W tym roku po raz
pierwszy odwiedziliśmy targ koński w Bodzentynie. Tragedia
przywiezionych tam zwierząt zaczęła się przed 5:00 rano. Jak za każdym
razem podczas naszych wizyt przywitał nas na targu koński krzyk i znów
widzieliśmy u wielu koni płynące łzy...
Mrok panujący o tak wczesnej porze
uniemożliwiał nam możliwość dokładnego sprawdzenia stanu przywiezionych
zwierząt, używając latarki zrobiliśmy szybki obchód i stwierdziliśmy że
na terenie targowiska jest parę starszych koni i parę wygląda na chore.
Niestety obeszliśmy cały targ parokrotnie i ku naszemu zdumieniu nie
zauważyliśmy obecności żadnych służb weterynaryjnych. Zwierzęta były
rozpakowywane poza rampą mimo, że samochody którymi były przywiezione
nie były przystosowane do takiego rozładunku. Zostały załadowane trzy
duże TiR-y oraz pełno mniejszych samochodów, wyglądające z nich pary
końskich oczu żegnały nas ostatnim spojrzeniem wyjeżdżając z targu.
Odwiedziliśmy Urząd Gminy składając w
sekretariacie burmistrza pismo z prośbą o wyjaśnienia stwierdzonych
przez nas nieprawidłowości na terenie targowiska, udaliśmy się
również do tamtejszego posterunku policji gdzie zgłosiliśmy problem
złych warunków jakich są przywożone i wywożone zwierzęta.


Bodzentyn 7 marca 2005 – „Czterokopytny, Boże spraw by umieranie nie
bolało”
Jak zwykle przed świtem w
poniedziałek w Bodzentynie zaczyna się piekło na ziemi. .. Przed
targiem długie kolejki samochodów, przyczep i TIR –ów. Słychać
rżenie i stukot kopyt. Z niektórych samochodów wyglądają głowy
przerażonych koni. W ich oczach widać strach, smutek i......W tym
miejscu zaczyna się ich ostatnia droga, droga na śmierć....
Tego dnia w osłabionym,
pięcioosobowym składzie, bez wsparcia Policji i Inspekcji Transportu
Drogowego wybraliśmy się na targ. Naszym celem było sprawdzenie czy
coś się zmieniło, poprawiło, czy warunki przewozu i handlu końmi na
tym targowisku są lepsze, ale rzeczywistość wymusiła na nas zmianę
planów. Wieść, że jesteśmy na targu rozeszła się lotem błyskawicy,
wzbudzając lęk w handlarzach i drobnych przewoźnikach. Zaczęli
nerwowo kończyć transakcje i w popłochu uciekać. Od pierwszej chwili
na zasypanym śniegiem placu wyróżniał się biało -niebieski samochód,
znanego nam z wcześniejszych wizyt na tym targu przewoźnika. Spośród
około 150 koni wybrał najsłabsze i chore zwierzęta. Załadował na
przemian młode i stare, oraz kalekie...
Stojąc na targu dokładnie
obserwowaliśmy ten samochód, dlatego wiedzieliśmy, jakie zwierzęta
się tam znalazły. Wiedzieliśmy, że jest tam mały, chory i słaby
źrebaczek, oraz koń z poważnym urazem przedniej kończyny.!
Postanowiliśmy go dogonić. Nie mogliśmy sami zatrzymać samochodu,
więc poprosiliśmy telefonicznie o pomoc Policję. Po około 45
kilometrach od Bodzentyna udało się zatrzymać samochód, jednak
przewoźnik odmówił otwarcia go. Posypały się pod naszym adresem
przekleństwa, obelgi i groźby, usłyszeliśmy, że źle skończymy, że
niedługo będziemy 2 metry pod ziemią, że na pewno wkrótce będziemy
zimni..
