciężki czas…..
mimo wszystko i chociaż był wypełniony od rana do wieczora
to jednak ciągle, myślami byliśmy przy naszej Przystani,
przecież to dom dla tak wielu skrzywdzonych zwierząt, ich
pierwszy prawdziwy dom. Nie wyobrażaliśmy sobie, że możemy
go stracić. Oby ten żywioł już nigdy się nie powtórzył.
KOCHANI OŚMIELAMY SIĘ WAS PROSIĆ O POMOC, straciliśmy w
czasie powodzi wszelkie zapasy słomy, musimy zakupić nową, a
to spore koszty dla tak dużej gromady zwierząt, a jeszcze w
chwili obecnej walczymy o życie maleńkiego konika TYMUSIA.
Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem „Na słomę”
z całego serca dziękujemy.


24 maja
2010
Kruche życie źrebaczka Tymusia
Kilka dni temu miał pierwsze urodziny, niestety jego dalsze
życie zamiast wspaniałego, szczęśliwego, pełnego radości
trwania, wisi na włosku. Kilka tygodni temu wydarzyła się
tragedia, nieszczęśliwy wypadek - Tymuś zaplątał się w
łańcuch. Lekarz podjął leczenie na miejscu, ale okazało się,
że konieczne jest przewiezienie konia do specjalistycznej
kliniki. Otrzymaliśmy
rozpaczliwą prośbę o przyjęcie go, gdyż właściciela nie stać
było na dalsze leczenie. To jeszcze małe dziecko, piękne i
wyjątkowe w stosunku do ludzi. Był kochany i pielęgnowany
przez swojego właściciela, więc kocha l udzi, uwielbia być
głaskany, wszystkich obdarowuje całuskami. W tej chwili
przebywa pod troskliwą opieką w klinice dla koni, jego stan
jest poważny, ale postanowiliśmy dać mu szansę, powalczyć o
jego życie. To młody, silny organizm, wspomagany jeszcze
silną więzią z ludźmi, zaufaniem i wolą życia. Jeśli jednak
leczenie nie przyniesie spodziewanego efektu mamy
świadomość, że będziemy musieli podjąć bardzo trudną decyzję
i pomóc mu odejść .....
Z całego serca Was wszystkich nasi Przyjaciele prosimy o
finansową pomoc na leczenie Tymusia - liczy się każda
złotówka, bo może pomóc uratować jego życie. Za wpłaty na
konto zbiórkowe z dopiskiem „Na leczenie Tymusia” SERDECZNIE
DZIĘKUJEMY.


12 maja
2010
"Śpieszmy się kochać ludzi tak
szybko odchodzą"
(ks.
JanTwardowski)
Odszedł Pan Antoni- przyjaciel nasz
i wielki miłośnik oraz przyjaciel zwierząt...
Kilkanaście lat temu był jedną z osób zakładających nasze stowarzyszenie Komitet
Pomocy dla Zwierząt. Kochał zwierzęta, zawsze pomagał tym, które potrzebowały
pomocy, zawsze miał w domu jakiegoś uratowanego psiaka... Pomagał też ludziom,
którzy spotkali się w życiu z bezdusznością urzędniczą, zwłaszcza w sprawach
zwierząt... Pomagał i wspierał w zawiłościach prawno- skarbowych, umiał wiele
wywalczyć... W ostatnich latach ciężko chorował, był już mniej aktywny, ale
zawsze się interesował sprawami Przystani i naszych podopiecznych...
Panie Antoni... serdecznie dziękujemy za wszelką pomoc, za serce, dobre słowo,
pracę, poświęcony czas i zdrowie oraz za to, że był Pan nieprzejednany w walce o
słuszną sprawę... Będzie nam wszystkim Pana
bardzo brakowało, a szczególnie zwierzętom o których prawa zawsze Pan walczył i
którym Pan pomagał...


19 kwietnia
2010
Stary Koń i Stary Pan
Kilka
tygodni temu odbieramy telefon, a po drugiej stronie głos
starszego człowieka mówi: „Weźcie go do siebie, to dobry koń,
przepracował u mnie 28 lat, kupiłem go jak miał 7 lat na targu
końskim w SKARYSZEWIE i do dzisiaj wiernie mi służy. Ja mam już
ponad 80 lat, jak mam odejść i jego tutaj zostawić. Handlarze są
po niego dziennie, chociaż jestem ubogim człowiekiem, to im go
nie oddam, to mój przyjaciel.... weźcie go do was. Sąsiadka mi o
was opowiedziała, że u was będzie żył….” Nie mogliśmy pozostać
obojętni na tak wzruszającą prośbę starszego człowieka, który
nie chce oddać do rzeźni starego konia, swojego przyjaciela. To
dramat starszego człowieka, który coraz słabiej się czuje, wie,
że już nie może dobrze się zająć swoim koniem i nie ma co z nim
zrobić, a nie chce aby ten, który służył mu wiernie przez tyle
lat skończył życie jako karma dla innych zwierząt. Chociaż w
Przystani brakuje miejsca, postanowiliśmy pojechać po 35-
letniego ZENIA i zabrać go do nas. Początkowo bardzo tęsknił za
swoim domem, rozglądał się jakby na kogoś czekał, był osowiały,
trudny w kontakcie. Obecnie przeżywa swoją końską miłość-
zakochał się w naszej klaczy Botswanie, staruszce takiej jak on.
Pan odwiedził już Zenia w nowym miejscu, bardzo pięknie się ze
sobą witali, aż łzy stawały w oczach. Starszy Pan chciał być
pewny, że konikowi zapewnił odpowiedni los. Zenio zamieszkał
razem z innymi naszymi końmi w jednym z pensjonatów, dlatego z
całego serca prosimy Was kochani Przyjaciele o pomoc w
utrzymaniu tego końskiego emeryta, który wiernie służył ludziom
przez ponad 30 lat. Potrzebuje też dobrej karmy, suplementów na
stawy, witamin. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z
dopiskiem „dla ZENIA” z całego serca dziękujemy.


