
29 lipca 2009
Idą konie po betonie… prosto do nieba.
„Na
podstawie bardzo dokładnych notatek służbowych i informacji uzyskanych od służb
biorących udział w ustalaniu przyczyn wypadku i jego przebiegu uzyskaliśmy pełny
obraz tego bulwersującego wydarzenia. O godz. 14.45 koń imieniem „Jordek”,
będący własnością fiakra z Brzegów nie wytrzymał trudów podjazdu w końcowym
odcinku drogi. Tego dnia pracując od rana przeszedł tę trasę kilkakrotnie – był
skrajnie wyczerpany zanim ruszył w swoja ostatnia drogę, dawał oznaki
śmiertelnego zmęczenia, słaniał się na nogach, zatrzymywał się nie mając siły
iść dalej. Zachęcany poganianiem fiakra, krzykiem i batem musiał przecież dojść
do końcowego przystanku – bo zapłacone. Nie doszedł, padł, a działo się to na
oczach rzeszy turystów. Reakcja pasażerów tego nieszczęsnego zaprzęgu była w
moim odczuciu niepojęta. Nikt z pasażerów widzących przecież tragedie konia nie
opuścił pojazdu. Prawdopodobnie udałoby się konia uratować, gdyby został w
odpowiednim momencie odciążony i miał możliwość natychmiastowego odpoczynku jak
tylko zaczął przejawiać objawy wyczerpania. Świadkami tego wydarzenia było
kilkudziesięciu turystów znajdujących się na drodze. Wielu z nich pomstowało na
fiakra wyrażając swoje oburzenie z powodu obciążenia wozu, bowiem znajdowało się
na nim nie 15 osób, jak przewiduje norma, lecz znacznie więcej (plus fiakier).
Żaden jednak z tych rzekomych obrońców konia nie chciał zdeklarować żeby
wystąpić w charakterze świadka, co przekreśliło możliwość udowodnienia
przekroczenia obowiązujących norm obciążenia. Fiakier i jego zaprzęg z nowym
koniem kursuje nadal. Po raz kolejny wygrała znieczulica społeczna. Na
przestrzeni ponad 20 lat, odkąd w latach osiemdziesiątych zamknięto górny
odcinek drogi do Morskiego Oka, sprawa przeciążania koni nadmierna pracą wracała
jak bumerang po każdorazowym przypadku padnięcia konia. Opisany powyżej akt
ludzkiego okrucieństwa nie był odosobniony. Takich przypadków wcześniej było już
co najmniej kilka, a wszystkie z tego samego powodu. Udało się nam „społecznym
ochroniarzom” w latach 90-tych spowodować wieloletnimi działaniami i uporem oraz
presją społeczną zmniejszenia ilości pasażerów z liczby 21 do 15. Uznaliśmy to
wówczas za zwycięstwo, ale było to z dzisiejszego punktu widzenia zwycięstwo
„pyrrusowe”, czyli pozorne. Jestem świadkiem i obserwatorem tragicznego losu
koni z drogi do Morskiego Oka od samego początku z racji wykonywania mojego
zawodu przewodnika tatrzańskiego. Prowadząc często wycieczki do Morskiego Oka
towarzyszył mi widok koni toczących pianę, oblanych potem, poganianych krzykiem
i batem, i zawsze była to codzienność do której przyzwyczaić się nie można.
Rozpatrując tę sprawę z dzisiejszego punktu widzenia sytuacja koni niewiele się
zmieniła pomimo, iż obecnie obowiązuje norma 15 osób plus fiakier. Jest to co
najmniej o połowę za dużo. Pracujące w tym transporcie konie są absolutnie nie
przystosowana do tego typu ciężkiej pracy. Są to konie lekkie nadające się do
jazdy wierzchem lub do lekkiej pracy polowej. Trzeba przyznać że są na ogół
dobrze utrzymane i zadbane ale to naturalne bowiem muszą robić dobre wrażenie na
potencjalnych klientach i spełniać wymagania weterynaryjne. Do tego typu
ciężkiej pracy powinny być stosowane konie o specyficznie ciężkiej budowie
dysponujące ogromną siłą. Nowo wprowadzony wóz zwany fasiągiem nie ma nic
wspólnego z dawnym tradycyjnym stosowanym przed ponad stu laty. Był to lekki wóz
konstrukcji drewnianej, ważący ok. 200 kg. Takie fasiągi można zobaczyć na
archiwalnych zdjęciach. Obecny pseudo fasiąg z Morskiego Oka to pojazd ciężki na
konstrukcji stalowej ważący ponad 700 kg, zabierając 16 osób osiąga wagę 2 ton.
