|
|
NIK o prawach zwierząt w rzeźniach

Wylazłaś, nieszczęsna
kreaturo, z pieczary,
w którą cię popędził strach i chłód.
Obdarłaś ze skóry piękne, śmigłe zwierzę,
by okryć nią swój nagi grzbiet.
Zamordowałaś je podstępnie, nieudolnie,
zadając mu przewlekłe męczarnie.
Chłeptałaś ciepłą krwią, szarpałaś
i żarłaś krwawiące ochłapy,
tłukłaś głazem gnaty, by ssać z nich szpik.
W poczuciu bezsiły łączyłaś się w stada okrutne,
zdradliwe i smrodliwe.
Od otaczającego Cię świata istot żyjących
dzieliła Cię odmienność jedyna w swoim rodzaju,
niewymierna kryteriami siły, odwagi i uporu trwania.
Tliła w Twym ciele iskra.....Iskra miłosierdzia...
dzięki której możesz nazywać się człowiekiem!
Witold Koehler

Jeśli chcesz nam pomóc wprowadzić zakaz
eksportu żywych koni za granicę na rzeź pobierz odpowiednią, zamieszczoną
niżej petycję wydrukuj i zacznij wśród swoich znajomych zbierać podpisy. Nawet
jedno nazwisko może istotnie przyczynić się do do zmiany w przepisach. Nie
czytaj obojętnie. Działaj!
Petycję należy wysłać na
adres: Fundacja Viva ul. Kopernika 6/8 00-367 Warszawa.
PETYCJA - pobierz




Może to sukces.....ale ile cierpienia tych pięknych zwierząt
widzieliśmy....

Materiał Ekspresu Reporterów TVP2
Podczas jednej z naszych wizyt na
targowisku końskim w Bodzentynie zatrzymaliśmy jednego z
przewoźników, który w nieprawidłowych warunkach transportował
konie do ubojni, ale niestety wszelkie nasze próby uzyskania
pomocy na policji i u lekarza weterynarii nie odniosły wówczas
zamierzonego skutku, nie pomogły nasze prośby, nie udało się nam
pomóc tamtym koniom. nawet temu ze złamaną nogą........pojechały
na śmierć.............
Na podstawie zrobionego materiału przez TVP program 2 ekipie
Ekspresu Reporterów, zostało skierowane doniesienie o
popełnieniu przestępstwa i przewoźnik został ukarany. W
przeciągu zaledwie roku od wydania przez Sąd Prawomocnego
Wyroku ten sam przewoźnik w dniu 07 03 2005 dopuścił się
dokładnie takiego samego czynu, czyli znowu transportował w
nieprawidłowych warunkach niepełnosprawnego konia, oraz
załadował zbyt wiele zwierząt przez co naraził je na dodatkowe
cierpienie, ponadto padło wiele gróźb karalnych pod naszym
adresem, łącznie z groźbami dotyczącymi pozbawieniem
nas życia.... Ponownie złożyliśmy doniesienie o
popełnieniu przestępstwa i 15 stycznia 2007 w Sądzie Rejonowym w
Tychach został ogłoszony wyrok, który brzmi:
5 lat- zakazu
wykonywania działalności gospodarczej dotyczącej zarobkowego
skupu i transportu zwierząt
1 rok więzienia w zawieszeniu na 4 lata- za znęcanie się nad
zwierzętami oraz stosowanie gróźb karalnych
oraz grzywna na rzecz skarbu Państwa i zwrot wszystkich kosztów
procesu.
Zdajemy sobie sprawę, że ten wyrok
nie jest wymierny do tragedii i cierpienia koni, które ten
przewoźnik od kilkunastu lat woził do rzeźni, ale chociaż udało
nam się wywalczyć tyle....
Pamiętamy do dzisiaj oczy tych, które patrzyły z nadzieją, że im
pomożemy, niestety po trudnych negocjacjach udało się nam ocalić
jednego....
Ukochana Viki, chociaż Ciebie już nie ma..... w
naszych sercach pali się płomień pamięci o tobie, pozostaniesz w
nich na zawsze.... pamiętamy również o twoich współtowarzyszach,
które pojechały na śmierć..... im się nie udało.... jak bardzo
bolą te wydarzenia, jaki straszny smutek pozostawiają na
zawsze....

05 marca 2007
Wstępy 2007
Święto konia, ale czy dla koni..?
Skaryszew 26.02.2007r. targ koński-
Wstępy 2007- to święto konia, ale czy dla koni.... To i
wiele innych pytań postawiliśmy sobie widząc kolejny raz
ogromną tragedię tych pięknych i szlachetnych zwierząt.
Byliśmy świadkami wielu dramatów z udziałem końskich
skazańców... to właśnie tutaj w Skaryszewie rozpoczęła
się dla większości z nich droga nie do rekreacji,
nie do pracy dla człowieka, nie do przyjaźni.....
ale na śmierć.