15 kwietnia
2010
Smutne życie Babci- Muzy
Jakiś czas temu otrzymaliśmy telefon z informacją
o tej klaczy. Jej życie zapewne, nie należało do łatwych, żyła
podobnie jak nasza 28- letnia Basieńka. Pracowała przy wozie,
orała pole i rodziła źrebaki. Urodziła ich kilkanaście, rok po
roku: w zeszłym roku urodziła bliźniaki, które jednak nie
przeżyły, a w tym roku kolejne urodzone przez nią źrebię padło.
To przesądziło o jej losie- skończyła się jej rola jako klaczy
hodowlanej. Była klaczą bez pochodzenia, więc jej źrebaki
trafiały głównie na mięso… W miejscu, z którego ją zabieraliśmy
stało jeszcze kilka jej córek, wnuczek, które tak jak ona
służyły człowiekowi rodząc źrebaki. Zrozumieliśmy wtedy, że
podjęliśmy dobrą decyzję. Mimo wielkich problemów finansowych
jakie obecnie mamy- zdecydowaliśmy, że nie możemy jej tam
zostawić, że po tylu latach koszmarnego życia zasłużyła na to,
aby czas, który jej pozostał był inny. Dotychczas zamknięta była
w ciasnej oborze, ciągle ze źrebakiem przy boku, potem musiała
przeżywać chwilę rozdzielenia z jej dziećmi, które zostały
sprzedane na rzeź. Niestety obecnie brakuje nam miejsca w
Przystani, dlatego Babcia zamieszkała w pensjonacie-prosimy więc
Państwa o pomoc dla tego wyeksploatowanego i wyniszczonego
konia. Serdecznie dziękujemy wspaniałej Pani Danusi, która
wspomogła nas w wykupie oraz utrzymaniu tego starego konika, ale
środki finansowe na jej utrzymanie są nadal potrzebne.
Pragniemy, aby u schyłku życia nasza Babcia, a właściwie Muza-
bo takie imię nadała jej Pani Danusia- miała wszystko co dobre i
czego kiedyś jej brakowało. Nauczyła się i bardzo polubiła jeść
marchewkę, której niestety wcześniej nie znała. Borykamy się w
tej chwili z wielkimi problemami finansowymi, ale nie
potrafiliśmy przejść obojętnie wobec sytuacji tej klaczy, która
przypominała nam Basieńkę, która już niestety odeszła.
Postanowiliśmy jej pomóc i ufamy, że wspomożecie nas Państwo w
tym zadaniu. Muza nie jest młoda bo ma już ok. 24 lat, zapewne
niewiele życia jej zostało, ale kiedy się patrzy jak zachwycona
wychodzi na trawę i szczęśliwa nie chce wracać do boksu, wiemy
że warto dać jej tę szansę szczęśliwego życia na zasłużonej
emeryturze. Za wszelkie wpłaty na nasze konto zbiórkowe z
dopiskiem „na utrzymanie Babci-Muzy” serdecznie Państwu
dziękujemy.


13 kwietnia
2010
KURKI NIOSKI OCALONE
Drodzy
nasi Przyjaciele! Jak wiecie– pomagamy różnym zwierzętom- wspólnie
ratujemy konie, kozy, barany, krowy, psy, koty, a także ryby. Teraz
postanowiliśmy pomóc kurom nioskom, które żyją w koszmarnych
warunkach, stłoczone po kilka w klatce wielkości kartki papieru, z
poobcinanymi dziobami, a jednak raniące się wzajemnie. Widzieliśmy
koszmar ich życia, kilkakrotnie widzieliśmy ładowanie i wywożenie
ich na ubój… Dlatego też w dniu, w którym kolejna grupa kur po
kilkunastu miesiącach życia w tym koszmarze wywożona była na ubój,
postanowiliśmy kupić 30 i pokazać im, że życie może być inne- że
mogą chodzić po trawie, łapać promienie słoneczne, gonić motyle- żyć
inaczej… Niektóre są dość słabe, mają mocno wyskubane pióra, nie
wyglądają zbyt pięknie… Przy tej okazji pragniemy Państwa prosić-
nie kupujcie jajek oznaczonych nr 3, to właśnie jajka pochodzące od
kur żyjących w najbardziej koszmarnych warunkach. Jeśli możecie
kupujcie jajka oznaczone numerem 0 lub 1. Pragniemy, żeby nasze
kurki mogły godnie pożyć, dlatego też musimy wybudować dla nich nowy
kurnik. Ośmielamy się prosić Was kochani Przyjaciele o pomoc w tym
przedsięwzięciu- w ostatnim czasie zbieramy środki na zakup ziemi
oraz uratowaliśmy 3 nowe konie, dlatego też mamy trudną sytuację
finansową. Ufamy, że nie zostawicie naszych kurek bez pomocy, a
wszelkie wpłaty z dopiskiem– „na kurnik” prosimy kierować na konto
zbiórkowe. Za wszelką pomoc z całego serca dziękujemy.

30 marca
2010
Metaxa- klacz ocalona ze „Święta koni” w Skaryszewie
To
ona jedna została uratowana z setek koni, które pojechały w transportach do
rzeźni z targów w Skaryszewie. Przerażona, z opuchniętymi nogami wpadła nam w
oczy kiedy przechodziliśmy między samochodami. Całe nogi obklejone miała płatami
zaschniętego gnoju, widać było, że nikt jej dawno nie czyścił zapewne dlatego,
że jej los i tak był przesądzony- miała iść do rzeźni. Z tego powodu wyglądem
przypominała naszą Basię- klacz, która niedawno odeszła... Jest bardzo spokojna
i miła w obsłudze, lubi być głaskana i czyszczona, a najbardziej lubi podziwiać
krajobraz-być może od dawna nie wychodziła na pastwisko więc teraz, jakby
chciała nadrobić- nawet podczas deszczu czy w nocy wystawia głowę z boksu i
patrzy na okolicę. W tej chwili wiemy, że ma chore nogi, które trzeba leczyć
podając specjalistyczne preparaty oraz chorobę skóry. Bardzo serdecznie
dziękujemy wszystkim osobom, które wpłaciły pieniądze, dzięki którym,
skaryszewska klaczka może zamieszkać w Przystani, a szczególnie personelowi i
pracownikom Gabinetu Stomatologicznego w Świnoujściu z Panem dr Jarosławem Niedzielczykiem oraz Panią Anią na czele. Dzięki Wam Metaxa jest wolna i coraz
bardziej przyzwyczaja się do nowego miejsca i do tego, że już zawsze będzie
mogła podziwiać świat ze swego boksu oraz z pastwiska. Polecamy ją Państwa
pamięci, gdyż potrzebne teraz będą lekarstwa i preparaty, które pozwolą wyleczyć
chorą skórę i nogi. Za wszelkie wpłaty na konto zbiórkowe z dopiskiem dla METAXY
z całego serca dziękujemy.


18 marca
2010
"Niech płomyki świec, które palimy by pamięć o nich nie umarła, rozjaśnią drogę
tym, co ziemską wędrówkę skończyli przed nami..." SKARYSZEW 2010

