|
|
Przytulisko Przystań Ocalenie nie użycza, nie wymienia i
nie oddaje koni. Konie zostają u nas do końca swoich dni.

Komitet
Pomocy dla Zwierząt
Zapraszamy Państwa na nasze aukcje- ALLEGRO, które nie
różnią się właściwie niczym od tysięcy innych... ale środki
zdobyte dzięki temu pomagają nam w utrzymaniu naszego
przytuliska.
Czytaj więcej ...
NOWE AUKCJE!!!

10 sierpnia 2008
1% ratuje życie Borutka dziękuje za ratunek!

Wielkie wyrazy wdzięczności przekazujemy wszystkim Państwu, którzy
podobnie jak w poprzednim roku okazaliście nam swoje zaufanie. I
choć w tym roku tylko urzędy skarbowe wiedzą kto dokonał przekazania
1% swoich podatków, to jednak od wielu z Państwa- naszych stałych i
wiernych przyjaciół- wiemy, że prowadziliście swoją własną kampanię
pozyskiwania 1% dla naszej Przystani. I za to właśnie serdecznie Wam
kochani dziękujemy!!! Ci z Państwa, którzy byliście w Przystani
jakiś czas temu oraz odwiedziliście nas ponownie w niedawnym czasie,
mogliście się przekonać, jak bardzo to miejsce się zmieniło, jak
wiele udało nam się zrobić. Jednak nic byśmy nie zrobili, gdyby nie
ten Wasz często mały, ale tak wielki w sumie z innymi 1% podatku.
Wspaniała jest ta Wasza wielka przyjaźń- zaufanie okazane nam i
szacunek oraz szansa na życie dla naszych braci mniejszych!!! Dzięki
tym wpłatom przygotowujemy nową oborę i odrębny wybieg dla naszych
krów, których po brawurowej ucieczce z rzeźni naszej gwiazdy (krowy
znanej w całej Polsce) mamy w tej chwili 4. Właśnie dzięki
pieniądzom z 1% uratowaliśmy jej życie, a obecnie skupujemy siano,
słomę, owies i inne zboża, aby zapewnić zapasy na zimę Borutce i
wszystkim mieszkańcom Przystani oraz innym zwierzętom, którym w
miarę naszych możliwości, staramy się pomagać przez cały rok. Dzięki
Państwa wpłatom mogliśmy w zeszłym roku zakupić niezbędne, używane
maszyny rolnicze, które pozwalają nam obrabiać, a teraz także
zbierać plony- zboża, słomę oraz siano z pól i łąk, które mogliśmy
wydzierżawić. Czekają nas jeszcze zbiory marchewki i ziemniaków,
które przygotowaliśmy po to, aby jesienią nasze konie, krowy, kozy,
owce i świnki miały ten przysmak jak najdłużej. W ostatnim czasie
przekonaliśmy się, że konieczna jest zmiana naszej przyczepy do
przewozu zwierząt na taką, która będzie dawała możliwość
wyprowadzania ich również przodem. Planujemy także naprawić chociaż
częściowo- dachy na budynkach w Przystani, utwardzić i wyłożyć
płytami kolejne fragmenty terenu wokół boksów- każdy kto był u nas w
czasie lub po deszczu wie, jak wielkim problemem było błoto i
niemożność swobodnego poruszania się po obejściu. Jeśli wszystko się
dobrze ułoży, postaramy się doprowadzić wodę do stajni, tak aby
konie miały stały dostęp do wody- bo dotychczas wiele czasu
poświęcamy na pojenie. W sytuacji, w której 1% podatku jest wpłacany
przez urzędy skarbowe tak późno- bo do końca lipca, tak wyglądają
nasze plany związane z wykorzystaniem tych środków. Jeszcze raz
serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za przekazanie tych
pieniędzy, za Waszą akcję promocyjną i determinację w pozyskiwaniu
kolejnych wpłacających- o czym niekiedy do nas piszecie, dzwonicie i
pytacie o wyniki tej agitacji! To wszystko sprawia, iż kolejny raz
uświadamiamy sobie, że mamy wielu wiernych przyjaciół, którzy myślą
o Przystani jak o swoim dziele, dbają o jej dobre imię i przyszłość
naszych zwierząt pozyskując nowych sponsorów, którzy razem z nami
zapewniają im codzienne utrzymanie i możliwość spokojnego życia.
Dziękujemy Wam za wielkie serce, które jest na wagę życia
mieszkańców Przystani Ocalenie!!!

26 lipca 2008
BŁAGAMY WAS O POMOC !
CZAS NAGLI ! OCALMY BORUTKĘ!!!
24 lipca- przy rozładunku jednej z krów w rzeźni pod Suwałkami,
cudem udało się jej uciec. Może nikt nie odnotowałby tego faktu,
gdyby krowa nie przebiegła przez pół miasta rozpaczliwie szukając
schronienia i dezorganizując ruch uliczny. Oddziały policji i straż
pożarna goniły oszalałe ze strachu zwierzę, któremu zaświtała
okruszyna nadzieja na życie. Została ostatecznie osaczona na placu
zabaw dla dzieci, gdzie próbowała się schować. Odstrzelono ją
lotkami ze środkiem usypiającym. Odurzoną, już bez nadziei, krowę
odtransportowano z powrotem do rzeźni. Ponieważ obecność leków
uniemożliwiła natychmiastowy ubój, krowa jeszcze żyje. Jej „krzyk o
życie" dotarł do uszu i serc wielu ludzi i organizacji
prozwierzęcych. Niestety, mimo nieomal natychmiastowego wykupienia
krowy wspólnie z Fundacją Viva! Akcja Dla Zwierząt i przyjazdu po
nią wozem przeznaczonym do transportu, Powiatowy Lekarz Weterynarii
zasłaniając się przepisami, wydal decyzje, ze krowa musi zostać
poddana ubojowi. Dotychczasowe apele o litość nie odniosły żadnego
skutku, a przecież nawet ludzi skazanych na śmierć ułaskawia się w
szczególnych przypadkach, a takim na pewno była ucieczka krowy z
rzeźni, co przecież graniczy z cudem. Czy nie należy się Jej akt
łaski? Prosimy, błagamy o telefony i maile do Powiatowego Lekarza
Weterynarii, bo to w jego gestii leży ten humanitarny gest. Czasu
jest bardzo mało. Mamy czas do poniedziałku, jesteśmy na miejscu i
nie wyobrażamy sobie powrotu bez Borutki.
Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Suwałkach
Powiatowy Lekarz Weterynarii - Witold Wałecki
suwalki.piw@wetgiw.gov.pl
16-400 Suwałki, ul. Utrata 9
tel.: (0-87) 566-54-81
faks: 566-40-06
Więcej informacji:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Szalona-ucieczka-krowy-z-podsuwalskiej-rzezni,wid,10188057,wiadomosc.html
http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080725/REG10/105709848

10 lipca 2008
Przystaniowe pary-Franuś i Carmen-i
spółka...


