Komitet Pomocy dla Zwierząt
 

Bank Śląski S.A. O/Tychy
91 1050 1399 1000 0022 0998 2426

Dla wpłat z zagranicy:

 Nr IBAN: PL 91 10501399 1000002209982426

Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW

nr KRS 0000015352
skrytka pocztowa 79
43-100 Tychy

 

 

WYDAWNICTWA WSPIERAJĄCE ZWIERZĘTA
 

 














































www.wydawnictwo-debit.pl











































































Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO.

Jeśli chcesz pomóc nam ratować konie możesz przekazać 1% swojego podatku.

(ŚCIĄGNIJ NASZ STATUT)

 

SZCZEGÓŁY

 

 

JEŚLI CHCESZ NAM
POMÓC - KLIKNIJ!

 

POBIERZ ULOTKĘ

 

 

KAMPANIE

 

2006

 

 

 

 

2007

 

 

 

2008

 

 

 

 

 

Przytulisko Przystań Ocalenie nie użycza, nie wymienia i nie oddaje koni. Konie zostają u nas do końca swoich dni.


Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO


Komitet Pomocy dla Zwierząt

nr KRS 0000015352

 

Zapraszamy Państwa na nasze aukcje- ALLEGRO, które nie różnią się właściwie niczym od tysięcy innych... ale środki zdobyte dzięki temu pomagają nam w utrzymaniu naszego przytuliska. Czytaj więcej ...

NOWE AUKCJE!!!

 

 

10 sierpnia 2008

1% ratuje życie Borutka dziękuje za ratunek!

 

 

Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania 1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie, mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku. Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano, słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków, które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy, owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia. Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia mieszkańców Przystani Ocalenie!!!

 

26 lipca 2008

 

BŁAGAMY WAS O POMOC !
CZAS NAGLI ! OCALMY BORUTKĘ!!!

 

24 lipca- przy rozładunku jednej z krów w rzeźni pod Suwałkami, cudem udało się jej uciec. Może nikt nie odnotowałby tego faktu, gdyby krowa nie przebiegła przez pół miasta rozpaczliwie szukając schronienia i dezorganizując ruch uliczny. Oddziały policji i straż pożarna goniły oszalałe ze strachu zwierzę, któremu zaświtała okruszyna nadzieja na życie. Została ostatecznie osaczona na placu zabaw dla dzieci, gdzie próbowała się schować. Odstrzelono ją lotkami ze środkiem usypiającym. Odurzoną, już bez nadziei, krowę odtransportowano z powrotem do rzeźni. Ponieważ obecność leków uniemożliwiła natychmiastowy ubój, krowa jeszcze żyje. Jej „krzyk o życie" dotarł do uszu i serc wielu ludzi i organizacji prozwierzęcych. Niestety, mimo nieomal natychmiastowego wykupienia krowy wspólnie z Fundacją Viva! Akcja Dla Zwierząt i przyjazdu po nią wozem przeznaczonym do transportu, Powiatowy Lekarz Weterynarii zasłaniając się przepisami, wydal decyzje, ze krowa musi zostać poddana ubojowi. Dotychczasowe apele o litość nie odniosły żadnego skutku, a przecież nawet ludzi skazanych na śmierć ułaskawia się w szczególnych przypadkach, a takim na pewno była ucieczka krowy z rzeźni, co przecież graniczy z cudem. Czy nie należy się Jej akt łaski? Prosimy, błagamy o telefony i maile do Powiatowego Lekarza Weterynarii, bo to w jego gestii leży ten humanitarny gest. Czasu jest bardzo mało. Mamy czas do poniedziałku, jesteśmy na miejscu i nie wyobrażamy sobie powrotu bez Borutki.

 

Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Suwałkach

Powiatowy Lekarz Weterynarii - Witold Wałecki

suwalki.piw@wetgiw.gov.pl

16-400 Suwałki, ul. Utrata 9

tel.: (0-87) 566-54-81

faks: 566-40-06


Więcej informacji:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Szalona-ucieczka-krowy-z-podsuwalskiej-rzezni,wid,10188057,wiadomosc.html

 

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080725/REG10/105709848

 

10 lipca 2008

 

Przystaniowe pary-Franuś i Carmen-i spółka...