Na miejsce zdarzenia wzywamy
Powiatowego Lekarza Weterynarii, walczymy o to, aby rozładować ten
samochód i pomóc, chociaż tym zwierzętom, które nie podołają dalszym
trudom transportu w drodze na śmierć. Powiatowy Lekarz Weterynarii
przyjechał z drugim parolem Policji i zarządził wyładunek zwierząt
oraz ich oględziny. Po otwarciu tylnej klapy naszym oczom ukazał się
straszny widok. Obraz tak wstrząsający, którego nigdy nie zapomnimy.
Chociaż samochód przejechał dopiero 45 kilometrów kilka koni już
leżało. Przy samym wejściu leżał mały źrebaczek, nie umiał ustać był
tak słaby i zmęczony. W głębi samochodu leżały poprzewracane również
inne konie, kilka z nich miało już krwawe otarcia na skórze. Z tyłu
za zadami innych koni stoi załadowany w poprzek wozu piękny młody
wałaszek kopany po brzuchu przez inne konie. Taki sposób ładowania
koni jest szczególnie okrutny i niezgodny z Ustawą o ochronie
zwierząt.. Zdążyliśmy się przekonać, że jest to często stosowana
praktyka przez tego właśnie przewoźnika, za co już dzięki naszej
interwencji dostał wyrok sądowy. To jego kolejne wykroczenie
dotyczące łamania Ustawy o ochronie zwierząt. Rozpoczyna się
najbardziej przykry moment-rozładunek koni. Jako pierwszy
wyładowywany jest mały źrebaczek, niestety kilkakrotne próby
podniesienia go nie przynoszą zamierzonego skutku. Wreszcie udało
się, został podniesiony i wyprowadzony Spoglądamy na siebie i bez
słów wiemy, że trzeba spróbować go ocalić. Źrebak trzęsie się na
nogach. Następnie wyprowadzane są kolejne konie, w samym środku jest
koń z urazem przedniej nogi, który decyzją weterynarza zostaje
odładowany. Powiatowy Lekarz weterynarii proponuje nam zatrzymanie
klaczy do czasu wyjaśnienia sprawy przez Sąd, natomiast
przewoźnikowi proponuje oddanie klaczy do uboju sanitarnego. Zaczyna
się nasza walka o życie konia- proponujemy odkupienie-padają jednak
horrendalne ceny-przewoźnik chce jak najwięcej zarobić. Jesteśmy
świadomi, że przewoźnik zrobi wszystko, żeby ją nam odebrać, że
znowu prawo może stanąć po stronie tego, który krzywdzi, a nie tego,
który jest krzywdzony (tak było w przypadku Jarusia, gdzie prawo
stanęło po stronie właściciela). I co wtedy - po miesiącu
musielibyśmy ją oddać na pewną śmierć-w takiej sytuacji jedynym
rozwiązaniem wydaje się nam odkupienie. W grę wchodzi życie, dlatego
nadal negocjujemy, aż w końcu pada kwota 2900 zł, którą jesteśmy w
stanie zapłacić i klacz jest uratowana. Chcemy jeszcze uratować
źrebaczka-ale niestety walkę o jego życie przegraliśmy-mięso młodych
koni jest zbyt poszukiwane na rynkach zachodnich, więc przewoźnik
nie chciał go sprzedać Źrebak patrzy na nas błagalnie, prosi o
pomoc, patrzy na nas ze smutkiem, nie z wyrzutem, a my nie możemy
zrobić już nic..... My znamy ten wzrok- to spojrzenie anioła-takiego
spojrzenia się nie da zapomnieć. Każdy z nas już doświadczył tego.
To jest najtrudniejsza część naszej działalności-widzimy proszące
spojrzenia wielu koni-tak jak w tym samochodzie, a możemy uratować
tylko jednego........... Pozostałe konie są ładowane, a nam łzy same
płyną po policzkach, źrebaczek jest ostatni patrzy na nas najdłużej.
Przez szczeliny w samochodzie spoglądają na nas smutne końskie oczy,
dla nich to już ostatnie chwile, jadą na śmierć.