Kochani! Często dzwonicie do nas z zapytaniem o to, jak się czuje
Franuś- górski, spracowany konik, przyjaciel naszego ukochanego
Kostusia. Dlatego pragniemy Wam jeszcze raz podziękować za pomoc dla
Frania- za wszystkie emaile, telefony oraz za pomoc finansową jaką
otrzymaliśmy aby go uratować. Wiele serc poruszył ten konik, a
najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nadal o nim pamiętacie.
Franuś znalazł w Przystani swoją wielką, końską miłość- Carmen.
Kiedy dołączył do starszych koni na pastwisku zaczął adorować
Carmen- chodził za nią nieustannie, lizał, podgryzał, kładł głowę na
niej, nie odstępował jej ani na krok. Ona początkowo uciekała przed
nim, a gdy udało jej się uciec do boksu, to już żadną siłą nie dało
jej się stamtąd wyciągnąć. Jednak od kiedy Franio został
przeniesiony do sąsiedniego boksu, Carmen przyzwyczaiła się do tego
natrętnego adoratora. Odtąd spędza z nią każdą chwilę na pastwisku,
pilnuje jej gdy konie wracają z pastwiska do boksów. Bardzo się
cieszymy, że koń, który tyle lat przeżył sam, ma teraz swojego
wielkiego przyjaciela. Pisaliśmy Państwu już kilkakrotnie jak bardzo
ważne są te przyjaźnie dla naszych koni, a zwłaszcza w momencie,
kiedy jedno z nich choruje, wtedy stara się jeszcze żyć jakby dla
tego drugiego..... ale kiedy jedno z pary odchodzi, wtedy to
prawdziwy dramat dla tego, który pozostaje.... Mamy kolejny tego
dowód- niedawno odeszła nasza Balbinka, a jej wierna przyjaciółka
Gala codziennie jej szuka- obchodzi pastwiska, boksy, woła,
nasłuchuje, wypatruje, czeka, tęskni, chudnie.... nie umie się
zaprzyjaźnić z żadnym innym koniem. To najtrudniejsze chwile w tej
końskiej przyjaźni….. tęsknota i czekanie na przyjaciela, który już
nie wróci, no i dla nas, bo nie możemy w żaden sposób pomóc. A
wracając do Frania- to musimy Państwu napisać, że nie lubi ludzi,
stara się nas straszyć na wszelkie możliwe sposoby- np. ma taki
ciekawy sposób nabierania wody i opluwania odwiedzających Gości,
którzy podchodzą zbyt blisko do Carmen. Jest nadopiekuńczy- pilnuje
jej przed wszystkimi, nawet ostatnio przeganiał od niej kowala i
weterynarza. Mimo wszystko bardzo kochamy tego łobuza i bardzo się
cieszymy, że trafił dzięki Państwu do naszego przytuliska. Wiadomość
z ostatniej chwili: Franuś ma konkurencję..... Carmen jako partnerkę
życiową upatrzyli sobie jeszcze Figaro i staruszek Kacperek- więc
jest ich już trzech. Trudno się im dziwić, bo Carmen to przepiękna i
niezwykle spokojna klacz. Trochę denerwuje ją to zbyt wielkie
zainteresowanie ze strony końskich mężczyzn..... a i oni patrzą na
siebie spod byka..... to się porobiło.....

7 lipca 2008
Karol- nasz nowy podopieczny Kochani!

W ostatnim czasie tak wiele się dzieje- ten rok jest dla nas
wyjątkowo trudny, choć właściwie zawsze sądzimy, że kolejny będzie
spokojniejszy, a życie pisze inny scenariusz. Pożegnaliśmy w tym
roku wielu naszych zwierzęcych przyjaciół- i choć wiemy, że tak musi
być, że to staruszki, schorowane i wyniszczone, że są u nas tak na
dożycie, na krótko, i że miały w Przystani najlepszy czas w swoim
życiu- to te pożegnania są dla nas zawsze trudne. Bardzo brakuje nam
tych, które odeszły, ciągle łapiemy się na tym, że pytamy o nie,
szukamy ich, idąc do jakiegoś boksu stajemy zdumieni, że nie ma
tego, którego szukaliśmy pewnie Ci z Państwa, którzy stracili kiedyś
swojego ukochanego, zwierzęcego przyjaciela rozumieją co czujemy....
u nas jest to jeszcze spotęgowane ilością naszych podopiecznych.
Jednak życie toczy się dalej, wokół tak wiele jest innych
potrzebujących pomocy. Karol to kilkuletni wałaszek po poważnej
kontuzji, przekazany nam przez Akademię Rolniczą. Ma problemy z
chodzeniem musi dostawać kwas hialuronowy- co stanowi dość duży
koszt dla nas, ponieważ jego leczenie będzie długotrwałe i
kosztowne. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc na zakup lekarstwa
dla niego. Ma wspaniałą opiekę- serdecznie dziękujemy Kasi za
wszystko co robi dla niego oraz Panu Doktorowi Radomirowi
Henklewskiemu za stałą opiekę weterynaryjną. Za wszelkie wpłaty na
leczenie Karola z całego serca wszystkim Państwu dziękujemy.