 

 

Kochani! Często dzwonicie do nas z zapytaniem o to, jak się czuje Franuś- górski, spracowany konik, przyjaciel naszego ukochanego Kostusia. Dlatego pragniemy Wam jeszcze raz podziękować za pomoc dla Frania- za wszystkie emaile, telefony oraz za pomoc finansową jaką otrzymaliśmy aby go uratować. Wiele serc poruszył ten konik, a najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nadal o nim pamiętacie. Franuś znalazł w Przystani swoją wielką, końską miłość- Carmen. Kiedy dołączył do starszych koni na pastwisku zaczął adorować Carmen- chodził za nią nieustannie, lizał, podgryzał, kładł głowę na niej, nie odstępował jej ani na krok. Ona początkowo uciekała przed nim, a gdy udało jej się uciec do boksu, to już żadną siłą nie dało jej się stamtąd wyciągnąć. Jednak od kiedy Franio został przeniesiony do sąsiedniego boksu, Carmen przyzwyczaiła się do tego natrętnego adoratora. Odtąd spędza z nią każdą chwilę na pastwisku, pilnuje jej gdy konie wracają z pastwiska do boksów. Bardzo się cieszymy, że koń, który tyle lat przeżył sam, ma teraz swojego wielkiego przyjaciela. Pisaliśmy Państwu już kilkakrotnie jak bardzo ważne są te przyjaźnie dla naszych koni, a zwłaszcza w momencie, kiedy jedno z nich choruje, wtedy stara się jeszcze żyć jakby dla tego drugiego..... ale kiedy jedno z pary odchodzi, wtedy to prawdziwy dramat dla tego, który pozostaje.... Mamy kolejny tego dowód- niedawno odeszła nasza Balbinka, a jej wierna przyjaciółka Gala codziennie jej szuka- obchodzi pastwiska, boksy, woła, nasłuchuje, wypatruje, czeka, tęskni, chudnie.... nie umie się zaprzyjaźnić z żadnym innym koniem. To najtrudniejsze chwile w tej końskiej przyjaźni….. tęsknota i czekanie na przyjaciela, który już nie wróci, no i dla nas, bo nie możemy w żaden sposób pomóc. A wracając do Frania- to musimy Państwu napisać, że nie lubi ludzi, stara się nas straszyć na wszelkie możliwe sposoby- np. ma taki ciekawy sposób nabierania wody i opluwania odwiedzających Gości, którzy podchodzą zbyt blisko do Carmen. Jest nadopiekuńczy- pilnuje jej przed wszystkimi, nawet ostatnio przeganiał od niej kowala i weterynarza. Mimo wszystko bardzo kochamy tego łobuza i bardzo się cieszymy, że trafił dzięki Państwu do naszego przytuliska. Wiadomość z ostatniej chwili: Franuś ma konkurencję..... Carmen jako partnerkę życiową upatrzyli sobie jeszcze Figaro i staruszek Kacperek- więc jest ich już trzech. Trudno się im dziwić, bo Carmen to przepiękna i niezwykle spokojna klacz. Trochę denerwuje ją to zbyt wielkie zainteresowanie ze strony końskich mężczyzn..... a i oni patrzą na siebie spod byka..... to się porobiło.....

 

7 lipca 2008

Karol- nasz nowy podopieczny Kochani!

 


 

W ostatnim czasie tak wiele się dzieje- ten rok jest dla nas wyjątkowo trudny, choć właściwie zawsze sądzimy, że kolejny będzie spokojniejszy, a życie pisze inny scenariusz. Pożegnaliśmy w tym roku wielu naszych zwierzęcych przyjaciół- i choć wiemy, że tak musi być, że to staruszki, schorowane i wyniszczone, że są u nas tak na dożycie, na krótko, i że miały w Przystani najlepszy czas w swoim życiu- to te pożegnania są dla nas zawsze trudne. Bardzo brakuje nam tych, które odeszły, ciągle łapiemy się na tym, że pytamy o nie, szukamy ich, idąc do jakiegoś boksu stajemy zdumieni, że nie ma tego, którego szukaliśmy pewnie Ci z Państwa, którzy stracili kiedyś swojego ukochanego, zwierzęcego przyjaciela rozumieją co czujemy.... u nas jest to jeszcze spotęgowane ilością naszych podopiecznych. Jednak życie toczy się dalej, wokół tak wiele jest innych potrzebujących pomocy. Karol to kilkuletni wałaszek po poważnej kontuzji, przekazany nam przez Akademię Rolniczą. Ma problemy z chodzeniem musi dostawać kwas hialuronowy- co stanowi dość duży koszt dla nas, ponieważ jego leczenie będzie długotrwałe i kosztowne. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc na zakup lekarstwa dla niego. Ma wspaniałą opiekę- serdecznie dziękujemy Kasi za wszystko co robi dla niego oraz Panu Doktorowi Radomirowi Henklewskiemu za stałą opiekę weterynaryjną. Za wszelkie wpłaty na leczenie Karola z całego serca wszystkim Państwu dziękujemy.
 