W tym roku te słowa choć dotyczą ludzi, tak bardzo pasują do sytuacji koni,
którą obserwowaliśmy na targach w Skaryszewie.... było ich bardzo dużo,
większość młode, dumne źrebaki, większe i mniejsze, wystraszone, a wręcz
przerażone wyruszały na śmierć, z powycinanymi znakami, po sprzedaży ustawiano
je.... na cmentarzu między grobami, bo brakowało gdzie indziej miejsca.... i tak
oto ludzki cmentarz był miejscem oczekiwania w drodze do rzeźni dla tych, które
ludziom miały być przyjacielem i pomocą.,.. niektóre zrezygnowane, z opuszczoną
głową, szły spokojnie jakby gotowe na wszystko, inne walczyły przed załadunkiem,
chciały uciec…. jednemu udało się wyrwać, biegał, radosny i wolny…. ale dokąd
miał pójść?- szybko został złapany.... ostatnie obwąchiwania, dotyk chrapkami,
pożegnania tych, które przyjechały razem…. sznurami powiązane nogi, krótkim
sznurem przywiązanie do burty samochodu, wycinanie numerów, załadunek, obcość,
strach i oczy zapatrzone w ludzi przechodzących obok samochodu, szukające
ratunku.... najstraszniejszy do przeżycia widok to matki, które przyjechały na
święto koni wraz ze źrebakami, próbującymi jeszcze pić mleko, a potem
rozdzielano je, gdyż młode źrebaki sprzedano do innego transportu…. rżenie,
nawoływanie, a wręcz przerażający płacz- to rozrywa serce, zostaje w uszach, nie
daje spokojnie spać.... obok ludzki śmiech, krzyki, dźwięk orkiestry nawet
tańce, zapach wódki, ludzka radość, dla koni rozpacz…. taki Skaryszew my
pamiętamy, takie "Święto koni" zapada w naszą pamięć i serce.... i ten
specyficzny obraz- cmentarz, groby, płomyki świec i konie w poczekalni na
śmierć.... W tym roku pojechaliśmy razem z przedstawicielami dwóch
zaprzyjaźnionych organizacji: Przyjaciele dla Zwierząt oraz Tier Ve-Ge z
Austrii, którzy chcieli zobaczyć jak wygląda osławione Święto Koni. Nam udało
się wykupić klacz, jedną ze starszych na tegorocznym targu, która otrzymała imię
Metaxa.... jedno uratowane końskie życie...

Skaryszew 2010 - galeria

2 marca
2010
Jechały na
rzeź, zginęły w wypadku
Borutkę
udało się ocalić. Niestety, tym biedakom mimo usilnych starań
nie zdołaliśmy pomóc. Zabrakło dobrej woli ze strony
odpowiednich ludzi. Prosimy, przeczytajcie Pastwo ten artykuł.
                   

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7611470,
Zywe_konie_jechaly_w_jednej_przyczepie_z_martwymi.html

5 lutego
2010
OCALIĆ ODRUSI SKRAWEK ZIEMII

Kochani wielu z Was odwiedzając Przystań mogło zobaczyć tzw. pastwisko z naszymi
końskimi dziadkami, to miejsce zawsze poruszało do łez. To tam właśnie, część
swojego życia spędzał Węgielek. To tam właśnie ze swojego boksu szła Odrusia i
Kostuś. To tam właśnie swoją końską miłość przeżył Kolumb. Właśnie na to
pastwisko poszedł Oscarek na kilka minut przed śmiercią, aby pożegnać się z
matką ziemią. Tam przeżyli swoją miłość Gryfka z Elianem. To właśnie na tym
pastwisku odpoczywał często Nimb. Można tak pisać i wspominać, tych których już
z nami nie ma, ale żyją w sercu i w pamięci... Dlatego też ten kawałek ziemii
jest nam tak bardzo bliski. Wciąż stojąc tam, czujemy ich obecność, chociaż tak
naprawdę ich już nie ma. Wydzierżawiliśmy to pastwisko kilka lat temu, właśnie
dla nich, aby mogły w spokoju dożyć końca swoich dni. Dzisiaj ten kawałek ziemii
został wystawiony na sprzedaż, a nam pozostaje nadzieja, że uda nam sie go
wykupić. Wiemy, że to ogromne wyzwanie, jednak z Państwem, rzeczy niemożliwe
stają się możliwe. Pozostało jeszcze kilku końskich dziadków, dla których to
miejsce jest ich życiem, a niebo nad nim, ich skrawkiem nieba. Często w życiu
wiele z nich nie miało nic swojego, dlatego z całego serca ośmielamy sie prosić
Państwa o pomoc, w zakupie tego kawałka ziemii. Dostaliśmy od właścicieli 2
tygodnie czasu na zgromadzenie odpowiednich środków finansowych. Rozpoczyna się
walka z czasem, a my żyjemy nadzieją, że będziemy mogli wyprowadzić je już
wkrótce na ich pastwisko, że nikt im tego małego końskiego raju już nigdy nie
odbierze. Za wszelkie wpłaty na "ocalenie skrawka nieba" z serca dziękujemy.

9 lipca 2009
100 LAT BORUTKO kochana!!!
J ej historię zna wielu, gdyż
w ubiegłym roku słyszała o niej cała Polska. Wielu z nas
wstawiło się za nią, kiedy to po brawurowej ucieczce z rzeźni
wróciła tam i
czekała na ubój! Poruszyła serca nie tylko Polaków, gdyż
telefony o łaskę dla niej odbierano również spoza granic naszego
kraju… Dzisiaj obchodzi swoje 3 urodziny!!! Borutka ma swój
profil na portalu NASZA KLASA, gdzie od rana dostaje życzenia
urodzinowe! My również Borutko życzymy ci samych szczęśliwych
chwil - obyś na zawsze zapomniała, o tym co przeszłaś i pamiętała
tylko te szczęśliwe chwile!!! Dzisiaj- z okazji jej urodzin-
pragniemy Państwu przypomnieć jej wzruszającą historię, którą
kilka miesięcy temu przypominała telewizja TVN w programie
Uwaga...

Materiał
wyemitowany w programie TVN Uwaga
Borutka - urodzinowa Księga gości

14 maja 2009
BODZENTYN….
Wspólna INTERWENCJA Komitetu Pomocy dla Zwierząt, Biura
Lobbingu Prozwierzęcego, Fundacji Viva na targu z bydłem
w Bodzentynie 4 kwietnia 2009r. Jeśli nie zgadzacie się
Państwo z takim bestialskim traktowaniem przywożonych na
targ w Bodzentynie zwierząt, prosimy piszcie protesty i
wysyłajcie na nasz adres mailowy. Złożymy je na ręce
Burmistrza Bodzentyna domagając się humanitarnego
traktowania zwierząt na tym targu. Dramat zwierząt
na TARGU W
BODZENTYNIE TRWA OD WIELU LAT. Tylko działając razem,
wspólnie możemy przeciwstawić się temu okrucieństwu.