Mogliśmy tylko bezradnie prosić
Wiatronogiego Boga Koni o lekką śmierć dla nich....
Widzieliśmy wiele scen, które rozdzierały
serce.......... widzieliśmy końskie matki jak razem ze
swoimi dziećmi odjeżdżały w ostatnią drogę......
mogliśmy tylko zadać sobie okrutne pytanie- czy matka
umrze na oczach dziecka, czy dziecko zabiją na oczach
matki.......? Widzieliśmy spracowane staruszki, które
nie zasłużyły na emeryturę....... widzieliśmy piękne,
pełne życia i ogromnie wystraszone źrebaczki ładowane na
śmierć........... i setki innych klaczy, wałachów,
ogierów.....
Niestety nadal używa się brutalnych
metod przy załadunku i rozładunku.... Okrucieństwo i
barbarzyństwo wobec braci mniejszych to tam normalne
zachowania. Szczerze mówiąc pojechaliśmy do Skaryszewa,
aby zobaczyć czy cokolwiek od ubiegłego roku się
zmieniło... czy ktokolwiek z osób odpowiedzialnych za
ten targ przestrzega Ustawy o Ochronie Zwierząt. W
obecnej naszej trudnej sytuacji, kiedy problem
goni problem, nie liczyliśmy się z tym, że zawalczymy o
kolejne końskie życie. Jednak przechodząc między
samochodami spostrzegamy konia, który słania sie na
nogach, ledwo stoi.... stanęliśmy przy nim, żeby
zobaczyć co się dzieje, szukamy właściciela, ale zjawił
się dopiero po około godzinie. Pytamy go co się stało z
koniem, dlaczego jest w takim stanie, dlaczego przywiózł
na targ chore zwierzę. Widać, że klacz jest stara,
trzęsie się z zimna, z boku głowy duża cięta rana, z
nozdrzy i pyszczka leje się krew-najprawdopodobniej
upadła w samochodzie. Okazało się, że w takim stanie
jechała ponad 350 km.... głaskamy ją po głowie, a nagle
z oczu płyną jej ogromne łzy,,,, proszę Państwa tego nie
da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć.... Błagała nas o
pomoc- nie mogliśmy przejść obojętnie- i uratowała sobie
życie. Niestety pozostał jeszcze jeden problem- nie mamy
na targu samochodu ani przyczepy.... kilka telefonów i
organizujemy transport dla niej.... Dobijamy targu-
oczywiście znowu obok stoją inne biedaki patrząc na
nas.... zdejmujemy sznur z głowy klaczy, zakładamy
kantar i zabieramy ja ze sobą........ Klacz idzie
powolutku, niestety po kilku krokach upada na targu.
Usiłujemy ją podnieść, ale nie daje rady wstać. Dominik
idzie na drugi koniec targu szukać lekarza weterynarii,
niestety zablokowana główna ulica i boczne drogi
sprawiają, że dojazd weterynarza trwa ponad godzinę.
Klacz dostaje leki, okrywamy ją kocami i derką, ktoś
przynosi siano.... pada wiele komentarzy dotyczących
stanu konia a wygląd kopyt i nóg jest szokujący. Klacz
leży nadal... cały czas siedzi przy niej Karolina,
okrywa ją derką, ociera krew wypływającą z rany...... po
kilku godzinach próbujemy ją podnieść........ i udaje
się. Pozostaje jeszcze załadunek do przyczepy. Klacz
jest przerażona, na widok samochodu znowu pojawia się
łza, trwa to bardzo długo, robimy wszystko powoli,
delikatnie, nie chcemy jej dodatkowo stresować. Wreszcie
udaje się i jedziemy bezpiecznie do stajni, gdzie
rozpocznie nowe życie. Niestety nie ma jej narazie w
Przystani, ale już byliśmy u niej dwukrotnie. Jest
ogromnie przerażona, weterynarz mówi, że była źle
traktowana, każdy gwałtowniejszy ruch w jej obecności
kończy się tym, że wciska się w kąt swojego boksu.
Często nowe koniki, które do nas przyjeżdżają
przypominają te, które od nas na zawsze odeszły. I tym
razem jest tak samo, dostrzegamy w niej naszego Lakusia-
powykrzywiane nogi, wytarta sierść, ogromny strach i
przerażenie w oczach- natomiast głowę ma podobną
do Kostusia.... W tej chwili przechodzi grypę, ma pęknie
kopyta, głęboką ranę na głowie, pozostaje pod stałą
opieką weterynaryjną. Może z biegiem czasu jej stan
zdrowia ulegnie poprawie, ale psychikę trzeba będzie
długo odbudowywać- bardzo boi się ludzi i nie ufa nikomu
... Dostała nowe imię na nowe życie- Petra.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że ciągle Państwa prosimy o
pomoc, ale może moglibyście Państwo wysłać ten nasz apel
znajomym, przyjaciołom, może ktoś zechce pomóc Petrze....
Jest okrutnie wyniszczona, pracowała pewnie całe życie,
właściciel nie pozwolił jej odpocząć... chorą i słabą
posłał na śmierć... Przywróćmy jej wiarę w człowieka-
prosimy.... pomóżmy Petrze. Za wszelkie
wpłaty z dopiskiem- Petra-
z serca dziękujemy. Pragniemy podziękować wszystkim,
którzy przyczynili się do tego, że ona żyje, że nie
podzieliła losu setek koni, które tego dnia wyjechały ze
Skaryszewa na śmierć- Karolinie, która opiekowała się
Petrą, kiedy Dominik szukał weterynarza, Stefanowi,
Wojtkowi Cieplińskiemu za transport, dziękujemy też za
siano, które ktoś podarował Petrze na targu....
Chodząc po skaryszewskim targu,
między pełnymi samochodami załadowanymi końmi do rzeźni
zagranicznych i krajowych, targu, który ma być wielkim
świętem konia, uświęconym wiekową tradycją, uświadamiamy
sobie, że może kiedyś tak było, ale obecnie to jest
święto, ale nie dla koni.... jest to dla setek koni
pełne okrucieństwa miejsce ostatniej drogi na śmierć....
jest to święto rzeźni......
Czy to
jest naprawdę święto koni... Wstępy 2007

|
|