 

 

1 lipca 2008

 

Amata jest Nasza

 

 

Kochani Nasi kolejny raz pragniemy Wam z całego serca podziękować za pomoc, jaką okazaliście Amacie. Amata jest już z nami, jeszcze trudno powiedzieć jak szybko będzie przebiegało jej leczenie, ponieważ przypadek jest dość poważny, ale jest już pod wspaniałą opieką lekarza weterynarii i kowala. Jest koniem dość trudnym i bardzo nerwowym, na widok człowieka reaguje bardzo agresywnie, nie była chyba zbyt dobrze traktowana... do tego jeszcze dochodzą chore nogi i towarzyszący temu ból. Amata jest po ciężkim ochwacie i ma duże problemy z poruszaniem się, ale jak pisaliśmy Państwu wcześniej wszystko właściwie w rękach kowala, a Pan Tadeusz Rusak pomógł już kilku naszym konikom (tzw. trudnym przypadkom), wierzymy, że i teraz pomoże Amacie. Dziękujemy również lek weterynarii Pani Gabrysi Rusak za opiekę weterynaryjną nad Amatą. Gorąco prosimy Państwa nadal o pomoc finansową na leczenie Amaty. Za wszelką pomoc już okazaną jeszcze raz serdecznie wszystkim dziękujemy

 

16 czerwca 2008

Amata..... czy zdążymy jej pomoc


Amata..... klacz o tym imieniu żyje w naszych sercach, żyje w naszej pamięci...... chociaż tak naprawdę to jej już nie ma. Kilka lat temu przegraliśmy z czasem walkę o jej życie. Widzieliśmy ją tylko jeden jedyny raz, ale zapadła nam głęboko w serce- była chora, potrzebowała pomocy, a my chcieliśmy dać jej dom, weterynaryjną pomoc i naszą opiekę. Zorganizowaliśmy potrzebne środki finansowe i pojechaliśmy po nią...... niestety Amata była już w miejscu, z którego nie mogliśmy jej ocalić..... jedyne co mogliśmy zrobić- to zapamiętać ją na zawsze. Niestety jej właściciel nie udzielił jej pomocy, a sprzedał ją na rzeź. Do dzisiaj pamiętamy ten dzień, tak głęboko zapadł w naszą pamięć..... Dzisiaj otrzymaliśmy podobny telefon o klaczy, która jest chora..... jeśli jej nie kupimy- "pójdzie na mięso". Wróciły wspomnienia o Amacie...... dlatego kochani z całego serca prosimy o pomoc dla niespełna 3 letniej klaczy- właściwie to jeszcze końskie dziecko, a jej życie już dobiega końca. Nie możemy jeszcze napisać nic więcej poza tym, że rozmawialiśmy już z właścicielem, prosząc o kilka dni czasu, abyśmy mogli postarać się o zorganizowanie środków finansowych na jej wykupienie. W całej sytuacji dużą rolę odgrywa czas- im szybciej klacz trafi na leczenie, tym większe ma szanse na przeżycie. Mamy już specjalistów, którzy podejmą się leczenia. Najważniejszy jednak będzie dobry kowal- a takiego również mamy . Kochani, jeśli zechcecie nam pomóc i uda się wykupić to chore, końskie dziecko...... to będziemy mieć w Przystani Amatę- takie właśnie imię chcemy jej nadać, aby przetrwała pamięć o tej, której nie zdążyliśmy pomóc. Pomóżmy jej wspólnie bo w tej chwili konieczna jest natychmiastowa pomoc weterynaryjna, aby uśmierzyć ból i dać szansę na dalsze życie, które wyceniono na 1500 zł. Do tego dochodzą koszty transportu i natychmiastowa konieczność podjęcia leczenia. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem „Na ratowanie Amaty” z całego serca pięknie dziękujemy.

 

21 maja 2008

Dolly kolejny raz prosi o pomoc. Kochani!