Materiał video pokazany w TVN24

15 kwietnia 2009
BODZENTYN 5 rano...
Sobota 04.04.2009 razem z Fundacją VIVA oraz Biurem
Lobbingu Prozwierzęcego kontrolujemy targowisko z bydłem
w BODZENTYNIE. Kolejny raz stwierdzamy, że dramat
zwierząt trwa, nic się niestety nie zmieniło i
zwierzęta nadal są traktowane brutalnie. Chodząc po
targu zauważamy wiele sytuacji dramatycznych z udziałem
zwierząt. Wiele wyniszczonych, wyrodzonych do granic
możliwości krów leży, inne ledwo stoją na nogach, ale to
nie przeszkadza ich właścicielom. Zwierzęta są brutalnie
wciągane na samochody, kopane, rażone elektrycznymi
poganiaczami, szczególnym barbarzyństwem jest rażenie
ich po wymionach……, a takie przypadki widzieliśmy tam
nagminnie. Innym barbarzyństwem jest przywożenie na
targ krów z ogromnymi wymionami pełnymi mleka, te krowy
są ociężałe, mają problem z poruszaniem się,
krzyczą..... Maleńkie cielęta zaledwie kilkunastodniowe
są ciągane za uszy i ogony, brutalnie okładane
kopniakami. Na targowisku jest obecny oczywiście jeden
weterynarz, dobrze nam znany, który początkowo odmawia
współpracy z nami. Dostrzegamy jeszcze wiele innych
nieprawidłowości np. po przeciwnej stronie targu
powstaje kolejne ale dzikie targowisko, na którym odbywa
się również sprzedaż bydła, dlatego wzywamy Policję i
domagamy się sporządzenia notatki. Zgodnie z § 1 i § 2
Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia
4 stycznia 2008 w sprawie szczegółowych wymagań
weterynaryjnych dla prowadzenia działalności w zakresie
organizowania targów, wystaw, pokazów i konkursów
zwierząt, aby mógł się odbywać tam handel to miejsce
musi być ogrodzone i utwardzone, musi tam być lekarz
weterynarii. Na targu jest wiele sztuk bydła, które nie
mają w ogóle kolczyków, a jest to wymóg zgodnie z art.
19 pkt. 1 Ustawy z dnia 2 kwietnia 2004 o systemie
identyfikacji i rejestracji zwierząt, który wyraźnie
określa: „Posiadacz bydła jest obowiązany do jego
oznakowania i zgłoszenia tego kierownikowi biura przed
dniem opuszczenia przez zwierzę gospodarskie siedziby
stada…” Niestety musimy przyznać, że Policja nie
chciała podjąć współpracy, mimo naszych próśb nie
chciała podjąć interwencji, w końcu po ponad godzinie
oczekiwania patrol przyjechał na targ. Ponadto
wiele krów ma rany na nogach, poranione głowy- do takich
przypadków wzywamy weterynarza, aby udzielił im
niezbędnej pomocy. Przed targowiskiem swoje działania
kontrolne prowadzi Inspekcja Transportu Drogowego, która
również stwierdziła wiele nieprawidłowości przy
przewozie zwierząt. Niektóre samochody nie spełniają
żadnych norm. W wielu samochodach jest nadmierne
przepełnienie, a największym barbarzyństwem jest
wciąganie krów niepełnosprawnych ruchowo pomiędzy sztuki
zdrowe, takie transporty też wyjeżdżały z targu-jedną z
takich sytuacji można zobaczyć na załączonych poniżej
zdjęciach. W tym samochodzie między zdrowymi upchnięto 3
krowy leżące, które nie miały możliwości same stać.
Jedna z krów non stop leżała na targu, nie umiała iść o
własnych siłach. Aby uniknąć jej brutalnego załadunku
wzywamy na targ Powiatowego Lekarza Weterynarii z Kielc.
Prosimy o eutanazję tej sztuki-zwierzę było umęczone do
granic możliwości, każdy dodatkowy kilometr to
cierpienie. Niestety Powiatowy Lekarz Weterynarii nie
wyraża zgody na eutanazję i krowa ta zostaje wciągnięta
na samochód i załadowana na rzeź, co było niezgodne z
prawem, a całą sytuację widać na załączonych poniżej
zdjęciach. Rozporządzenie Rady (WE) nr 1/2005 rozdz. I z
dnia 22 grudnia 2004 w sprawie ochrony zwierząt podczas
transportu i związanych z tym działań zmieniające
dyrektywy 64/432/EWG, 93/119/WE oraz rozporządzenie (WE)
nr1255/97, jasno mówi w pkt.2:„ Zwierzęta zranione
lub wykazujące słabość fizjologiczną lub patologie, nie
są uważane za zdolne do transportu, w szczególności,
jeśli: a- nie są zdolne do samodzielnego poruszania się
bez bólu lub poruszania się bez pomocy.” Do dnia
dzisiejszego słyszymy przeraźliwy krzyk-płacz krów,
zwłaszcza tych leżących, nie mogących ustać, wciąganych
na siłę, ranionych o kamienie lub wystające drewniane
czy metalowe części trapu....Wiemy, że nie
zmienimy świata, ale domagamy się traktowania tych
zwierząt zgodnie z prawem obowiązującym i zapisanym w
ustawach i rozporządzeniach, które niestety nie jest
przestrzegane. Kto ma go przestrzegać, jeśli nie robią
tego nawet służby państwowe do tego powołane? Dla nas
-zgodnie z zapisami ustawy obowiązującej w tym kraju
- są to istoty odczuwające cierpienie i z tego wynika
obowiązek otoczenia ich poszanowaniem, pomocą i opieką.
Chcielibyśmy domagać się traktowania ich na kilka godzin
przed śmiercią z szacunkiem, ale czy to w ogóle w tym
strasznym miejscu jest możliwe? Kolejny raz wystąpimy
do Burmistrza BODZENTYNA-tym razem wspólnie z obecnymi w
tym dniu na targu organizacjami- z pismem dotyczącym
znęcania się nad zwierzętami i zażądamy wyjaśnienia tej
sytuacji.


PAMIĘCI TYCH CO, JUŻ ZA
PROGIEM NIEZNANYM
galeria specjalna


13 marca 2009
OCALONE CUDEM….. SKARYSZEW 7 rano
W ostatnim czasie los nas nie rozpieszczał- pożar, brak
ogrzewania w najchłodniejsze dni lutego, brak możliwości
szybkiego naprawienia zepsutego komina, konieczność
ogrzewania Przystani grzejnikami elektrycznymi, ciągły
strach o stan instalacji elektrycznej, poszukiwanie firmy,
która może naprawić komin, pieniędzy.... do tego jeszcze
choroby naszych podopiecznych.... Z tym wszystkim zmagaliśmy
się w ostatnim czasie. Wiedzieliśmy również, że zbliżają się
końskie targi w Skaryszewie. Nie wiedzieliśmy w końcu czy
jechać czy nie, bo tyle problemów na głowie, a tam zobaczymy
znowu śmierć i cierpienie.... Jednak postanowiliśmy nagrodę
Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przeznaczyć na ocalenie
końskiego życia podczas tych targów- jeździmy do Skaryszewa
już od kilku lat i zawsze staramy się ocalić chociaż jedno
końskie życie.