Uważamy, że należy powołać komisję złożoną z kilku niezależnych ekspertów, która
by ustaliła normy dopuszczalnego ciężaru dla koni na podstawie obowiązujących
przepisów. Nawet bez udziału ekspertów można ocenić sytuację na zasadzie
porównań. Dorożka konna na terenie Zakopanego ciągnięta przez jednego konia,
zabierająca czterech pasażerów plus fiakier, trasy są nieporównywalnie krótsze –
miejskie. Natomiast w Morskim Oku dwa lekkie konie, ciężar ponad dwie tony (fasiąg
i 16 pasażerów), trasa 9 kilometrów, różnica wzniesień 400 metrów – trasa
górska. Myślę, że porównanie dorożki zakopiańskiej i fasiągu z Morskiego Oka nie
wymaga komentarza, fakty mówią same za siebie. Trzeba dodać, że trasę tę
pokonują konie bez odpoczynku. Taki odpoczynek powinien być bezwarunkowo
stosowany przy Wodogrzmotach Mickiewicza, gdzie jest duży odpowiedni parking i
atrakcje dla pasażerów w postaci wodospadu. Morsie Oko nie jest jedynym miejscem
w Tatrach, gdzie konie używane są do transportu turystów. Dorożki konne
zabierające czterech pasażerów kursują również w Dol. Kościeliskiej i
Chochołowskiej, ale tam nigdy nie zdarzył się przypadek padnięcia konia z
przemęczenia. Komisja złożona z lekarza weterynarii, przedstawicieli KTOnZ oraz
KPDZ w Tychach, która w dniu 24.07. br. przeprowadzała kontrolę w przedmiotowej
sprawie, stwierdziła jednoznacznie, że organizator transportu na drodze do
Morskiego Oka nie respektuje podstawowych zasad rozporządzenia ministra
rolnictwa i rozwoju wsi, w sprawie wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia
miejsc gromadzenia zwierząt. Brak hydrantu z bieżącą wodą, rampy do załadunku i
rozładunku zwierząt, urządzeń do karmienia i pojenia, na miejscu stałego nadzoru
weterynaryjnego i izolatki dla zwierząt. W związku z powyższym, do Dyrekcji TPN
raz Powiatowego Lekarza Weterynarii skierowane zostały pisma, w których KTOnZ i
KPDZ domagają się podjęcia natychmiastowych działań, skutkujących dostosowaniem
miejsca postoju koni do wymogów prawa. Sezon turystyczny dopiero na półmetku.
Sytuacja taka jak wyżej opisana może się powtórzyć, gdyż nawet nie przekraczając
normy 15 osób konie są nadmiernie przeciążone, co można zauważyć gołym okiem
obserwując zaprzęgi dojeżdżające do Włosienicy, gdzie konie są w stanie
skrajnego wyczerpania. Taki sposób organizowania transportu zamożnym i leniwym
turystom( bowiem cena podjazdu od jednej osoby to 40 zł w jedną stronę), można
określić mianem nie usługi turystycznej, a okrutnym procederem. Dzieje się to
wszystko na terenie Parku Narodowego, na oczach setek tysięcy turystów, w tym
zagranicznych i wycieczek szkolnych, zaiste wspaniała to lekcja wychowawcza.
Idea ochrony przyrody, która winna przyświecać wszystkim działaniom na terenie
Parku Narodowego jest tu każdego dnia gwałcona. Przytoczę tu wypowiedź mojego
kolegi, Jasia Gąsienicy Roja seniora – ratownika TOPR i przewodnika
wysokogórskiego: „Człowiek stworzył w XXI wieku Auschwitz koniom w
najpiękniejszym zakątku Tatr i samym sercu Parku Narodowego”. Jak niewiadomo o
co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak aby
interes wąskiej grupy czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę
nad nadrzędnym celem jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą
człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i
tylko od nas ludzi zależy ich los.” Irena Rubinowska – inspektor KTOnZ,
przewodnik tatrzański,
Zobacz materiał:
www.tvn24.pl/2250776,12690,0,1,1,smierc-konia-pod-morskim-okiem,wideo.html
|