1 lipca 2008
Amata jest Nasza

Kochani Nasi kolejny raz pragniemy Wam z całego serca podziękować za
pomoc, jaką okazaliście Amacie. Amata jest już z nami, jeszcze
trudno powiedzieć jak szybko będzie przebiegało jej leczenie,
ponieważ przypadek jest dość poważny, ale jest już pod wspaniałą
opieką lekarza weterynarii i kowala. Jest koniem dość trudnym i
bardzo nerwowym, na widok człowieka reaguje bardzo agresywnie, nie
była chyba zbyt dobrze traktowana... do tego jeszcze dochodzą chore
nogi i towarzyszący temu ból. Amata jest po ciężkim ochwacie i ma
duże problemy z poruszaniem się, ale jak pisaliśmy Państwu wcześniej
wszystko właściwie w rękach kowala, a Pan Tadeusz Rusak pomógł już
kilku naszym konikom (tzw. trudnym przypadkom), wierzymy, że i teraz
pomoże Amacie. Dziękujemy również lek weterynarii Pani Gabrysi Rusak
za opiekę weterynaryjną nad Amatą. Gorąco prosimy Państwa nadal o
pomoc finansową na leczenie Amaty. Za wszelką pomoc już okazaną
jeszcze raz serdecznie wszystkim dziękujemy

16 czerwca 2008
Amata..... czy zdążymy jej pomoc
Amata..... klacz o tym imieniu żyje w naszych sercach, żyje w naszej
pamięci...... chociaż tak naprawdę to jej już nie ma. Kilka lat temu
przegraliśmy z czasem walkę o jej życie. Widzieliśmy ją tylko jeden
jedyny raz, ale zapadła nam głęboko w serce- była chora,
potrzebowała pomocy, a my chcieliśmy dać jej dom, weterynaryjną
pomoc i naszą opiekę. Zorganizowaliśmy potrzebne środki finansowe i
pojechaliśmy po nią...... niestety Amata była już w miejscu, z
którego nie mogliśmy jej ocalić..... jedyne co mogliśmy zrobić- to
zapamiętać ją na zawsze. Niestety jej właściciel nie udzielił jej
pomocy, a sprzedał ją na rzeź. Do dzisiaj pamiętamy ten dzień, tak
głęboko zapadł w naszą pamięć..... Dzisiaj otrzymaliśmy podobny
telefon o klaczy, która jest chora..... jeśli jej nie kupimy-
"pójdzie na mięso". Wróciły wspomnienia o Amacie...... dlatego
kochani z całego serca prosimy o pomoc dla niespełna 3 letniej
klaczy- właściwie to jeszcze końskie dziecko, a jej życie już
dobiega końca. Nie możemy jeszcze napisać nic więcej poza tym, że
rozmawialiśmy już z właścicielem, prosząc o kilka dni czasu, abyśmy
mogli postarać się o zorganizowanie środków finansowych na jej
wykupienie. W całej sytuacji dużą rolę odgrywa czas- im szybciej
klacz trafi na leczenie, tym większe ma szanse na przeżycie. Mamy
już specjalistów, którzy podejmą się leczenia. Najważniejszy jednak
będzie dobry kowal- a takiego również mamy . Kochani, jeśli
zechcecie nam pomóc i uda się wykupić to chore, końskie
dziecko...... to będziemy mieć w Przystani Amatę- takie właśnie imię
chcemy jej nadać, aby przetrwała pamięć o tej, której nie zdążyliśmy
pomóc. Pomóżmy jej wspólnie bo w tej chwili konieczna jest
natychmiastowa pomoc weterynaryjna, aby uśmierzyć ból i dać szansę
na dalsze życie, które wyceniono na 1500 zł. Do tego dochodzą koszty
transportu i natychmiastowa konieczność podjęcia leczenia. Za
wszelkie wpłaty z dopiskiem „Na ratowanie Amaty” z całego serca
pięknie dziękujemy.

21 maja 2008
Dolly kolejny raz prosi o pomoc. Kochani!
Kolejny raz ośmielamy się prosić Was o pomoc dla naszej klaczy Dolly
(uratowanej z targu w Skaryszewie - więcej na ten temat w archiwum
aktualności). Dolly nadal przebywa w klinice dla koni pod troskliwą
opieką Doktora Andrzeja Golachowskiego. Dzielnie przeszła już trzy
operacje wycięcia narośli na nodze. Niestety zrobiło się ciepło i
rana gorzej się goi, dlatego Dolly pozostanie nadal w klinice.
Odwiedziliśmy ją i z zachwytem patrzymy jak z przerażonego,
wystraszonego i nieufnego konia, Dolly zmieniła się w cudowną i
kochaną klacz (jedynie podczas zmiany opatrunków sprawia pewne
problemy). Życie tej klaczy zostało właściwie ocalone cudem-
współtowarzyszka niedoli, z którą Dolly była prowadzona do
transportu śmierci nie miała tyle szczęścia i tak jak setki koni,
wyjechała z targu w Skaryszewie na śmierć. Dlatego z całego serca
prosimy o pomoc finansową na leczenie uratowanej Dolly, tymbardziej,
że z całą pewnością nie miała łatwego życia. Za okazane jej serce i
pomoc, za każdą wpłatę, każdą złotówkę przekazaną przez Państwa z
dopiskiem "Dla Dolly" - z góry serdecznie dziękujemy.



15 lutego 2008
Święto koni- ale nie dla koni.........
"Tylko jedna, jedyna nadzieja Że....
Bóg jest ojcem wszystkiego stworzenia!
Więc się już jakaś Łaska rozprzestrzenia
I z trawą zieloną czeka
Na tę służkę bożego.
PO PIEKLE W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA !"
EWA SZELBURG ZAREMBINA

