WSPOMNIENIE I KOSTUSIU

.

6.01.2007


Dopiero wczoraj zebrałam siły, aby zajrzeć na stronę i pożegnać z 
wszystkimi Kostusia. Wiedziałam, że będzie ze mną jeszcze gorzej. Wciąż 
mam przed oczyma to piękne zdjęcie, kiedy leży sobie w tym sianku, taki 
słodki jak aniołek. Nawet z tego zdjęcia emanuje niesamowity spokój i 
pokora jaka zawsze czułam od tego konia. Cały dzień dziś przepłakałam w 
pracy, chowałam oczy przed uczniami, ale wiem, że jeszcze będę wiele dni 
płakać za Kostkiem, aż może dusza się zmęczy, bo ja na pewno o nim nie 
przestanę myśleć. Musiałam wczoraj wytłumaczyć mojej córce- Natalii,

dlaczego tak ciągle płaczę i zamiast cieszyć się życiem jestem często smutna.

Od chwili, kiedy znalazłam Was i "dotknęłam" cierpienia koni, nie umiem 
czasami odnaleźć się w tym świecie, nie umiem pogodzić się z losem tych 
koni. Choć odzywam się do Was rzadko, bo naprawdę ten rok jest 
najtrudniejszy w moim życiu- to każdego dnia myślę o Was i o wszystkich 
krzywdzonych zwierzakach. Całym sercem jestem z Wami i dlatego tak bardzo 
ciężko mi pożegnać Kostka. Dane mi było być z nim zaledwie kilka dni, ale 
na zawsze pozostawił ślad w moim sercu. Tak pięknie piszecie o nim na 
stronie. Boże jak to dobrze, że jesteście tak dzielni i dotarliście do 
tego maleńkiego, a tak pięknego wewnętrznie konia. On chyba wyjątkowo 
został skrzywdzony przez człowieka i miał niezmiernie podłe życie, a 
jednak my ludzie powinniśmy od niego właśnie uczyć się wybaczania, 
zaufania i miłości. Tak bardzo skrzywdzony, a potrafił z taką cierpliwością, 
wciąż okazywać tyle ciepła i miłości. Jakoś bardzo mi ciężko i smutno - 
czuję jakby odszedł ktoś mi bardzo bliski, ktoś, kto mógł być daleko, ale 
był i z daleka czynił świat piękniejszym i bogatszym, Dziś bez Kostka mam 
poczucie wielkiej pustki. Tak żałuje, że moja córka nie zdążyła go poznać 
i poczuć od niego to "coś nieuchwytnego"- co czyniło go takim 
wyjątkowym. Jak już napisałam, jestem dumna że mogłam go spotkać na swej 
drodze i staram się wyciągnąć w swoim życiu lekcje z tego spotkania. Już 
dziś boję się dnia, kiedy odejdzie Hawanka - koń który również w swoim 
"cichym i godnym" cierpieniu i cierpliwości może być dla człowieka wzorem 
do naśladowania i hartowania ducha.
Wybaczcie, że pisze do Was taki smutny list, ale kto może zrozumieć, kim 
byl Kostek i że można bardzo za nim tęsknić- nikt tak jak Wy!!!

Musiałam się z Wami podzielić tymi uczuciami, bo bardzo mi ciężko. Jestem z 
dala od was i w samotności muszę dźwigać bagaż "końskich doświadczeń"
Dziękuję, że daliście Kostusiowi dom i miłość, że choć przez kilka miesięcy 
jego życie na ziemi było piękne. Mam nadzieję, że teraz zasłużył na godne 
i dobre życie- obyśmy się spotkali. Całuję Was wszystkich!!!

 Zapłakana Kasia