zobacz
galerię
Byliśmy na targu już w niedzielę od późnych godzin
nocnych, widzieliśmy wiele scen rozdzierających serce.
Kochani!!! tego nie da się wogóle opisać, gdy się tego nie
widzi na własne oczy- to rozdzielanie ich i pakowanie do
różnych samochodów… do dzisiaj mamy w uszach ten koński
przerażający płacz. Kolejny raz zastanawialiśmy się jak to
będzie- jak spośród około półtora-tysiąca koni, z których
większość wyjeżdżała stamtąd na rzeź, ocalić tego jednego.
Tak naprawdę do końca nie wierzyliśmy, że wystarczy nam
środków finansowych na dwa. Przechodząc między samochodami
na placu nazywanym przez nas rzeźnym- gdyż prawie wszystkie
konie trafiły stąd do samochodów wiozących je do rzeźni,
zauważyliśmy standartowy obrazek- kilka koni, krótko
uwiązanych za głowy do samochodu, tak że nie mogą nawet się
schylić do ziemi po źdźbło słomy czy siana. Wśród nich jeden
szczególnie zapada w serce- jakbyśmy zobaczyli znowu naszego
biednego, ukochanego Lakusia (był jednym z pierwszych
mieszkańców Przystani). Zatrzymujemy się, koń jest słaby,
chwieje się na nogach i do tego jest strasznie przerażony.
Widzimy, że całym swoim ciałem zasłania innego konia. Jak
się okazuje potem jest to klacz, wygląda na 25 lat- teraz
wiemy, że ma około 13!!! Każdy przechodzący zwraca na nią
uwagę mówiąc…. tak, to kiedyś był koń. Pytamy o cenę,
negocjujemy jeszcze i oba biedaki są nasze. Obok nich stała
jeszcze źrebna klacz, na którą już niestety zabrakło nam
pieniędzy. Mamy ją cały czas przed oczami i zapamiętamy na
zawsze! Jak się później okazało nasze koniki były
sprzedawane z rąk do rąk kilka razy podczas tego targu. Aż
wreszcie natrafiliśmy na osobę, która je przywiozła. Okazało
się, że wałaszek pracował w polu i w zaprzęgu, a klacz jest
ze szkółki w szkole rolniczej, a następnie przeszła przez
ręce kilku handlarzy.… "Pani, ona podtuczyć się nie dała,
jedno co, to źrebaka można jeszcze wyciągnąć, ale sucha jak
wiór"…. Klacz wygląda okropnie, jest przeraźliwie chuda,
trzęsie się, tylne nogi ma strasznie opuchnięte i jeden
wielki kołtun z sierści. Do tego zauważamy jeszcze, że po
nodze spływa jej mleko- więc musiała mieć źrebaka ze sobą….
ale co się z nim stało tego, nie zdołaliśmy się dowiedzieć.
Wałaszek cały czas zakrywa ją swoim ciałem, broni jej, a
kiedy próbowaliśmy przeprowadzić je do innego samochodu,
rozdzielając na chwilę, wałaszek urywa sznur i ucieka w
miejsce, gdzie ona stoi. Prosto z targu oba koniki zostały
zawiezione do kliniki przy SGGW w Warszawie. Wałaszek i tam
bardzo broni klaczy- cały czas trzyma głowę zwróconą w jej
stronę. Jego stan jest w miarę dobry- jest przerażony,
zagłodzony i ogólnie zaniedbany. Musi dojść do siebie po
piekle jakie przeszedł. Stan klaczy jest dość poważny,
jednak coś więcej będziemy mogli powiedzieć po
dokładniejszym badaniu. Zdajemy sobie sprawę z jednego- on
tak bardzo pokochał tę klacz, najprawdopodobniej przyjechał
razem z nią na targ, a potem jeszcze przez tych kilkanaście
godzin spędzonych blisko siebie w tym strasznym miejscu, że
nie możemy ich teraz rozdzielić.... (historia wielkiej
przyjaźni jak kiedyś Luckiego do Batuty).
Kochani przyjaciele!!! Prosimy Was o pomoc finansową dla
nich- na leczenie i na transport. Z góry dziękujemy z serca
tym, którzy pomogą nam w utrzymaniu i opiece nad nimi,
którzy tak jak my uważają, że są tego warte. Otrzymały
szansę dalszego życia- wiemy, że rozumiecie nas i udzielicie
im pomocy!!! Wpłaty z dopiskiem "OCALONE ZE SKARYSZEWA"
prosimy kierować na numer konta konta
zbiórkowego.

7 marca 2009
Ostatni galop ..........Skaryszew 2009
Oto
relacja- będącej w tym roku razem z nami na targach w
Skaryszewie pierwszy raz- wolontariuszki zaprzyjaźnionej z
nami organizacji:
"Miałam nieszczęście być na targu od 21.00 w niedziele do
15.00 w poniedziałek. Wiec z czystym sumieniem powiem, że
niektórzy piszą bzdury o Święcie koni w Skaryszewie. To
miejsce jest skandaliczne, niebezpieczne dla ludzi i
zwierząt. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak to wygląda niech
przyjdzie jako "handlarz" w nocy- wtedy jest najgorzej.
Wieczny chaos, alkohol, baty, rżenie, dzieci, samochody
przejeżdżające 2 cm od koni z jednej strony i 2 cm od innych
aut, ludzie pod nogami koni, konie bite, niektóre stały tam
przez 20 godzin-
przerażone, zdezorientowane, zmęczone. Te konie jadą po tym
całym ich "święcie" w wielokilometrowe trasy, najczęściej do
rzeźni- w tym włoskich.
W trzech tirach leżały konie zanim jeszcze wyjechały z
targu, w autach brak przegród, konie nie przywiązane,
poustawiane na wszystkie strony- więc się pytam gdzie byli
Ci weterynarze? Czemu nie odbierali telefonów? Fundacje
kupiły te konie, których nikt oprócz handlarzy by nie kupił,
nie miały żadnej szansy przejechać 40km w tirach, a co
dopiero dalsza podróż. Te konie by się poprzewracały i tym
samym spowodowały mękę reszty nieszczęśników z samochodu.
Jacy biedni rolnicy? 90% to bogaci handlarze.
Zdjęcia nie pokazują nawet połowy tego co się tam
dzieje, nie zawsze można wyciągnąć aparat i nie zawsze jest
się w stanie psychicznie to zrobić. Rżenie koni, sytuacje
gdzie wskakują na wysokie żuki (przecież część takimi
przyjechała i takimi odjechały-myślał kiedyś ktoś jak tam
wchodzą?) Wzroku tych, które już w tirze u Włocha nie mają
siły stać, przewracają się, ale jeszcze wstają- nie da się
zapomnieć.
Tym udało mi się zrobić zdjęcie, nagrać....
http://www.youtube.com/watch?v=MpROTVOIRYI&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=oxlaspu4HeI&feature=channel
I pojechały... jeden koń już leżał na podłodze auta
tratowany przez resztę, weterynarz nie odbierał telefonu..
http://www.youtube.com/watch?v=GdtCFpfOQ4o&feature=channel
Ich
życie nic nie było warte? Gdyby ich wykupiono nie miały
żadnych szans wytrzymać nawet kilku godzin podróży.
http://www.youtube.com/watch?v=Uw-RdjfWYeE&feature=channel
Są
teraz w klinice- według niektórych nie zasłużyły na szanse
by do niej trafić, nie zasłużyły na szansę by nie trafić
do transportu... nie
rzeźni, do transportu, bo i tak do rzeźni pewnie żywe by nie
dojechały... ile
koni by przez nie w autach połamało nogi, poprzewracało się?http://www.youtube.com/watch?v=S7rRcf9rq4c&feature=channel
http://www.youtube.com/watch?v=D55AvvFcwks&feature=channel
Tyle z relacji osoby, która była pierwszy raz na "niby
Święcie Konia". Koń to od wieków przyjaciel człowieka, ale
jak bardzo zatraciło się to w naszym kraju! Czy można
świętem konia nazwać takie traktowanie koni- stanie po 20
godzin bez jedzenia i bez picia, w stresie i hałasie,
uwiązanym przy samochodzie transportującym na śmierć- konie
przywiązane do przyczep i aut zlizują z nich szron, aby choć
trochę ugasić pragnienie, szamoczą się, aby dosięgnąć źdźbło
siana, które wypadło z przyczepy przy wyładunku, bez
skutku jednak- bo sznur przy szyi jest tak krótki, że
ogranicza ruch.... ?
Czy można nazwać świętem rozdzielanie małych źrebaków od ich
matek- a widzieliśmy takie, które jeszcze ssały, a chwilę
później oderwane od matki szły w stronę jednego samochodu,
matki do innego?
Już od kilku lat jesteśmy tam i w żadnym wypadku nie
można tego nazwać ich świętem, a wręcz ogromnym dramatem
koni odjeżdżających stamtąd na rzeź- z około 1500 koni które
tam były, większość z nich pojechało na śmierć!!! To jest
raczej święto rzeźni!!!.... a może alkoholu, który jest
wszędzie, w każdym wozie czy szoferce, przy każdej pseudo-
przyczepie czy chwiejnym
stoliczku z jedzeniem.... W samochodach czekają całe rodziny
na pieniądze za sprzedane do rzeźni konie, aby natychmiast
obkupić się na stoiskach, którymi obstawione jest całe
miasto, przy każdym włączona muzyka…. Tam rżenie
przerażonych koni, a przy straganach zabawa na całego!!! To
już mięso, nie żywe zwierzęta, głodne i spragnione wody!!!
Stukot ich kopyt stawał się coraz bardziej głośny, nerwowy-
one czuły na co czekają, dlaczego tam stoją! Kolejny raz
musieliśmy spojrzeć im w oczy!!! Widzieliśmy wiele scen
rozdzierających serce, ale jedna szczególnie doprowadziła
nas do łez.... kiedy do samochodu wiozącego konie do rzeźni
prowadzono matkę ze źrebakiem, nagle ten mały źrebak- mógł
mieć około 7-8 miesięcy- wyrwał się, uciekł i zaczął tak
pięknie galopować z podniesionym do góry ogonem, piękny,
szczęśliwy i wolny.... niestety, kiedy matkę uwiązano do
transportera na śmierć wrócił i pogodzony z losem stanął
obok.... poszedł z nią na śmierć…. A my nigdy nie zapomnimy
tego galopu- ostatniego w jego życiu....
Po całej dobie spędzonej na zimnie wróciliśmy chorzy
i z rozdartym sercem, jednak wiemy, że trzeba podjąć kroki,
żeby ten stan rzeczy zmienić.... wrócimy tam za rok, a w tym
roku udało się nam uratować 2 konie.....
Pamięci
Tych co już za progiem nieznanym