Kolejny raz byliśmy na targach końskich- Wstępy 2008- w Skaryszewie,
na tym niby "święcie konia"..... I kolejny raz stwierdziliśmy, że to
jarmark koński, ale z całą pewnością nie dla koni. Z bólem serca
patrzyliśmy na to, w jaki sposób traktowane są te piękne i
szlachetne zwierzęta...... mnóstwo małych źrebaków- sprzedawanych
nie do hodowli ale na rzeź, konie odpinane prosto od wozu, który
przyciągnęły na targowisko, podprowadzane pod włoskie Tir-y i
sprzedawane na mięso.... sprzedaż wyglądała zawsze tak samo-
kupujący przechodził, wskazywał palcem (wydając wyrok) następnie
wycinano symbole w sierści na zadzie.... wiele koni było nieustannie
smaganych batem, aby się jak najlepiej prezentowały, żeby je dobrze
i szybko sprzedać...... Kiedy przybyliśmy na targ w tej części,
która nazywana jest placem rzeźnym 3|4 koni miała już powycinane
znaki...... ich życie właściwie kończyło się w tym miejscu.....
Niektóre stały tam od późnych godzin wieczornych do popołudnia
następnego dnia czekając na załadunek w ostatnią drogę. Wiele z nich
stało ze spuszczonymi głowami...... czuły, że to koniec ich życia.
Widzieliśmy setki koni ładowanych na śmierć i ich dumną walkę przed
załadunkiem w ostatnią drogę.......To wszystko co opisujemy możecie
Państwo zobaczyć na zamieszczonych poniżej zdjęciach…... one
najlepiej obrazują tę ogromną końską tragedię, która ma miejsce na
tym targowisku, nazywanym przez ludzi "świętem konia". Pobyt na
targowisku jest dla nas z wielu powodów bardzo trudnym do przeżycia
wydarzeniem, dlatego poprosiliśmy o pomoc fotoreportera Pana Macieja
i to właśnie on wykonał większość zdjęć. Prowadząc od lat
przytulisko dla koni, ratując im życie, aby taki straszny los ich
nie spotkał, a potem opiekując się nimi codziennie, stajemy się
emocjonalnie zbyt słabi, w sytuacjach, gdy widzimy setki wpatrzonych
w nas oczu, pełnych strachu, przerażenia i prośby o pomoc..... nie
potrafimy podejść tak blisko do tych samochodów....... paraliżuje
nas świadomość bezradności, w oczach pojawiają się łzy, a w pamięci
pozostają obrazy i emocje, potem trudno zamknąć oczy czy zasnąć, bo
te obrazy powracają........ Kolejny raz pozostaje nam mieć nadzieję,
że jest i czuwa nad nimi Wiatronogi...... i gdzieś tam- w miejscu
ich przeznaczenia- jakiś człowiek wykona dobrze swoje zadanie i
czeka je lekka, szybka śmierć..... Zaczynamy też wątpić w sens
działań dotyczących skreślenia konia z listy zwierząt rzeźnych, gdyż
mimo złożonych w Sejmie petycji i ogromnego poparcia społecznego,
nie udaje się nic zdziałać organizacjom w tę działalność
zaangażowanym- przez trzecią już kadencję Sejmu..... Widać, że to
jeszcze bardzo daleka droga- ciągle napotykamy na całkowite
niezrozumienie, mur obojętności, lub tłumaczenie, że jest tak wiele
ważniejszych spraw.....- i ogromna szkoda, gdyż dla większości
Polaków koń jest przyjacielem...... ale na pewno nie jest tak na
targach w Skaryszewie. W tym strasznym naszym zdanie miejscu nie
mogliśmy pozostać w bezsilności- zawsze staramy się podarować życie
choć jednemu końskiemu skazańcowi- tym razem uratowaliśmy klacz,
która otrzymała na imię Dolly. Dolly żyje dzięki Wam wszystkim-
dziękujemy.....


"Święto koni" ?- Skaryszew - galeria specjalna


31 stycznia 2007
 Przystań Ocalenie w
kolejnym programie "Kundel Bury i kocury" - fragmenty programu
wyemitowane w TVP3 Kraków


13 grudnia 2007
Zobacz materiał, który ukazał się w programie
regionalnym TVP 3 Kraków


05 marca 2007
Wstępy 2007
Święto konia, ale czy dla koni..?
Skaryszew 26.02.2007r. targ koński-
Wstępy 2007- to święto konia, ale czy dla koni.... To i
wiele innych pytań postawiliśmy sobie widząc kolejny raz
ogromną tragedię tych pięknych i szlachetnych zwierząt.
Byliśmy świadkami wielu dramatów z udziałem końskich
skazańców... to właśnie tutaj w Skaryszewie rozpoczęła
się dla większości z nich droga nie do rekreacji,
nie do pracy dla człowieka, nie do przyjaźni.....
ale na śmierć.