Klacz jest uratowana - została
przewieziona do Przystani.. Nasza Grażynka - która ostatnio nie może
nam towarzyszyć w tych wyjazdach, ale jest z nami sercem i załatwia
wiele spraw telefonicznie- dzwoniąc pytała płaczliwym głosem czy już
jest, czy odkupiona, czy zwyciężyła, i gdy usłyszała, że tak
powiedziała –„to nasza Victoria”, więc mamy Viktorię - nową
mieszkankę przytuliska.
Bardzo się cieszymy, z
każdego nowego, ocalonego życia, lecz stając w tak dramatycznej
sytuacji pozostaje niedosyt, że nie mogliśmy zrobić nic więcej.
Wśród towarzyszy niedoli
Viktorii były piękne młode konie, wyrodzone do granic możliwości
klacze i spracowane wałachy. Pada pytanie, na które nie ma
odpowiedzi, dlaczego i za co taki okrutny los...........
Stojąc tam w poczuciu
bezradności, patrząc w oczy tym, które odjeżdżały mieliśmy
świadomość, że nie mogliśmy zrobić dla nich nic, jak tylko prosić
o jedno:
.....CZTEROKOPYTNY
BOŻE SPRAW, BY UMIERANIE NIE BOLAŁO.......
Zostały sporządzone
protokoły oraz doniesienia o popełnieniu przestępstwa. Przewoźnik
kolejny raz zostanie pociągnięty do odpowiedzialności i – mamy
nadzieję-ukarany.




Relacja z targu
koni rzeźnych w Bodzentynie k/Kielc.
Bodzentyn 10.11.2003r.
godzina 6.00 rano, na dworze jeszcze ciemno, zaczyna świtać. Na teren targu
zaczynają wjeżdżać Tiry, ciężarówki, traktory z przyczepami, Nysy, Żuki i
wiele innych samochodów z których dobiega głośne rżenie i odgłosy walenia
kopyt. Po otwarciu trapów dosłownie wypadają i wyskakują przerażone konie.
"Oporne" osobniki wygania się widłami, deskami, batami i czym tam popadnie.
Ok. godziny 7.00 na terenie targowiska znajduje się przynajmniej 500 koni a
ciężarówki wciąż wjeżdżają. I tu zaczyna się gehenna dla większości zwierząt.
Szybkie transakcje, wpychanie do ciężarówek
tyle koni ile wejdzie. Słychać pisk, żałosne rżenie, kopanie w burty
samochodów. Po trzech godzinach z targowiska zaczynają wyjeżdżać
załadowane ciężarówki. Na placu pozostaje niewielka ilość koni. Właściciele
stają się coraz bardziej nerwowi, szukają chętnych na swoje konie. Wściekli
zaczynają odgrywać się na zwierzętach, szturchają, smagają batem. Przerażone
konie czując nerwową atmosferę, zaczynają kopać się między sobą, stają dęba,
rżą. Nie zdają sobie sprawy, że być może darowany jest im jeszcze jeden
tydzień życia do następnego poniedziałku, do następnego targu. Tydzień, ale
tydzień męczarni, gdyż wściekli właściciele nafaszerują je kilkudziesięcioma
kilogramami parowanych słonych ziemniaków aby zwiększyć wagę i poprawić
wygląd.
Tego dnia z targowiska
w Bodzentynie wyjechały też cztery konie, które zostały wykupione przez
Fundację Pegasus i Komitet Pomocy dla Zwierząt w Tychach. Konie te nie byłyby
w stanie przeżyć długiego i morderczego transportu. Są to trzy klacze Twoja,
Balbina i Ostatnia (imiona zostały nadane na targu) i młody ogierek FORTEK.