 

Kolejny raz ośmielamy się prosić Was o pomoc dla naszej klaczy Dolly (uratowanej z targu w Skaryszewie - więcej na ten temat w archiwum aktualności). Dolly nadal przebywa w klinice dla koni pod troskliwą opieką Doktora Andrzeja Golachowskiego. Dzielnie przeszła już trzy operacje wycięcia narośli na nodze. Niestety zrobiło się ciepło i rana gorzej się goi, dlatego Dolly pozostanie nadal w klinice. Odwiedziliśmy ją i z zachwytem patrzymy jak z przerażonego, wystraszonego i nieufnego konia, Dolly zmieniła się w cudowną i kochaną klacz (jedynie podczas zmiany opatrunków sprawia pewne problemy). Życie tej klaczy zostało właściwie ocalone cudem- współtowarzyszka niedoli, z którą Dolly była prowadzona do transportu śmierci nie miała tyle szczęścia i tak jak setki koni, wyjechała z targu w Skaryszewie na śmierć. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc finansową na leczenie uratowanej Dolly, tymbardziej, że z całą pewnością nie miała łatwego życia. Za okazane jej serce i pomoc, za każdą wpłatę, każdą złotówkę przekazaną przez Państwa z dopiskiem "Dla Dolly" - z góry serdecznie dziękujemy.
 


 

 

15 lutego 2008

Święto koni- ale nie dla koni.........
 

"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"

EWA SZELBURG ZAREMBINA
 


 

Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie, na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo- kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części, która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu..... Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia. Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję, że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego, nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz, która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim- dziękujemy.....

 

 

 

"Święto koni" ?- Skaryszew - galeria specjalna
 

 

31 stycznia 2007


Przystań Ocalenie w kolejnym programie   "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu  wyemitowane w TVP3 Kraków

 

 

13 grudnia 2007


Zobacz materiał, który ukazał się w programie regionalnym TVP 3 Kraków
 

 

05 marca 2007

Wstępy 2007 Święto konia, ale czy dla koni..?

 

Skaryszew 26.02.2007r. targ koński- Wstępy 2007- to święto konia, ale czy dla koni.... To i wiele innych pytań postawiliśmy sobie widząc kolejny raz ogromną tragedię tych pięknych i szlachetnych zwierząt. Byliśmy świadkami wielu dramatów z udziałem końskich skazańców... to właśnie tutaj w Skaryszewie rozpoczęła się dla większości z nich  droga nie do rekreacji, nie do pracy dla człowieka, nie do przyjaźni.....  ale na śmierć.

 

 

Mogliśmy tylko bezradnie prosić Wiatronogiego Boga Koni o lekką śmierć dla nich.... Widzieliśmy wiele scen, które rozdzierały serce.......... widzieliśmy końskie matki jak razem ze swoimi dziećmi odjeżdżały w ostatnią drogę...... mogliśmy tylko zadać sobie okrutne pytanie- czy matka umrze na oczach dziecka, czy dziecko zabiją na oczach matki.......? Widzieliśmy spracowane staruszki, które nie zasłużyły na emeryturę....... widzieliśmy piękne, pełne życia i ogromnie wystraszone źrebaczki ładowane na śmierć........... i setki innych klaczy, wałachów, ogierów.....