Galeria
zdjęć
        
Zapaliliśmy Światełko Nadziei bo z nadzieją trwamy, że
kiedyś się spotkamy z nimi... bez bólu, bez cierpienia, bez
łez...

28 stycznia 2009
STOP dla długiego transportu
zwierząt
Komitet Pomocy
dla Zwierząt przyłącza się do zorganizowanej akcji zbiórki
podpisów. Prosimy, przyłączcie się i Wy. Wystarczy wejść na
stronę http://www.8hours.eu i dodać swój podpis.
„Dziś zbyt
często, zbyt wiele zwierząt jest przewożonych na europejskich
autostradach w warunkach nie do zaakceptowania. Najważniejszą
kwestią jest długość transportu. Obecne prawodawstwo UE zezwala
nawet na kilkudniowy transport zwierząt. To musi się zmienić.
Żywe zwierzęta, przeznaczone do uboju, nie powinny być
przewożone więcej niż osiem godzin. Dlatego też udziel wsparcia
inicjatywie "8 godzin". Naszym celem jest zebranie 1,000,000
podpisów. Tego głosu europejscy politycy nie będą mogli
zignorować.

27 października 2008
.......Nie ma na świecie nic
cenniejszego, od przyjaciela prawdziwego.... To już 10 lat
Kochani to do Was wszystkich kierujemy te słowa- sponsorów,
wolontariuszy i sympatyków.... a więc naszych przyjaciół.
Jesteście z nami już od 10 lat. Tylko dzięki Wam udało nam się
uratować tak wielu zwierzęcych przyjaciół- samych koni 110, 5
krów, 4 osiołki, 8 kóz, 7 baranów, 4 świnie, tchórzofretkę,
króliki, kury, papużki, gołębie i inne ptaki, zające, sarny,
kilkadziesiąt kotów i psów. Wiele z tych mniejszych zwierząt
znalazło nowe domy lub odzyskało wolność, części z nich mogliśmy
tylko pomóc godnie odejść, a niektóre zostały u nas jako
rezydenci. To dla nich stworzyliśmy razem z Wami „Przystań
Ocalenie”- ich dom, przystań spokojnej starości i drugiego
życia.
Dzięki Wam interweniujemy w przypadkach znęcania się nad
zwierzętami, reprezentujemy w sądach jako oskarżyciele posiłkowi
bestialsko zabite lub skatowane zwierzęta- mamy obecnie kilka
rozpoczętych spraw, a w kilku zapadły już wyroki. Pomagaliśmy
zwierzętom będącym pod opieką innych fundacji, znajdujących się
w trudniejszej niż my sytuacji: Nasza Szkapa, Stacyjka Maltusia,
Centaurus, Mrunio, zwierzętom z likwidowanego schroniska w
Ligocie, będącym pod opieką Straży dla Zwierząt oddział we
Wrocławiu, ze schroniska w Orzechowcach, itd. Obecnie nadal
pomagamy Fundacji Nasza Szkapa oraz w utrzymaniu ponad 60 psów w
Przytulisku w Harbutowicach, które znalazły się w tragicznej
sytuacji z powodu ciężkiej choroby pełnej poświęcenia i miłości
do nich Pani Bożenki. Pomogliśmy koniom ze stada będącego
własnością Stivena D i Ewy K., które zostały w 2006 r. odebrane
decyzją Burmistrza gminy Końskie, z powodu doprowadzenia ich do
skrajnego wyniszczenia a dużej części nawet do śmierci.
Otoczyliśmy opieką finansową niepełnosprawną kotkę Fruzię, którą
uratowali i adoptowali do swojego domu wspaniali ludzie z forum
Dogomania. Pomagaliśmy i pomagamy karmicielom wolno- żyjących
kotów i osobom, pod których opieką przebywa po kilkanaście lub
więcej zwierząt, (karma, żwirek, lekarstwa, pomoc weterynaryjna,
kilkadziesiąt zabiegów sterylizacji i kastracji). Razem z Wami
niesiemy pomoc gdzie tylko możemy- kontrolujemy targi zwierząt,
interweniujemy u Burmistrzów i Wojewodów, prowadzimy
korespondencję z Inspektoratami Weterynarii oraz innymi
instytucjami, czynnie uczestniczymy przy projekcie nowej ustawy
o ochronie zwierząt..... wszytko po to, aby poprawić los
zwierząt w naszym kraju. Czytając informacje na naszej stronie
internetowej wiecie, kochani przyjaciele, że te działania
przysporzyły nam zarówno wielu zwolenników, jak i przeciwników-
i przed nimi musimy chronić nasze zwierzęta.
Dzisiaj pragniemy skupić się na tym co dobre, dlatego
szczególnie pragniemy podziękować wszystkim za tych 10 wspólnych
lat. Były to lata ciężkie i trudne..... taką drogę życia
wybraliśmy, więc nie narzekamy, ale często po powrocie z rzeźni,
z targu, lub z sądu przychodziły chwile zwątpienia w sens
dalszych działań. Dzisiaj mamy okazję podziękować sobie
wzajemnie- członkom Komitetu- to zaledwie kilkanaście osób, a
często do konkretnego działania tylko kilka, które niosą cały
ciężar działania, ale też i kłopotów, bólu i poniżenia ze strony
wrogów. Jednak zawsze jeden drugiego wspiera i pomaga przetrwać
te ciężkie chwile. Mamy rodziny, jesteśmy żonami, matkami,
bardzo ciężko czasem pogodzić sprawy i kłopoty domowe, z
problemami wynikającymi z naszej działalności. Bardzo trudno
zostawić za drzwiami ból po odejściu, któregoś z naszych
podopiecznych, nieudanej walce o życie, widoku maltretowanego,
wyniszczonego ludzkim okrucieństwem zwierzaka, przegranej
sprawie w sądzie, spotkaniu z okrutnym człowiekiem, bezdusznym
urzędnikiem.... Jednak mamy siebie i zawsze możemy na siebie
liczyć.
Dzwonicie Państwo do nas pytacie jak pomóc, i często te Wasze
piękne słowa są dla nas ogromnym wsparciem, pomagają znowu
zebrać siły i walczyć o prawa do godnego życia i godnej śmierci
dla tych, które same obronić się nie mogą. Dziękujemy Wam
wszystkim- ludziom o wielkich sercach, naszym sponsorom- i tym,
którzy są z nami przez te wszystkie lata, i tym "nowszym".
Szczególnie dziękujemy ludziom starszym- emerytom, rencistom
oraz dzieciom- wiele spośród nich to osoby, które same nie mają
zbyt wiele, ale są szczęśliwe, mając świadomość, że gdzieś tam
na drugim końcu Polski jest zwierzak, który żyje dzięki nim i
dlatego nam pomagają. Ile wzruszających historii moglibyśmy tu
opisać- np. historie dzieci, które podarowały swoje kieszonkowe,
pana, który wpłacał co miesiąc 3 złote, aż pewnego dnia wysłany
do niego list wrócił z dopiskiem "adresat nie żyje".... lub
pani, która postanowiła, aby na jej pogrzebie zamiast kwiatów
