|
ODESZŁA MEGI |
. |
|
Spotkanie MEGI było niespodziewane.
Właściwie każde nasze zwierzę staje na naszej drodze przypadkowo... ale ona
pojawiała się w chwili kiedy nikt z nas nie myślał o ratowaniu konia. Cała
nasza trójka wracała z wielkim niedosytem z rozprawy w sądzie przeciwko
handlarzowi koni. Byliśmy bardzo zmęczeni, wstaliśmy długo przed świtem aby
dojechać kilkaset kilometrów na miejsce. Długo trwało posiedzenie, potem
staliśmy w korkach a ona jakby na nas czekała... Jechaliśmy znużeni w
ciepłych promieniach słońca, był przecież maj - dzień matki, a ona jakby
celowo powoli orała wąski, wyschnięty kawałek pola. Naszą uwagę zwróciła od
razu, wyglądała jak Węgielek w dniu swojego ocalenia. Chuda, brudna i
spragniona szła równo lecz jakby w spazmach. Jej nędzne ciało zlane było
potem, ale mimo to nadal pracowicie szła, pewnie miała nadzieję że jak
skończy to odpocznie i poskubie trawę z miedzy. Szłam do niej przez całe
pole, wołałam chłopa, który widząc ciężarna kobietę jakby zdębiał, zaczęłam
kłamać cos że piękna mała kobyłka, że przydałaby się mi do pracy, taka
drobna, niewiele wymagająca. Chłop jakby przystał od razu podał słoną cenę,
ale przystaliśmy bez wahania.
Minęły dwa miesiące, nadszedł wreszcie
dzień gdy pojechaliśmy ją odkupić. Wyglądała tak jak wtedy spracowana,
brudna i głodna. Jej domem był chlew a sąsiadką stara, chuda krowa. Gdy
wchodziła do przyczepy głośno rżała i oglądała się na swoją przyjaciółkę.
Krowa również wytrwale nawoływała. Ją też chcieliśmy odkupić ale stary chłop
powiedział że jeszcze na mleko potrzyma. Nie udało nam się go przekonać.
Jeszcze w drodze nadaliśmy jej imię i porządnie nakarmiliśmy. Gdy
umieściliśmy ją już w pięknym owym boksie w naszej Przystani Ocalenie w jej
oczach malowało się zdziwienie ale i złość. Kilka następnych dni utwierdziło
nas w przekonaniu, że Megi choć ma pełny żłób świeżą ściółkę i piękne
pastwisko to tęskni za domem. Towarzystwo innych koni wyraźnie ją irytowało.
Tylko na nasza młodą jałówkę patrzyła z sympatią. Po kilku dniach
zaprzyjaźniła się z Kolumbem. Tolerowała obecność ludzi ale nie szukała z
nimi kontaktu. Nie lubiła czyszczenia i głaskania. Próbowaliśmy stworzyć z
nią więź ale ona ignorowała każdy gest. Żyła jakby sama dla siebie, nie
próbowała dawanych jej smakołyków. Najlepsze owocowe pasze zostawały nie
tknięte. Zjadała tylko słomę i suchy owies. Jej figura również się nie
poprawiała i nadal wyglądała jak szkielet . Mimo jej niechęci i dystansu
jaki wciąż trzymała, troskliwie się nią opiekowaliśmy. Ona jednak nadal
podupadała na zdrowiu...
|