Niestety nadal używa się brutalnych metod przy załadunku i rozładunku.... Okrucieństwo i barbarzyństwo wobec braci mniejszych to tam normalne zachowania.  Szczerze mówiąc pojechaliśmy do Skaryszewa, aby zobaczyć czy cokolwiek od ubiegłego roku się zmieniło... czy ktokolwiek z osób odpowiedzialnych za ten targ przestrzega Ustawy o Ochronie Zwierząt. W obecnej naszej  trudnej sytuacji, kiedy problem goni problem, nie liczyliśmy się z tym, że zawalczymy o kolejne końskie życie. Jednak przechodząc między samochodami spostrzegamy konia, który słania sie na nogach, ledwo stoi.... stanęliśmy przy nim, żeby zobaczyć co się dzieje, szukamy właściciela, ale  zjawił się dopiero po około godzinie. Pytamy go co się stało z koniem, dlaczego jest w takim stanie, dlaczego przywiózł na targ chore zwierzę. Widać, że klacz jest stara, trzęsie się z zimna, z boku głowy duża cięta rana, z nozdrzy i pyszczka leje się krew-najprawdopodobniej upadła w samochodzie. Okazało się, że w takim stanie jechała ponad 350 km.... głaskamy ją po głowie, a nagle z oczu płyną jej ogromne łzy,,,, proszę Państwa tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć.... Błagała nas o pomoc- nie mogliśmy przejść obojętnie- i uratowała sobie życie. Niestety pozostał jeszcze jeden problem- nie mamy na targu samochodu ani przyczepy.... kilka telefonów i organizujemy transport dla niej.... Dobijamy targu- oczywiście znowu obok stoją inne biedaki patrząc na nas.... zdejmujemy sznur z głowy klaczy, zakładamy kantar i zabieramy ja ze sobą........ Klacz idzie powolutku, niestety po kilku krokach upada na targu. Usiłujemy ją podnieść, ale nie daje rady wstać. Dominik idzie na drugi koniec targu szukać lekarza weterynarii, niestety zablokowana główna ulica i boczne drogi sprawiają, że dojazd weterynarza trwa ponad godzinę. Klacz dostaje leki, okrywamy ją kocami i derką, ktoś przynosi siano.... pada wiele komentarzy dotyczących stanu konia a wygląd kopyt i nóg jest szokujący. Klacz leży nadal... cały czas siedzi przy niej Karolina, okrywa ją derką, ociera krew wypływającą z rany...... po kilku godzinach próbujemy ją podnieść........ i udaje się. Pozostaje jeszcze załadunek do przyczepy. Klacz jest przerażona, na widok samochodu znowu pojawia się łza, trwa to bardzo długo, robimy wszystko powoli, delikatnie, nie chcemy jej dodatkowo stresować. Wreszcie udaje się i jedziemy bezpiecznie do stajni, gdzie rozpocznie nowe życie. Niestety nie ma jej narazie w Przystani, ale już byliśmy u niej dwukrotnie. Jest ogromnie przerażona, weterynarz mówi, że była źle traktowana, każdy gwałtowniejszy ruch w jej obecności kończy się tym, że wciska się w kąt swojego boksu. Często nowe koniki, które do nas przyjeżdżają przypominają te, które od nas na zawsze odeszły. I tym razem jest tak samo, dostrzegamy w niej naszego Lakusia- powykrzywiane nogi, wytarta sierść, ogromny strach i przerażenie w oczach- natomiast głowę ma podobną do Kostusia.... W tej chwili przechodzi grypę, ma pęknie kopyta, głęboką ranę na głowie, pozostaje pod stałą opieką weterynaryjną. Może z biegiem czasu jej stan zdrowia ulegnie poprawie, ale psychikę trzeba będzie długo odbudowywać- bardzo boi się ludzi i nie ufa nikomu ... Dostała nowe imię na nowe życie- Petra.  Zdajemy sobie sprawę z tego, że ciągle Państwa prosimy o pomoc, ale może moglibyście Państwo wysłać ten nasz apel znajomym, przyjaciołom, może ktoś zechce pomóc Petrze.... Jest okrutnie wyniszczona, pracowała pewnie całe życie, właściciel nie pozwolił jej odpocząć... chorą i słabą posłał na śmierć... Przywróćmy jej wiarę w człowieka- prosimy.... pomóżmy Petrze. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem- Petra- z serca dziękujemy. Pragniemy podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że ona żyje, że nie podzieliła losu setek koni, które tego dnia wyjechały ze Skaryszewa na śmierć- Karolinie, która opiekowała się Petrą, kiedy Dominik szukał weterynarza, Stefanowi, Wojtkowi Cieplińskiemu za transport, dziękujemy też za siano, które ktoś podarował Petrze na targu....

Chodząc po skaryszewskim targu, między pełnymi samochodami załadowanymi końmi do rzeźni zagranicznych i krajowych, targu, który ma być wielkim świętem konia, uświęconym wiekową tradycją, uświadamiamy sobie, że może kiedyś tak było, ale obecnie to jest święto, ale nie dla koni.... jest to dla setek koni pełne okrucieństwa miejsce ostatniej drogi na śmierć.... jest to święto rzeźni......

 

Czy to jest naprawdę święto koni... Wstępy 2007

 

     

 

 

Słyszeliśmy płacz koni............

Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości wciąż przypominają o  tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych, opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół....... Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość , a także nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam  - ludzie walczą o życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy zaoszczędzić naszemu Kasztankowi.  Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki, konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak starsze, wypracowane konie pociągowe,  strasznie brudne, sponiewierane, z pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są wyprowadzane z samochodów-  wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to przerażający płacz-zostanie w naszych uszach , pamięci i sercu na zawsze-płacz tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo,  dla nas to widok przerażający, trudny do zniesienia  ....... Nie możemy nic zrobić, stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za  tyle lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na Policję  i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć możliwość  tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić. Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy, podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi, którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść, zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika  na miejsce i dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........  a tym, którzy z takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy zwierząt na zamówienie składane  jak w sklepie. Ratujemy  te, które w danej sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo  mamy poparcie naszych wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą, wychudzony i niedołężny konik znalazł  kilku sponsorów, tak że jeszcze wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią,  żywo interesują się tym co się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o  wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl  tam - miejsce heroizmu ludzi w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze, miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem, troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu ,w którym, człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,  mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze jedna  wiadomość -o starym około 22 letnim  koniku Maćku, który jeszcze pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie  i mamy nadzieję, że razem uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas, że najpierw  ratuje się ludzi, ale byliśmy  na miejscu zdarzenia zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy  na informacje........ Kolejny raz stając tam  z poczuciem niemocy i bezradności w obliczu  tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8 letniej działalności... Długo  będziemy  go pamiętać..........

Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i domowników:



 
 

22 czerwca 2007

Mały WIELKI procent... Mamy upragniony kawałek ziemi

 

 ..."Tyle jesteś kimś, ile jesteś miłością, i tylko to co w twoim życiu zostało obrócone w miłość zostaje uwiecznione"...

śp. Ks Jan Twardowski


Te piękne słowa kierujemy do Was wszystkich... to Wam dziękujemy za Waszą miłość i szacunek wobec braci mniejszych.

 

Kochani- tak naprawdę to do ostatniego dnia, który wyznaczał termin sfinalizowania zakupu ziemi nie wierzyliśmy, że będzie to możliwe. Zdawaliśmy sobie sprawę, że możemy zawsze na Was liczyć, kiedy chodzi o ratowanie życia kolejnych zwierząt, nie sądziliśmy jednak, że i to będzie na nasze wspólne możliwości- przecież w grę wchodziła duża kwota związana z zakupem kawałka ziemi dla podopiecznych Przystani Ocalenie. Wspaniale, że zeszło się to z przekazywaniem 1% na rzecz organizacji pożytku publicznego, do których zalicza się również nasze stowarzyszenie. Wreszcie MOŻEMY WAM powiedzieć- napisać, że mamy wymarzony i jakże upragniony kawałek ziemi. Często wydaje się Państwu, że mając np 5 zł do przekazania na rzecz OPP, że to śmieszna kwota i nie opłaca się jej wpłacać. Otóż każda wpłata, nawet ta najmniejsza jaką otrzymaliśmy (1,70zł) i wszystkie inne były dla nas bezcenne (największa to około 3 tys. zł). To właśnie te sumy, które dla kogoś były groszami dla nas okazały się na wagę życia naszych zwierząt i istnienia Przystani Ocalenie. Wiemy, że dziękujemy to wprawdzie niewiele, ale te podziękowania płyną prosto z naszych serc. Dziękujemy w imieniu swoim tzn. całego naszego Stowarzyszenia oraz  w imieniu wszystkich naszych ocalonych zwierząt. Pragniemy podziękować wszystkim Państwu, którzy przekazaliście nam swój 1 %- naszym kochanym stałym sponsorom, przyjaciołom, wszystkim, którzy odwiedzaliście naszą stronę po publikacjach w czasopismach związanych z naszą kampanią 1%. Szczególnie dziękujemy czytelnikom Nieznanego Świata, którzy jak zwykle dzwonili i mocno nam kibicowali, portalowi internetowemu "Konie i My" (tam mamy także wielu przyjaciół-szczególnie Markowi Wiśniewskiemu i Piotrowi Lewandowskiemu, oraz całej ekipie), słuchaczom stacji radiowych, w których był nadawany nasz spot reklamowy oraz wszystkim osobom, które roznosiły, rozwieszały nasze ulotki i plakaty zachęcały do pomocy naszemu przytulisku.  Pragniemy serdecznie podziękować Pani Kasi Kresek Urbaniak, która kolejny raz przekazała nam "tę brakującą kwotę", oraz Panu Januszowi Gaweł za piękne słowa i ogromną pomoc finansową. Dziękujemy także naszym kochanym przyjaciołom z Zespołu Wilki- Monice i Robertowi Gawlińskim, którzy również wsparli wykup ziemi przekazując nam swój 1 % oraz umieszczając naszą ulotkę w swojej ostatniej płycie pt. "Obrazki". Nasz niewidomy Sedum jest już na swoim- marzyliśmy, żeby ten kawałek ziemi i drzewo ocalić dla nich i udało się- tylko dzięki Wam! Ponadto dzięki zebranym pieniążkom udało nam się zakupić dwie maszyny rolnicze-kosiarkę i przewracarkę do siana, no i już mamy pierwsze swoje siano. Wydzierżawiliśmy również pole rolne i całe........ obsialiśmy marchewką... Wszystko dla naszych podopiecznych, aby niczego im nie zabrakło. Dzień zakupu ziemi był dla nas szczególny i na długo pozostanie w pamięci-wspaniałe chwile przeplatały się ze łzami... uratowana ziemia i przyszłość Przystani, uratowane życie dwóch spracowanych klaczy- Carmen i Fado... które ocalały cudem oraz widok krwi i prośby w oczach tych, którym nie mogliśmy pomóc.......