Mogliśmy tylko bezradnie prosić
Wiatronogiego Boga Koni o lekką śmierć dla nich....
Widzieliśmy wiele scen, które rozdzierały
serce.......... widzieliśmy końskie matki jak razem ze
swoimi dziećmi odjeżdżały w ostatnią drogę......
mogliśmy tylko zadać sobie okrutne pytanie- czy matka
umrze na oczach dziecka, czy dziecko zabiją na oczach
matki.......? Widzieliśmy spracowane staruszki, które
nie zasłużyły na emeryturę....... widzieliśmy piękne,
pełne życia i ogromnie wystraszone źrebaczki ładowane na
śmierć........... i setki innych klaczy, wałachów,
ogierów.....
Niestety nadal używa się brutalnych
metod przy załadunku i rozładunku.... Okrucieństwo i
barbarzyństwo wobec braci mniejszych to tam normalne
zachowania. Szczerze mówiąc pojechaliśmy do Skaryszewa,
aby zobaczyć czy cokolwiek od ubiegłego roku się
zmieniło... czy ktokolwiek z osób odpowiedzialnych za
ten targ przestrzega Ustawy o Ochronie Zwierząt. W
obecnej naszej trudnej sytuacji, kiedy problem
goni problem, nie liczyliśmy się z tym, że zawalczymy o
kolejne końskie życie. Jednak przechodząc między
samochodami spostrzegamy konia, który słania sie na
nogach, ledwo stoi.... stanęliśmy przy nim, żeby
zobaczyć co się dzieje, szukamy właściciela, ale zjawił
się dopiero po około godzinie. Pytamy go co się stało z
koniem, dlaczego jest w takim stanie, dlaczego przywiózł
na targ chore zwierzę. Widać, że klacz jest stara,
trzęsie się z zimna, z boku głowy duża cięta rana, z
nozdrzy i pyszczka leje się krew-najprawdopodobniej
upadła w samochodzie. Okazało się, że w takim stanie
jechała ponad 350 km.... głaskamy ją po głowie, a nagle
z oczu płyną jej ogromne łzy,,,, proszę Państwa tego nie
da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć.... Błagała nas o
pomoc- nie mogliśmy przejść obojętnie- i uratowała sobie
życie. Niestety pozostał jeszcze jeden problem- nie mamy
na targu samochodu ani przyczepy.... kilka telefonów i
organizujemy transport dla niej.... Dobijamy targu-
oczywiście znowu obok stoją inne biedaki patrząc na
nas.... zdejmujemy sznur z głowy klaczy, zakładamy
kantar i zabieramy ja ze sobą........ Klacz idzie
powolutku, niestety po kilku krokach upada na targu.
Usiłujemy ją podnieść, ale nie daje rady wstać. Dominik
idzie na drugi koniec targu szukać lekarza weterynarii,
niestety zablokowana główna ulica i boczne drogi
sprawiają, że dojazd weterynarza trwa ponad godzinę.
Klacz dostaje leki, okrywamy ją kocami i derką, ktoś
przynosi siano.... pada wiele komentarzy dotyczących
stanu konia a wygląd kopyt i nóg jest szokujący. Klacz
leży nadal... cały czas siedzi przy niej Karolina,
okrywa ją derką, ociera krew wypływającą z rany...... po
kilku godzinach próbujemy ją podnieść........ i udaje
się. Pozostaje jeszcze załadunek do przyczepy. Klacz
jest przerażona, na widok samochodu znowu pojawia się
łza, trwa to bardzo długo, robimy wszystko powoli,
delikatnie, nie chcemy jej dodatkowo stresować. Wreszcie
udaje się i jedziemy bezpiecznie do stajni, gdzie
rozpocznie nowe życie. Niestety nie ma jej narazie w
Przystani, ale już byliśmy u niej dwukrotnie. Jest
ogromnie przerażona, weterynarz mówi, że była źle
traktowana, każdy gwałtowniejszy ruch w jej obecności
kończy się tym, że wciska się w kąt swojego boksu.
Często nowe koniki, które do nas przyjeżdżają
przypominają te, które od nas na zawsze odeszły. I tym
razem jest tak samo, dostrzegamy w niej naszego Lakusia-
powykrzywiane nogi, wytarta sierść, ogromny strach i
przerażenie w oczach- natomiast głowę ma podobną
do Kostusia.... W tej chwili przechodzi grypę, ma pęknie
kopyta, głęboką ranę na głowie, pozostaje pod stałą
opieką weterynaryjną. Może z biegiem czasu jej stan
zdrowia ulegnie poprawie, ale psychikę trzeba będzie
długo odbudowywać- bardzo boi się ludzi i nie ufa nikomu
... Dostała nowe imię na nowe życie- Petra.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że ciągle Państwa prosimy o
pomoc, ale może moglibyście Państwo wysłać ten nasz apel
znajomym, przyjaciołom, może ktoś zechce pomóc Petrze....
Jest okrutnie wyniszczona, pracowała pewnie całe życie,
właściciel nie pozwolił jej odpocząć... chorą i słabą
posłał na śmierć... Przywróćmy jej wiarę w człowieka-
prosimy.... pomóżmy Petrze. Za wszelkie
wpłaty z dopiskiem- Petra-
z serca dziękujemy. Pragniemy podziękować wszystkim,
którzy przyczynili się do tego, że ona żyje, że nie
podzieliła losu setek koni, które tego dnia wyjechały ze
Skaryszewa na śmierć- Karolinie, która opiekowała się
Petrą, kiedy Dominik szukał weterynarza, Stefanowi,
Wojtkowi Cieplińskiemu za transport, dziękujemy też za
siano, które ktoś podarował Petrze na targu....
Chodząc po skaryszewskim targu,
między pełnymi samochodami załadowanymi końmi do rzeźni
zagranicznych i krajowych, targu, który ma być wielkim
świętem konia, uświęconym wiekową tradycją, uświadamiamy
sobie, że może kiedyś tak było, ale obecnie to jest
święto, ale nie dla koni.... jest to dla setek koni
pełne okrucieństwa miejsce ostatniej drogi na śmierć....
jest to święto rzeźni......
Czy to
jest naprawdę święto koni... Wstępy 2007