stanęła skarbonka.... I tak odeszło już kilkoro z naszych
sponsorów- przyjaciół, dzięki którym poprawił się los wielu
zwierząt. Niektóre osoby przez wiele dni lub tygodni nie
wychodziły ze swoich domów z powodu zdrowia, a gdy zrobiły
wysiłek, aby wyjść, to po to, aby dotrzeć do budki telefonicznej
i zadzwonić z pytaniem, czy udało się uratować konika, dla
którego szukaliśmy pomocy lub jak się czują nasze zwierzaki....
Często ta rozmowa kończyła się szybko-$ przerywały ją łzy
szczęścia, że się udało.... Oni wspierali nas prawie od początku
istnienia- to dzięki nim ratowaliśmy, leczyliśmy, operowaliśmy,
przywracaliśmy do życia zwierzęta, które już zostały skazane na
śmierć, budowaliśmy boksy, napełnialiśmy żłoby owsem.... razem
dawaliśmy nadzieję. Bez nich wszystko jest inne, ale będziemy
kontynuowali naszą działalność, będziemy dbali o to, aby to, co
mamy dzięki nim, procentowało i nadal promieniowało nadzieją. Ci
wspaniali ludzie zawsze będą w naszej pamięci, pozostaną w
naszych sercach. Pamiętacie o nas w dniu, ślubu, i Komunii
świętej, urodzin, a nawet pogrzebu-wszystkim Wam za ten wielki
dar serca, za pomaganie naszym zwierzakom- dziękujemy. Wiele
osób składa się na to comiesięczne zabezpieczenie wszystkich
potrzeb- wszystkim sponsorom stałym i osobom, które kiedykolwiek
wpłaciły choć złotówkę na utrzymanie przytuliska lub wpłaciły
1%swojego podatku z całego serca kierujemy wyrazy wdzięczności.
Dziękujemy naszym sympatykom i wszystkim wolontariuszom, jacy
kiedykolwiek przewinęli się przez Przystań- szczególnie
dziękujemy ekipie z Orzesza, Murowa i Zabrza. Dziękujemy
lekarzom weterynarii, bez których nie dalibyśmy rady pomóc
naszym podopiecznym (a są to często wyjątkowo trudne przypadki)
-Paniom: Aldonie Kucharskiej, Bożenie Latocha, Gabrieli Rusak,
Katarzynie Kocięckiej, Małgorzacie Bartosz i Lucynie Ćmok z
Lecznicy "Zwierzaki" w Pszczynie; Panom: Mieczysławowi Hławiczce
(za długoletnią, stałą opiekę nad naszą Przystanią), Andrzejowi
Golachowskiemu (wraz z żoną Basią oraz całym zespołem XLwet w
Tyńcu Małym), Jarosławowi Tomana, Pawłowi Golonce(wraz z żoną P.
Małgosią oraz całym zespołem Szpitala dla koni Equiwet w
Gliwicach), a także Julii i Michałowi Mazur z Lecznicy "Fauna" w
Tychach, zespołowi Kliniki Weterynaryjnej Niedzielscy z
Wrocławia oraz Kliniki dla Koni we Wrocławiu, Zespołowi Kliniki
Koni przy SGGW w Warszawie, oraz zespołowi Kliniki dla Koni w
Brnie.
Pragniemy podziękować przedstawicielom mediów, a szczególnie
Ewie Banaszkiewicz i nieistniejącemu już programowi Animals
(TVP2), który wielokrotnie pokazywał mieszkańców Przystani,
dzięki czemu- zwłaszcza ludzie starsi, nasi przyjaciele i
sponsorzy- mogli na własne oczy zobaczyć swoich podopiecznych;
TVN24, Telewizji Polsat, oraz regionalnym oddziałom TVP,
dziękujemy wielu różnym stacjom radiowym oraz redakcjom gazet.
Szczególnie wyjątkowe podziękowania kierujemy pod adresem
naszych przyjaciół Ani Ostrzyckiej i Marka Rymuszko oraz całej
redakcji "Nieznanego Świata" za kilkuletni już patronat
medialny, wszelką życzliwą pomoc, zrozumienie dla naszych
działań oraz naszego bólu, i za to, że tak po ludzku możemy się
czasem Wam wypłakać na ramieniu.... Serdecznie dziękujemy
wszystkim wiernym czytelnikom, którzy są z nami już od lat,
śledzą losy Przystani w na łamach "Nieznanego Świata" i żywo
reagują na wszystko co się u nas dzieje spiesząc z różnoraką
pomocą ...
Jako Organizacja Pożytku Publicznego zajmujemy się działalnością
edukacyjną- przyjmujemy wycieczki szkolne w Przystani lub
odwiedzamy młodzież i dzieci w szkołach i przedszkolach.
Kierujemy więc serdeczne podziękowania dla wszystkich
wspaniałych przedszkolaków, dzieci szkół podstawowych, młodzieży
gimnazjalnej i licealnej oraz nauczycieli (nie sposób tu
wymienić wszystkich- jest ich wiele) za pomoc w utrzymaniu
Przystani (szczególnie Mariolce Gałce za działania edukacyjne na
terenie kilkudziesięciu szkól w woj. świętokrzyskim ).
Dziękujemy również naszym kochanym przyjaciołom z Zespołu Wilki,
szczególnie Monice i Robertowi Gawlińskim, za wszelką pomoc dla
Viktora i innych naszych zwierząt, i za to, że dzięki ich
otwartości wiele osób usłyszało o naszych działaniach oraz
Zespołowi Myslovitz za wspieranie nas na koncertach i
przekazanie honorarium na Przystań.
Pragniemy podziękować również adwokatom i radcom prawnym, którzy
często od strony prawnej pomagają nam w działaniach
interwencyjnych w obronie zwierząt- największe podziękowania dla
Pani Kasi K. (nigdy nie odmawia nam pomocy, jest zawsze z nami w
tych trudnych chwilach, kiedy zmagamy się z okrucieństwem wobec
zwierząt) to wspaniała i bardzo skromna osoba. Tym
podziękowaniom tak naprawdę nie ma końca, gdyż przez te 10 lat
spotkaliśmy tak wielu wspaniałych, kochających zwierzęta i
będących naszymi przyjaciółmi na drodze walki o poprawę ich losu
ludzi. Nie sposób wymienić wszystkich Państwa imiennie- dlatego
wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomagali nam w naszych
działaniach serdecznie dziękujemy. Bardzo się cieszymy, że ten
nasz Łańcuch Dobrych Serc ciągle się powiększa. Często
przychodzą chwile zwątpienia..... ale wiemy, że mamy Was, tych
na których zawsze możemy liczyć, którzy są właściwie z nami
każdego dnia. Za tę prawie 10 letnią przyjaźń dziękujemy Kasi
Kresek- Urbaniak, Kasi i Willemu Szlósarczyk, Państwu Małgosi i
Jerzemu Bodzioch..... „Przyjaźń jest największym darem jaki
mądrość może ofiarować, aby uczynić szczęśliwym całe życie"....
Zarząd u Komitet Pomocy dla Zwierząt
oraz wszyscy nasi podopieczni mieszkańcy Przystani Ocalenie
Urodzinowa Księga gości