 

 


Zobacz los braci mniejszych- Pomóż!!!  Nie bądź obojętny...


 

 

 

Może to sukces.....ale ile  cierpienia tych pięknych zwierząt widzieliśmy....

 


Materiał Ekspresu Reporterów TVP2
 

Podczas jednej z naszych wizyt na targowisku końskim w Bodzentynie zatrzymaliśmy jednego z przewoźników, który w nieprawidłowych warunkach transportował konie do ubojni, ale niestety wszelkie nasze próby uzyskania pomocy na policji i u lekarza weterynarii nie odniosły wówczas zamierzonego skutku, nie pomogły nasze prośby, nie udało się nam pomóc tamtym koniom. nawet temu ze złamaną nogą........pojechały na śmierć.............
Na podstawie zrobionego materiału przez TVP program 2  ekipie Ekspresu Reporterów, zostało skierowane doniesienie o popełnieniu przestępstwa i przewoźnik został ukarany. W przeciągu zaledwie roku od wydania przez Sąd Prawomocnego Wyroku  ten sam przewoźnik w dniu 07 03 2005  dopuścił się dokładnie takiego samego czynu, czyli znowu transportował w nieprawidłowych warunkach niepełnosprawnego konia, oraz załadował zbyt wiele zwierząt przez co naraził je na dodatkowe cierpienie, ponadto padło wiele gróźb karalnych pod naszym adresem, łącznie z groźbami dotyczącymi pozbawieniem nas życia.... Ponownie złożyliśmy doniesienie o popełnieniu przestępstwa i 15 stycznia 2007 w Sądzie Rejonowym w Tychach został  ogłoszony wyrok, który brzmi:

5 lat- zakazu wykonywania działalności gospodarczej dotyczącej zarobkowego skupu i transportu zwierząt
1 rok więzienia w zawieszeniu na 4 lata- za znęcanie się nad zwierzętami oraz stosowanie gróźb karalnych
oraz grzywna na rzecz skarbu Państwa i zwrot wszystkich kosztów procesu.

Zdajemy sobie sprawę, że ten wyrok nie jest wymierny do tragedii i cierpienia koni, które ten przewoźnik od kilkunastu lat woził do rzeźni, ale chociaż udało nam się wywalczyć tyle....
Pamiętamy do dzisiaj oczy tych, które patrzyły z nadzieją, że im pomożemy, niestety po trudnych negocjacjach udało się nam ocalić jednego....
Ukochana Viki, chociaż Ciebie już nie ma..... w naszych sercach pali się płomień pamięci o tobie, pozostaniesz w nich na zawsze.... pamiętamy również o twoich współtowarzyszach, które pojechały na śmierć..... im się nie udało.... jak bardzo bolą te wydarzenia, jaki straszny smutek pozostawiają na zawsze....


 

PILNE!! Nadal potrzebna pomoc dla Odrusi!