Słyszeliśmy płacz koni............
Poniedziałek 30.01.2006 r. - ten dzień na
zawsze pozostanie w naszej pamięci. Wokół żałoba, w radiu muzyka i wiadomości
wciąż przypominają o tragedii w Chorzowie, wszechogarniający smutek i
przygnębienie, na wspomnienie ludzi, którzy stoją przed bramą hal targowych,
opłakują swoich ukochanych - tatusiów, mamusie, dzieci, przyjaciół.......
Mieszanka miłości i bólu, poświęcenia i pasji, cierpienia i nadziei, że jeszcze
wróci ktoś ukochany, że jeszcze przekaże ktoś dobra wiadomość , a także
nadzieja, że odnajdzie się ukochany ptak.......... Tam - ludzie walczą o
życie w każdym jego przejawie o życie ludzi i zwierząt, a my tu- całkowicie
przez przypadek znaleźliśmy się pod bramą miejsca, które też jest piekłem na
Ziemi-przed bramą rzeźni dla koni........... Organizacjom nie wolno wejść na
teren rzeźni więc obserwujemy to co się dzieje z ukrycia........ trwa skup, od
wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, przywożone są z różnych stron
przyczepami do przewozu koni, ale również Żukami, starymi samochodami
dostawczymi (np. Jelczami), to niezgodne z prawem ale......Nic się nie zmieniło
w sposobie podejścia do przywożonych tu zwierząt, nadal koń nie jest traktowany
jak żywa odczuwająca ból istota ale jak .....mięso. Wyrzucane z samochodów jak
worki ze zbożem lub kłody drewna......... załadunek lub rozładunek zwierząt w
takich miejscach to dla ludzi choć trochę lubiących zwierzęta najokrutniejszy
widok, proceder najgorszy z możliwych........tego właśnie chcieliśmy
zaoszczędzić naszemu Kasztankowi. Widzimy młode, około 4 miesięczne źrebaki,
konie o smuklej sylwetce, zapewne sportowo-rekreacyjne, kulejące lub z wygiętym
nienaturalnie kręgosłupem jakby miały przerośnięty kłąb. Większość to jednak
starsze, wypracowane konie pociągowe, strasznie brudne, sponiewierane, z
pokrzywionymi nogami......jeden z nich przypomina do złudzenia naszego Kostusia
dlatego jest nam wyjątkowo smutno, łzy płyną same strumieniem.......jedne są
wyprowadzane z samochodów- wiedzą dokąd przybyły, nie chcą wychodzić z
samochodu, tulą się do siebie, opierają....... inne przeprowadzane już do stajni
przedubojowych, wszędzie słychać koński płacz-to nie jest zwykłe rżenie to
przerażający płacz-zostanie w naszych uszach , pamięci i sercu na zawsze-płacz
tych, które nie chcą opuścić samochodu i tych, które już są prowadzone do
rzeźni, oderwane od tego co dotychczas znały, kochały..... od matki, czy
kochanego człowieka........ Jak na jeden dzień to za dużo, dla nas to
widok przerażający, trudny do zniesienia ....... Nie możemy nic zrobić,
stoimy całkowicie bezradni, i rodzi się tylko pytanie - dlaczego za tyle
lat wiernej służby dla człowieka, pracy i poświęcenia... taki straszny los? czy
może kiedyś koń zostanie skreślony z listy zwierząt rzeźnych - czy to tylko
marzenie?......... W tej chwili nie możemy zrobić nic więcej, ale udajemy się na
Policję i postanawiamy razem z inną organizacją przeprowadzić kontrolę
tego miejsca, dlatego nie podajemy ani miejsca ani nazwy rzeźni-musimy mieć
możliwość tu wrócić. Jakby tego było jeszcze mało dzwoni telefon-pewna Pani
szuka konika pod siodło dla swojej córki, znalazła naszą stronę w Internecie
więc zadzwoniła jak do hurtowni sprzętu jeździeckiego, aby ów sprzęt zamówić.
Kiedy tłumaczymy jakie konie są w naszym przytulisku i że nie oddajemy itp. Pani
nie kryła oburzenia, że takiego konika jakiego ona chciała to nie mamy,
podsumowała rozmowę takimi słowami - po co kupować takie końskie wraki, czy nie
lepiej kupować konie młodsze, zdrowsze i oddawać ludziom pod siodło - bo to dziś
takie modne i byłoby wielu chętnych - a my zbieramy takie wraki przecież to
trzeba leczyć..... Już wielokrotnie mieliśmy podobne telefony i listy od ludzi,
którzy szukają konika do jazdy, najlepiej jeszcze klaczki zdolnej do rozrodu i
stawiają warunki pod jakimi mogliby łaskawie adoptować od nas któregoś z naszych
podopiecznych. Lista żądań jest często długa - wiek, zdrowie, płeć, maść,
zdolność do rozrodu, jeszcze najlepiej żeby był ujeżdżony - nic tylko wsiadać i
jechać. Jeszcze żąda się od nas żebyśmy zawieźli konika na miejsce i
dopłacali do jego utrzymania miesięcznie 100 lub 150 zł...... Zawsze staraliśmy
się zostawiać je bez odpowiedzi, ale tym razem....... Może z powodu całej
złożonej sytuacji wokół nas-chcemy się Państwu wyżalić........ a tym, którzy z
takimi sprawami dzwonią czy piszą przypomnieć, że my nie ratujemy, nie wybieramy
zwierząt na zamówienie składane jak w sklepie. Ratujemy te, które w danej
sytuacji najbardziej potrzebują pomocy - np. nie mogłyby podołać trudom
transportu na śmierć . I nie jesteśmy w tym sami, bo mamy poparcie naszych
wspaniałych sponsorów-przyjaciół . Dowodem jest Kostuś-stary, zniszczony pracą,
wychudzony i niedołężny konik znalazł kilku sponsorów, tak że jeszcze
wspomaga utrzymanie swoich braci w Przystani. Znalazł też miejsce w sercach tak
wielu osób, które pytają o jego zdrowie, dzwonią, żywo interesują się tym co
się z nim dzieje, płaczą często w słuchawkę, gdy opowiadamy o codziennej walce o
życie.......... Kiedy znowu słyszeliśmy dochodzące z radia informacje o
wydarzeniach z Chorzowa towarzyszyła nam myśl tam - miejsce heroizmu ludzi
w walce o życie przyjaciół, współpraca ludzi i zwierząt - psy ratownicze,
miejsce ludzko-zwierzęcej przyjaźni - bo przecież na tę wystawę pojechali
ludzie-starsi, dorośli i dzieci - którzy zwierzęta traktują z szacunkiem,
troszczą się o nie, kochają....... a my znaleźliśmy się w miejscu ,w którym,
człowiek pokazuje to co najgorsze w naszej naturze-świadome zadawanie bólu, chęć
zysku za wszelka cenę, krzywda i ból ......a po wszystkim wędrówka z uśmiechem
do baru. W tym poczuciu bezradności pomyśleliśmy, że jednak nie jesteśmy sami,
mamy dowody, że rozumiecie Państwo nasze zasady i nie zostawicie nas, że nadal
będziecie z nami, że razem uratujemy choć kilka......... Otrzymaliśmy jeszcze
jedna wiadomość -o starym około 22 letnim koniku Maćku, który jeszcze
pracuje w lesie. Czekamy na telefon w jego sprawie i mamy nadzieję, że razem
uda się uratować kolejne życie. Pragniemy również pomóc zwierzętom z hali
targowej w Chorzowie, dzwoniliśmy w dniu tragedii, ale poinformowano nas,
że najpierw ratuje się ludzi, ale byliśmy na miejscu zdarzenia
zaoferowaliśmy chęć przyjęcia wszelkich zwierząt, które potrzebują teraz tej
pomocy, bo np. nie odnajdą się ich właściciele.....Czekamy na
informacje........ Kolejny raz stając tam z poczuciem niemocy i bezradności w
obliczu tej wielkiej końskiej tragedii i naszej kolejnej wielkiej porażki
mogliśmy tylko poprosić - wiatronogi Boże koni spraw, by umieranie nie
bolało.................. Ten dzień to jeden z najtrudniejszych w naszej 8
letniej działalności... Długo będziemy go pamiętać..........
Dla jednych wrak.... dla nas przyjaciel - Kostuś, który uwielbia dom i
domowników:


22 czerwca 2007
Mały WIELKI
procent... Mamy upragniony kawałek ziemi
..."Tyle
jesteś kimś, ile jesteś miłością, i tylko to co w twoim
życiu zostało obrócone w miłość zostaje uwiecznione"...
śp. Ks Jan Twardowski
Te
piękne słowa kierujemy do Was wszystkich... to Wam
dziękujemy za Waszą miłość i szacunek wobec braci
mniejszych.
Kochani-
tak naprawdę to do ostatniego dnia, który wyznaczał
termin sfinalizowania zakupu ziemi nie wierzyliśmy, że
będzie to możliwe. Zdawaliśmy sobie sprawę, że możemy
zawsze na Was liczyć, kiedy chodzi o ratowanie życia
kolejnych zwierząt, nie sądziliśmy jednak, że i to
będzie na nasze wspólne możliwości- przecież w grę
wchodziła duża kwota związana z zakupem kawałka ziemi
dla podopiecznych Przystani Ocalenie. Wspaniale, że
zeszło się to z przekazywaniem 1% na rzecz organizacji
pożytku publicznego, do których zalicza się również
nasze stowarzyszenie. Wreszcie MOŻEMY WAM powiedzieć-
napisać, że mamy wymarzony i jakże upragniony kawałek
ziemi. Często wydaje się Państwu, że mając np 5 zł do
przekazania na rzecz OPP, że to śmieszna kwota i nie
opłaca się jej wpłacać. Otóż każda wpłata, nawet ta
najmniejsza jaką otrzymaliśmy (1,70zł) i wszystkie inne
były dla nas bezcenne (największa to około 3 tys. zł).
To właśnie te sumy, które dla kogoś były groszami dla
nas okazały się na wagę życia naszych zwierząt i
istnienia Przystani Ocalenie. Wiemy, że dziękujemy to
wprawdzie niewiele, ale te podziękowania płyną prosto z
naszych serc. Dziękujemy w imieniu swoim tzn. całego
naszego Stowarzyszenia oraz w imieniu wszystkich
naszych ocalonych zwierząt. Pragniemy podziękować
wszystkim Państwu, którzy przekazaliście nam swój 1 %-
naszym kochanym stałym sponsorom, przyjaciołom,
wszystkim, którzy odwiedzaliście naszą stronę po
publikacjach w czasopismach związanych z naszą
kampanią 1%. Szczególnie dziękujemy czytelnikom
Nieznanego Świata, którzy jak zwykle dzwonili i mocno
nam kibicowali, portalowi internetowemu "Konie i My"
(tam mamy także wielu przyjaciół-szczególnie Markowi
Wiśniewskiemu i Piotrowi Lewandowskiemu, oraz całej
ekipie), słuchaczom stacji radiowych, w których był
nadawany nasz spot reklamowy oraz wszystkim osobom,
które roznosiły, rozwieszały nasze ulotki i plakaty
zachęcały do pomocy naszemu przytulisku. Pragniemy
serdecznie podziękować Pani Kasi Kresek Urbaniak, która
kolejny raz przekazała nam "tę brakującą kwotę", oraz
Panu Januszowi Gaweł za piękne słowa i ogromną pomoc
finansową. Dziękujemy także naszym kochanym przyjaciołom
z Zespołu Wilki- Monice i Robertowi Gawlińskim, którzy
również wsparli wykup ziemi przekazując nam swój 1 %
oraz umieszczając naszą ulotkę w swojej ostatniej płycie
pt. "Obrazki". Nasz niewidomy Sedum jest już na swoim-
marzyliśmy, żeby ten kawałek ziemi i drzewo ocalić dla
nich i udało się- tylko dzięki Wam! Ponadto dzięki
zebranym pieniążkom udało nam się zakupić dwie maszyny
rolnicze-kosiarkę i przewracarkę do siana, no i już mamy
pierwsze swoje siano. Wydzierżawiliśmy również pole
rolne i całe........ obsialiśmy marchewką... Wszystko
dla naszych podopiecznych, aby niczego im nie zabrakło.
Dzień zakupu ziemi był dla nas szczególny i na długo
pozostanie w pamięci-wspaniałe chwile przeplatały się ze
łzami... uratowana ziemia i przyszłość Przystani,
uratowane życie dwóch spracowanych klaczy- Carmen i Fado...
które ocalały cudem oraz widok krwi i prośby w oczach
tych, którym nie mogliśmy pomóc.......




Może to sukces.....ale ile cierpienia tych pięknych zwierząt
widzieliśmy....

Materiał Ekspresu Reporterów TVP2
Podczas jednej z naszych wizyt na
targowisku końskim w Bodzentynie zatrzymaliśmy jednego z
przewoźników, który w nieprawidłowych warunkach transportował
konie do ubojni, ale niestety wszelkie nasze próby uzyskania
pomocy na policji i u lekarza weterynarii nie odniosły wówczas
zamierzonego skutku, nie pomogły nasze prośby, nie udało się nam
pomóc tamtym koniom. nawet temu ze złamaną nogą........pojechały
na śmierć.............
Na podstawie zrobionego materiału przez TVP program 2 ekipie
Ekspresu Reporterów, zostało skierowane doniesienie o
popełnieniu przestępstwa i przewoźnik został ukarany. W
przeciągu zaledwie roku od wydania przez Sąd Prawomocnego
Wyroku ten sam przewoźnik w dniu 07 03 2005 dopuścił się
dokładnie takiego samego czynu, czyli znowu transportował w
nieprawidłowych warunkach niepełnosprawnego konia, oraz
załadował zbyt wiele zwierząt przez co naraził je na dodatkowe
cierpienie, ponadto padło wiele gróźb karalnych pod naszym
adresem, łącznie z groźbami dotyczącymi pozbawieniem
nas życia.... Ponownie złożyliśmy doniesienie o
popełnieniu przestępstwa i 15 stycznia 2007 w Sądzie Rejonowym w
Tychach został ogłoszony wyrok, który brzmi:
5 lat- zakazu
wykonywania działalności gospodarczej dotyczącej zarobkowego
skupu i transportu zwierząt
1 rok więzienia w zawieszeniu na 4 lata- za znęcanie się nad
zwierzętami oraz stosowanie gróźb karalnych
oraz grzywna na rzecz skarbu Państwa i zwrot wszystkich kosztów
procesu.
Zdajemy sobie sprawę, że ten wyrok
nie jest wymierny do tragedii i cierpienia koni, które ten
przewoźnik od kilkunastu lat woził do rzeźni, ale chociaż udało
nam się wywalczyć tyle....
Pamiętamy do dzisiaj oczy tych, które patrzyły z nadzieją, że im
pomożemy, niestety po trudnych negocjacjach udało się nam ocalić
jednego....
Ukochana Viki, chociaż Ciebie już nie ma..... w
naszych sercach pali się płomień pamięci o tobie, pozostaniesz w
nich na zawsze.... pamiętamy również o twoich współtowarzyszach,
które pojechały na śmierć..... im się nie udało.... jak bardzo
bolą te wydarzenia, jaki straszny smutek pozostawiają na
zawsze....