10 sierpnia 2008
1% ratuje życie Borutka dziękuje za ratunek!

Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy
podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I
choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania
1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i
wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię
pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam
kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani
jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie,
mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak
wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie
ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku.
Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i
szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki
tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych
krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy
znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki
pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano,
słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i
wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w
miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki
Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane
maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także
zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy
wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków,
które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy,
owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie
przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do
przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość
wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż
częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć
płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w
czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i
niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się
dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby
konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu
poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany
przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają
nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz
serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych
pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu
kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i
pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz
uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą
o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość
naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami
zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia.
Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia
mieszkańców Przystani Ocalenie!!!

15 lutego 2008
Święto koni- ale nie dla koni.........
"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"
EWA SZELBURG ZAREMBINA

Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie,
na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to
jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca
patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i
szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych
nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który
przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i
sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo-
kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie
wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie
smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze
i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części,
która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane
znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu.....
Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia
następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich
stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia.
Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed
załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie
Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one
najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na
tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na
targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia
wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja
i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat
przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich
nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się
emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych
w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie
potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje
nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci
pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo
te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję,
że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu
ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i
czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens
działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż
mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego,
nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność
zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to
jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite
niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele
ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości
Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na
targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie
mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie
choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz,
która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim-
dziękujemy.....


"Święto koni" ?- Skaryszew - galeria specjalna


31 stycznia 2007
 Przystań Ocalenie w
kolejnym programie "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu
wyemitowane w TVP3 Kraków


13 grudnia 2007
Zobacz materiał, który ukazał się w programie
regionalnym TVP 3 Kraków




Słyszeliśmy płacz koni............
Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na
zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości
wciąż przypominają o tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i
przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych,
opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół.......
Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze
wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość, a także
nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam - ludzie walczą o
życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie
przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na
Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na
teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od
wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron
przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami
dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło
w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany
jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak
worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w
takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy
widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy
zaoszczędzić naszemu Kasztankowi. Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki,
konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym
nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak
starsze, wypracowane konie pociągowe, strasznie brudne, sponiewierane, z
pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia
dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są
wyprowadzane z samochodów- wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z
samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni
przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to
przerażający płacz-zostanie w naszych uszach, pamięci i sercu na zawsze-płacz
tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do
rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy
kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo, dla nas to
widok przerażający, trudny do zniesienia ....... Nie możemy nic zrobić,
stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za tyle
lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy
może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko
marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na
Policję i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę
tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć
możliwość tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani
szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie
więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić.
Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani
nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy,
podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie
lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś
takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to
trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi,
którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i
stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych
podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść,
zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i
jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika na miejsce i
dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy
się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej
złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........ a tym, którzy z
takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy
zwierząt na zamówienie składane jak w sklepie. Ratujemy te, które w danej
sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom
transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo mamy poparcie naszych
wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą,
wychudzony i niedołężny konik znalazł kilku sponsorów, tak że jeszcze
wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak
wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią, żywo interesują się tym co
się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o
życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o
wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl tam - miejsce heroizmu ludzi
w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze,
miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali
ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem,
troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu, w którym,
człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć
zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem
do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,
mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal
będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze
jedna wiadomość -o starym około 22 letnim koniku Maćku, który jeszcze
pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie i mamy nadzieję, że razem
uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali
targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas,
że najpierw ratuje się ludzi, ale byliśmy na miejscu zdarzenia
zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej
pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy na
informacje........ Kolejny raz stając tam z poczuciem niemocy i bezradności w
obliczu tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki
mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie
bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8
letniej działalności... Długo będziemy go pamiętać..........
Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i
domowników:


"Każde zwierzę ma prawo
do poszanowania.
Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"
Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.
Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie
prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu
AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też
znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z
ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.
Uwaga! Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.

Bardzo pilne!!! Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!
Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec
zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na
prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych
zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy
na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w
celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec
zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska
organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie
w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie
internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej)
wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale
nikt nie wyciąga z żadnych konsekwencji wobec osób
dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym
gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....
WIĘCEJ - KLIKNIJ!!!

[Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej]
|
|

|
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
| |
|
 |
|
|
|
 |
|
|
KONTAKT DO NAS:
Tel. kom: 0-501-241-784
0-603-586-183
Tel. fax.+48 32 4482077
|
|