Poszukujemy pilnie lekarstwa o nazwie EQUIPALAZONE
, jest bardzo potrzebne dla  Odrusi i Węgielka. Niestety, nie ma ono atestu w Polsce, można je kupić w Niemczech lub Austrii. Bardzo prosimy Państwa o pomoc w jego zdobyciu. Może ktoś z Państwa wyjeżdża w tamte strony na wakacje i pomoże nam je zdobyć. Potrzebne jest w postaci proszku lub pasty w tubkach, aby można je było dodawać do karmy. Błagamy o pomoc dla niej-ona nadal walczy o każdy dzień życia, serduszko silne tylko nóżki chore, większość dnia stoi i drepta po boksie nawet na kilka minut wychodzi na spacery- to wspaniały, kochany koń, a to lekarstwo to jedyne co możemy dla niej jeszcze zrobić. Potrzebne  jest także  dla Węgielka, który już się uodpornił na wszystkie lekarstwa poprawiające stan stawów i niestety od tygodnia nie podnosi się sam, a gdy uda się nam go podnieść stoi w boksie  i nie chce wyjść z niego - nogi odmawiają  posłuszeństwa, obawiamy się , że zbliża się.... To niesamowite jak bardzo chcą żyć -choć ciało słabe to w nich jest taka silna wola życia, że przezwyciężają wszelkie niedoskonałości ciała, jak bardzo my ludzie moglibyśmy się nauczyć od nich szacunku dla  cudu życia, dla każdej minuty przeżytej na Ziemi, walki o życie za wszelką cenę, ktoś powie , że to instynkt, a może coś więcej?!  -  możemy im pomóc ofiarowując to lekarstwo  lub pomoc w jego zakupie.  Już kiedyś  prosiliśmy o pomoc  dla Odrusi i ją otrzymaliśmy - teraz jeszcze Węgielek potrzebuje tego samego - to najstarsi i jednocześnie pierwsi mieszkańcy Przystani Ocalenie-błagamy o pomoc dla nich. Będziemy wdzięczni bezgranicznie!!! Wszelkie informacje dodatkowe pod tel. 0 501 241 784.








"Każde zwierzę ma prawo do poszanowania.

Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"

Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.



Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.

Uwaga!

Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.


 

Modlitwa Konia z Transportu BARBARY BORZYMOWSKIEJ

ŚCIĄGNIJ!



Bardzo pilne!!!
Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!


Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej) wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale nikt nie wyciąga  z żadnych  konsekwencji wobec osób dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....


WIĘCEJ - KLIKNIJ!!!



Zwracamy się z ogromną prośbą do wszystkich ludzi dobrej woli. Jak Państwo wiecie w naszej "Przystani Ocalenie" jest wiele zwierząt , niektóre mają tu swój dom, inne są tylko na chwilę. Tu są leczone po traumatycznych przeżyciach i czekają na swoich nowych opiekunów. Wszystkie te zwierzaki mają tu swoje miejsce, posłania i miski. Ich obecność w przystani odciska jednak piętno na meblach i innych akcesoriach. Dostajemy od Państwa stare nie potrzebne meble ale ich stan przy takiej ilości zwierząt i wolontariuszy szybko się pogarsza ... Nasze koty ostrzą sobie o nie pazury a częste czyszczenie niszczy tapicerki. Prosimy więc o pomoc. Z wielka wdzięcznością przyjmiemy wysłużone wersaliki, kanapy czy fotele. Także krzesła i pufy z radością przyjmiemy. Jeśli ktoś z Państwa miałby starą kuchenkę na prąd lub gaz to również ogromnie się u nas przyda. Nasza kuchnia ma nieczynne dwa palniki  więc zwierzaki z niecierpliwością czekają na "obiad"... Ponadto zdarza się że stosujemy handel wymienny i przyda nam się właściwie wszystko co Państwu jest zbędne. Ostatnio wymieniliśmy zestaw ogrodowy na stare sanie, które sami wyremontowaliśmy i teraz wozimy nimi, przez  leśne zaspy, jedzenie dla dzikich zwierząt. Więc jeśli ktoś z Państwa chciałby nas wspomóc my z wdzięcznością przyjmiemy każdy sprzęt czy mebel. Jesteśmy gotowi to sami odebrać. Jeśli chodzi o dalsze okolice to również z Warszawy i miejscowości trasy W-wa - Katowice. Serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za pomoc.

Serdecznie dziękujemy za każdą, nawet najmniejszą, wpłatę dla naszych zwierząt. Każda kwota przyczynia się do ratowania następnych okrutnie doświadczonych przez ludzi zwierząt. Wiemy, że te pieniądze płyną prosto z Państwa serc i za to jesteśmy ogromnie wdzięczni.  Informujemy, że ofiarowany na nasze konto datek, jest równoznaczny z chęcią otrzymywania od nas, bezpłatnie, kaset video z filmami o naszej "Przystani Ocalenie" oraz zdjęć i biuletynów informacyjnych. Wszystkim Państwu serdecznie dziękujemy. Zarząd KPdZ.



[Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej]

 

 

 

Księga Gości


KONTAKT DO NAS:

Tel. kom: 0-501-241-784
                0-603-586-183

Tel. fax.+48 32 4482077

 

 


Horsesport Jeździecki Portal Informacyjny

 

  

 

SSSMOK - zwierzakowa toplista :)

 

©Copyright 05.2004. Site by sssmok®. Wszelkie prawa zastrzeżone.