PILNE!! Nadal potrzebna pomoc dla Odrusi!
Poszukujemy
pilnie lekarstwa o nazwie EQUIPALAZONE, jest bardzo potrzebne dla Odrusi i
Węgielka. Niestety, nie ma ono atestu w Polsce, można je kupić w
Niemczech lub Austrii. Bardzo prosimy Państwa o pomoc w jego zdobyciu.
Może ktoś z Państwa wyjeżdża w tamte strony na wakacje i
pomoże nam je zdobyć. Potrzebne jest w postaci proszku lub pasty w
tubkach, aby można je było dodawać do karmy. Błagamy o pomoc dla
niej-ona nadal walczy o każdy dzień życia, serduszko silne tylko nóżki
chore, większość dnia stoi i drepta po boksie nawet na kilka minut
wychodzi na spacery- to wspaniały, kochany koń, a to lekarstwo to
jedyne co możemy dla niej jeszcze zrobić. Potrzebne jest
także dla Węgielka, który już się uodpornił na wszystkie
lekarstwa poprawiające stan stawów i niestety od tygodnia nie podnosi
się sam, a gdy uda się nam go podnieść stoi w boksie i nie chce
wyjść z niego - nogi odmawiają posłuszeństwa, obawiamy
się , że zbliża się.... To niesamowite jak bardzo chcą żyć -choć
ciało słabe to w nich jest taka silna wola życia, że przezwyciężają
wszelkie niedoskonałości ciała, jak bardzo my ludzie moglibyśmy
się nauczyć od nich szacunku dla cudu życia, dla każdej minuty
przeżytej na Ziemi, walki o życie za wszelką cenę, ktoś powie , że
to instynkt, a może coś więcej?! - możemy im
pomóc ofiarowując to lekarstwo lub pomoc w jego zakupie.
Już kiedyś prosiliśmy o pomoc dla Odrusi i ją
otrzymaliśmy - teraz jeszcze Węgielek potrzebuje tego samego - to
najstarsi i jednocześnie pierwsi mieszkańcy Przystani Ocalenie-błagamy
o pomoc dla nich. Będziemy wdzięczni bezgranicznie!!! Wszelkie
informacje dodatkowe pod tel. 0 501 241 784.



"Każde zwierzę ma prawo
do poszanowania.
Człowiek, jako należący do świata zwierzęcego, nie może eksterminować innych zwierząt ani eksploatować ich, gwałcąc to prawo!"
Z Deklaracji Praw Zwierząt UNESCO, 1978r.

Jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się u nas w Przystani Ocalenie i jakie akcje obecnie
prowadzimy, koniecznie zajrzyjcie do działu
AKTUALNOŚCI (na górze menu, po lewej stronie). Możecie tam też
znaleźć nasze ARCHIWUM AKTUALNOŚCI z
ostatnich miesięcy. Wszystkie wieści będą teraz publikowane w tym odrębnym dziale.
Uwaga!
Na naszej stronie znajdują się drastyczne zdjęcia.

Modlitwa Konia z Transportu BARBARY BORZYMOWSKIEJ
ŚCIĄGNIJ!

Bardzo pilne!!! Apel o pomoc dla krzywdzonych zwierząt w Bodzentynie!
Prosimy, pomóżcie - razem położymy kres bestialstwu i przemocy wobec
zwierząt które dokonuje się w każdą sobotę i poniedziałek na
prowadzonym przez gminę targowisku koni, bydła oraz innych
zwierząt w Bodzentynie. O naszych działaniach w tej sprawie pisaliśmy
na naszej stronie już kilkakrotnie, niestety wszystko co robiliśmy w
celu zamknięcia tego targowiska lub ograniczenia okrucieństwa wobec
zwierząt zostało zastopowane w momencie wejścia na teren targowiska
organizacji Animals Angels, która podpisała z Burmistrzem porozumienie
w sprawie nadzoru. Z raportów tej organizacji dostępnych na ich stronie
internetowej (niestety tylko w wersji angielskiej i niemieckiej)
wynika, że często dochodzi tam do znęcania się nad zwierzętami, ale
nikt nie wyciąga z żadnych konsekwencji wobec osób
dopuszczających się bestialstwa, oraz nie robi się nic, żeby na tym
gminnym targowisku przestrzegano obowiązującego w tym kraju prawa....
WIĘCEJ - KLIKNIJ!!!

Zwracamy
się z ogromną prośbą do wszystkich ludzi dobrej woli. Jak Państwo
wiecie w naszej "Przystani Ocalenie" jest wiele zwierząt , niektóre
mają tu swój dom, inne są tylko na chwilę. Tu są leczone po
traumatycznych przeżyciach i czekają na swoich nowych opiekunów.
Wszystkie te zwierzaki mają tu swoje miejsce, posłania i miski. Ich
obecność w przystani odciska jednak piętno na meblach i innych
akcesoriach. Dostajemy od Państwa stare nie potrzebne meble ale ich
stan przy takiej ilości zwierząt i wolontariuszy szybko się pogarsza
... Nasze koty ostrzą sobie o nie pazury a częste czyszczenie niszczy
tapicerki. Prosimy więc o pomoc. Z wielka wdzięcznością przyjmiemy
wysłużone wersaliki, kanapy czy fotele. Także krzesła i pufy z radością
przyjmiemy. Jeśli ktoś z Państwa miałby starą kuchenkę na prąd lub gaz
to również ogromnie się u nas przyda. Nasza kuchnia ma nieczynne dwa
palniki więc zwierzaki z niecierpliwością czekają na "obiad"...
Ponadto zdarza się że stosujemy handel wymienny i przyda nam się
właściwie wszystko co Państwu jest zbędne. Ostatnio wymieniliśmy zestaw
ogrodowy na stare sanie, które sami wyremontowaliśmy i teraz wozimy
nimi, przez leśne zaspy, jedzenie dla dzikich zwierząt. Więc
jeśli ktoś z Państwa chciałby nas wspomóc my z wdzięcznością przyjmiemy
każdy sprzęt czy mebel. Jesteśmy gotowi to sami odebrać. Jeśli chodzi o
dalsze okolice to również z Warszawy i miejscowości trasy W-wa -
Katowice. Serdecznie dziękujemy wszystkim Państwu za pomoc.
Serdecznie
dziękujemy za każdą, nawet najmniejszą, wpłatę dla naszych zwierząt.
Każda kwota przyczynia się do ratowania następnych okrutnie
doświadczonych przez ludzi zwierząt. Wiemy, że te pieniądze płyną
prosto z Państwa serc i za to jesteśmy ogromnie wdzięczni.
Informujemy, że ofiarowany na nasze konto datek, jest równoznaczny z
chęcią otrzymywania od nas, bezpłatnie, kaset video z filmami o naszej
"Przystani Ocalenie" oraz zdjęć i biuletynów informacyjnych. Wszystkim
Państwu serdecznie dziękujemy. Zarząd KPdZ.

[Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej]
|
|

|
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
| |
|
 |
|
|
|
 |
|
|
KONTAKT DO NAS:
Tel. kom: 0-501-241-784
0-603-586-183
Tel. fax.+48 32 4482077
|
|