Twoja to ok. 25 letnia kobyła, wychudzona, schorowana, po przebytym w
przeszłości silnym ochwacie, który pozostawił powykręcane tylnie nogi. Pomimo
tego ciężko pracowała do ostatnich sił. Jej ogólny bardzo zły stan i ogromny
strach przed człowiekiem świadczą niestety o bestialskim traktowaniu przez
właściciela. Balbina - 6 -miesięczna kobyłka z chorą tylnią nogą. Na szczęście
nie zdążyła jeszcze doświadczyć "ciężkiej" ręki człowieka, została tydzień
wcześniej odstawiona od matki. Ostatnia to 6 - letnia wystraszona, brudna
kobyła, na której ciele znajdowały się świeże rany od bata. Panicznie boi się
ludzi. W boksie reaguje agresywnie na pojawienie się człowieka. Roczny ogierek
to wyjątkowy konik, jest bardzo duży jak na swój wiek. Prawdopodobnie całe
swoje życie jadł parowane ziemniaki. Jest tak zapasiony, że weterynarz, który
go badał nie wierzył własnym oczom. Zwierzak nie wie co to siano czy owies,
najbardziej smakuje mu słoma! Mamy nadzieję, że uda nam się odbudować
zaufanie do człowieka, że niedługo na naszej stronie internetowej będziemy
mogli pokazać zwierzęta cieszące się wolnością i zdrowiem. Dzięki naszym
zabiegom pojechała z nami Inspekcja Transportu Drogowego (która zabrała 24
dowody rejestracyjne pojazdom, nie spełniającym żadnych warunków
uprawniających do przewozu zwierząt). Liczymy, że może tym razem nastąpi
przełom, może zmieni się stosunek władz do takich miejsc, może zaczną je
bardziej kontrolować, może policja…, może coś się uda… Każdy z nas może pomóc
to zmienić.



BODZENTYN 10 listopada
2003r.
Od godziny 5 nad ranem
w Bodzentynie koło Kielc, na targu koni rzeźnych Komitet Pomocy dla Zwierząt w
Tychach oraz Fundacja PEGASUS przeprowadza kolejną w tym roku kontrolę.
Wraz z Policją,
Inspekcją Transportu Drogowego oraz inspektorem z Głównego Inspektoratu
Weterynarii działacze KPdZ Tychy i Pegasus kontrolują:
+ warunki transportu
+ stan zwierząt ( w
jakim stanie są przywożone i wywożone)
+ pochodzenie zwierząt
(czy są z terenu wolnego od chorób zakaźnych, czy zwierzę nie jest kradzione)
+ świadectwo
weterynaryjne.
Takie akcje są
organizowane prawie co miesiąc.
W każdy
poniedziałek o świcie przywożone są tu konie (od 300 do 400) większość z nich
swoją drogę zakończy dopiero we Włoszech w rzeźni!!!
Przewożone są w
okrutnych warunkach w zdezelowanych samochodach.
Do ciężarówki mieści
się nawet 35 sztuk. Samochody nie mają pojników, przegród, mają ubytki w
ścianach i podłogach, konie wpadają w nie i łamią sobie nogi. Ładowane są bez
względu na wiek, stan czy płeć!!! Podczas transportu kaleczą się nawzajem,
odgryzają uszy i grzywy!!
Podczas ostatniej
interwencji 14 lipca br. udało nam się wykupić trzy konie, dwie klacze z
połamanymi nogami i cztero miesięcznego odsadka, który był dźgany śrubokrętem
po oczach po to żeby się "dobrze" ustawił w samochodzie!
Następna kontrola targowiska zaowocowała wykupieniem cztero miesięcznego,
zamorzonego głodem odsadka z niedowładem przednich kończyn. Zwierzę to byłoby
sprzedane do rzeźni za 200 zł!!! Tylko człowiek jest zdolny do takiego
okrucieństwa.
Prosimy o pomoc w nagłośnieniu tego procederu, dysponujemy zdjęciami,
dokumentami oraz filmem z poprzednich kontroli.
Komitet Pomocy dla Zwierząt w Tychach
Grażyna
Wojda-Płochowska 0-603-586-183
Dominik Nawa
0-501-241-784
Dorota Szczepanek 0-506-972-308
Bank
Śląski S.A. o/Tychy
91 1050 1399 1000 0022 0998 2426
e-mail:kpdz.tychy@interia.pl
strona:
www.kpdz.tychy.horsesport.pl
|